Ważne informacje i terminy



4 czerwca 2017

Tove Jansson - nie tylko mama Muminków

Jako dziecko nawet lubiłam czytać i oglądać historie o Muminkach. Podskórnie czułam, że to coś więcej niż opowieści o trollach i ich przyjaciołach. Przez lata bohaterowie stworzeni przez Jansson w taki czy inny sposób towarzyszyli mi w życiu. Jako osoba dorosła sięgnęłam po opowiadania dla dorosłych stworzone przez twórczynię Muminków. Zachwyciły. Dlatego kilka miesięcy temu zakupiłam biografię Tove Jansson oraz wydanie jej listów do osób bliskich. I w ten sposób powróciłam do lektury moich ulubionych gatunków z intymistyki. 

Listy Tove Jansson są uporządkowane wg adresatów, do których były kierowane. Dzięki temu czytelnik może spojrzeć na Tove piszącą do rodziny, do przyjaciółki Evy Konikoff, do swoich miłości na różnych etapach życia - do Atosa, Viviki oraz do Tuulikki. 
Mnogość adresatów pozwala ujrzeć pisarkę i malarkę w sposób pełniejszy. Z listów wyłania się Tove - córka, dbająca o więzi rodzinne, ale przede wszystkim dzieląca z rodzicami miłość do sztuki. 
I to właśnie sztuka jest bohaterem głównym niemal wszystkich listów Jansson. To dzięki sztuce życie wydaje się pełniejsze, momentami znośniejsze, bogatsze. 

W listach twórczyni opowieści o Muminkach opisuje perypetie związane z kolejnymi wydaniami książek i komiksów. Na oczach czytelnika rozgrywa się powoływanie do życia Muminków i innych bohaterów znanej chyba wszystkim opowieści. I to tu uważny czytelnik dowiedzieć się może, co tak naprawdę kryje się za treścią przeznaczoną nie tylko dla dzieci. Na kartach listów niemal wciąż obecna jest Jansson - pisarka.

Ważnym elementem jest korespondencja z towarzyszem, a później z towarzyszkami życia. Jednak poszukiwacze tematów do plotek obejdą się smakiem. Przejście na stronę Duchów, jak nazywano osoby homoseksualne w tamtych czasach w Finlandii, nie jest szeroko komentowane. Aczkolwiek kwestię tę autorka porusza, choćby w liście do przyjaciółki, Evy Konikoff. 
To co jednak najważniejsze jest dla listów do towarzyszy życia to podejście do miłości. To uczucie zdaje się być siłą napędową do tworzenia. Ale też autorka Muminków oddaje się samotności - nie tej destrukcyjnej, a tej dającej wolność dla tworzenia i myśli.

Biografia Tove Jansson. Mama Muminków autorstwa Boel Westin to dopełnienie Listów. Czytelnik ma możliwość otrzymania komentarzy do wydarzeń, o których przeczytał z pierwszej ręki w korespondencji Jansson. Brak tu ocen czy emocjonalnego stosunku autorki biografii, co sprawia, że tekst czyta się dobrze. 

Z obu lektur wyłania się postać Tove Jansson - nie tylko twórczyni świata Muminków, ale niezwykle utalentowanej ilustratorki, malarki, córki artystów i kobiety ceniącej wolność, samotność i miłość. 


Boel Westin, Tove Jansson. Mama Muminków, przeł. B. Ratajczak, wyd. Marginesy, Warszawa 2012.
Tove Jansson, Listy, wybór i komentarze B. Westin i H. Svensson, przeł. J. Czechowska, wyd. Marginesy, Warszawa 2016.

27 marca 2017

Wiosenne zadania dodatkowe

Moi Drodzy!
Domagacie się zadań dodatkowych, zatem nadchodzą. ;)
Trzecioklasiści! Z Wami omawiałam ostatnio "Słonia" Mrożka. Obejrzeliśmy filmową interpretację Agnieszki Osieckiej, odnaleźliśmy w tekście demaskowanie czasów PRL-u.
Zadanie dla Was to napisać scenariusz i nagrać krótki film (do 8 minut), który będzie demaskował bezsensy, absurdy, itp. świata nam współczesnego.
Ze względu na zbliżający się egzamin gimnazjalny czas przesłania pracy: do 22 maja 2017r.
Maksymalnie możecie otrzymać 10/0.

Drugoklasiści! Niedawno interpretowaliśmy wiersz Zbigniewa Herberta pt. "Pan od przyrody". Na najbliższej lekcji pokażę Wam ten film - interpretację utworu.
Zadaniem dodatkowym, które Wam proponuję jest stworzenie filmowej interpretacji wybranego przez Was wiersza.
Termin przesłania pracy: do 24 kwietnia 2017r.
Maksymalnie możecie otrzymać 10/0.

Powodzenia! Nie mogę się doczekać Waszych prac. :)

10 grudnia 2016

Zadanie dodatkowe

Uczniowie!
Z klasą 3 omawialiśmy utwór Mickiewicza i wówczas obejrzeliśmy znany i stary mem.
Zainspirowało mnie to do ostatniego w tym semestrze zadania dodatkowego. Stwórzcie swoje memy, które będą obejmowały:
1. zagadnienie gramatyczne,
2. znany tekst literacki,
3. sytuację związaną z twórczością jakiegoś pisarza.

Swoją pracę prześlijcie do mnie mailem do 2 stycznia.

Powodzenia!

27 sierpnia 2016

Kasia-kataklizm?

Mam taką tradycję, że z każdego miasta w Polsce (jeśli mam sposobność trafić do księgarni) staram się przywieźć książkę. Z Krakowa mam wiele zdobyczy, ale tegoroczna Dziewczyna jak ocet będzie szczególnym okazem (przedrzeć się przez tłumy z racji ŚDM było nie lada wyzwaniem ;)), gdyż związana jest z Szekspirem, a jak powszechnie wiadomo jego twórczość uwielbiam. Tytuł powieści Anne Taylor podpowiada, że jest to reinterpretacja Poskromienia złośnicy.

Historię złośnicy Kasi zna wielu. W powieści Taylor rzecz ma miejsce we współczesnym czytelnikowi Baltimore. Doktor Battista pracuje w laboratorium nad odkryciem związanym z chorobami autoimmunologicznymi. Nie jest cenionym naukowcem, do pomocy ma jednego asystenta Piotra z odległego kraju. Oprócz tego samotnie wychowuje córki, starszą Kate oraz piętnastoletnią Bunny. I tak naprawdę to na Kate spoczywają obowiązki domowe. Wszystkie sprawy się komplikują bardziej, gdy ojciec Kate postawia wydać ją za mąż za swojego asystenta, aby przedłużyć mu pobyt w Stanach.

Powieść Taylor  na nowo odczytuje problem podporządkowania kobiety mężczyźnie. Zdaje się, że autorka próbuje swoją wersją historii pokazać, iż nawet we współczesnych czasach ważne tak naprawdę jest poczucie bycia komuś potrzebnym. W ten sposób bowiem współczesna Kate jest kreowana. To młoda kobieta, na której barkach spoczywa prowadzenie domu i wychowanie młodszej siostry. Boi się zawierzyć komuś, a jednocześnie pragnie związku i własnej przestrzeni. I w tym Taylor podobna jest do przesłania szekspirowskiej komedii - Kate nie może się po prostu usamodzielnić; do tego potrzebuje małżeństwa.
Ciekawa jest też wypowiedź Kate, która wyraża współczucie wobec mężczyzn. Jak twierdzi - oni nie mogą mówić o uczuciach, nie mogą ukazać swoich słabości.

Ciekawy jest sposób narracji - momentami rozmowy bohaterów, nieco teatralne, wydają się być sztuczne. Może to przeszkadzać, ale dla mnie miało pewien walor. Można to potraktować jako dialog Taylor z Szekspirem.
Ostatecznie Dziewczyny jak ocet nie odbieram jako ważnej powieści, niemniej czytelnicze serce się cieszy, gdy widzi reinterpretację ulubionej komedii.


Anne Tylor, Dziewczyna jak ocet, przeł. Ł. Małecki, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016.

2 sierpnia 2016

Wspólnota kobiet

Sue Monk Kidd zaczyna być jedną z moich ulubionych pisarek, które koncentrują się na kobiecych postaciach (i kobiecej sile) kreowanych w swoich powieściach. Opactwo świętego grzechu czytałam równolegle z Biegnącą z wilkami autorstwa Clarissy Pinkoli Estés, dlatego lektura i interpretacja pierwszej powieści stała się bardziej otwarta, szersza w swej perspektywie.

Powieść Kidd toczy się na jednej z wysp Karoliny Południowej. Jessie, matka dorastającej dziewczyny, żona psychiatry oraz gospodyni domowa, wraca do domu rodzinnego, by zaopiekować się matką. Nelle prawdopodobnie osuwa się w szaleństwo - niedawno obcięła sobie palec tasakiem. Jednak sytuacja, jaką główna bohaterka zastaje po przyjeździe, nie jest wcale tak jednoznaczna. A wszystko wiąże się z tajemniczym pożarem łodzi, podczas którego zginął ojciec Jessie.

To na co zwróciłam uwagę, to nie uwikłanie w romans głównej bohaterki z zakonnikiem, a jej odcięcie od prawdziwego „ja”. Na wyspę przybywa dojrzała kobieta, która zagubiła tożsamość. Jest żoną i matką, ale zatraciła swoje prawdziwe „ja”. Powrót do domu okazuje się być początkiem odzyskiwania tego, co zostało utracone.

Oprócz Nelle i Jessie na wyspie wciąż swoją obecność zaznaczają Kat, Benne oraz Hepzibach. Trzy ostatnie wydają się mieć ciągły kontakt z Dziką Kobietą (termin z Biegnącej z wilkami). Kierują się swoją intuicją, wierzą kobiecej naturze, znają swoją tożsamość. Nelle, aby poczuć się sobą, musi uzyskać wybaczenie swoje i swojej córki. Jessie musi poszukać własnej ścieżki, z której zboczyła wiele lat temu.

Ważna jest obecność kobiet na wyspie. Jessie musi zmierzyć się z wieloma sytuacjami sama, ale w chwilach kryzysu zwraca się ku znajomym kobietom. Tylko ich towarzystwo może ukoić i podsunąć rozwiązania. Tylko dzięki obecności innych kobiet i dzieleniu się doświadczeniami Jessie może odnaleźć swoją drogę. Towarzystwo kobiet, dzielenie się doświadczeniami uzdrawia, daje siłę i prowokuje do poszukiwań odpowiedzi na pytania, które w samotności czasem boimy się postawić.

Zwyczajowo w powieści Kidd pojawia się posąg kobiecy oraz jego symbolika. Legenda, która wpływa na bohaterki i niejako motywuje je do działania. To element, który fascynuje w twórczości Kidd i zmusza do refleksji nad znakami kultury, z którymi obcujemy na co dzień. Propozycje odczytań tych znaków przez autorkę Opactwa... prowokują do poszukiwań własnych interpretacji.

Jedynie historia romansu z zakonnikiem wydaje się być zbyt schematyczna, choć jej zakończenie ratuje przed posądzeniem Kidd o popadanie w cukierkowość.

Opactwo świętego grzechu to powieść chyba przede wszystkim dla kobiet - tych, które wciąż są zagubione oraz tych, które już odnalazły swoją drogę. To ciekawa opowieść o sile, zagubieniu i odnalezieniu oraz o potędze i trudnościach wybaczenia.

Sue Monk Kidd, Opactwo świętego grzechu, przeł. A. Szulc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.

18 lipca 2016

love story dla nastolatków czy coś więcej?

 Chłopak, który stracił głowę autorstwa Johna Coreya Whaleya jest (prawdopodobnie) moją ostatnią lekturą młodzieżową w wakacje. Powieść zaintrygowała mnie tytułem i może nie jest to pisarstwo najwyższych lotów, ale nie był to stracony czas.

Whaley wykorzystał w swojej powieści pomysł z eksperymentem medycznym. Travis, główny bohater powieści, umiera i wraca do życia pięć lat później. Nie jest jednak tym samym szesnastolatkiem - nie ma już co prawda białaczki, ale też nie ma... własnego ciała. Uściślając, została mu tylko głowa, reszta ciała należy do innego tragicznie zmarłego nastolatka. Bohater wraca, ale powrót jest trudny - dla niego, rodziców i dawnych przyjaciół.

Nastolatek wraca do życia, ale wszystko jest inne. W szkole nie ma już jego przyjaciela i dziewczyny. Ten pierwszy ponadto udaje kogoś, kim nie jest. A dziewczyna jest zaręczona z innym. I przede wszystkim, Travis rozpoczyna swoje drugie życie niejako tam, gdzie je przerwał - jako szesnastolatek. Jego bliscy są na drodze życiowej dalej o pięć lat.

Kreując postać nastolatka, Whaley daje mu spory arsenał poczucia humoru. Dlatego nie sposób nie żywić sympatii do bohatera. Czytelnik kibicuje chłopcu w powrocie do normalności. Ale jednocześnie nasuwa się pytanie, czy Travis jest w stanie wrócić do normalności? Co to znaczy, w jego przypadku, żyć normalnie? Jak zaakceptować inne ciało? Czy chłopak odzyska swoją dziewczynę? Jaki sekret mają jego rodzice?

Ta powieść, przeznaczona dla nastolatków, skłania do refleksji o granicy między życiem i śmiercią. Czy można ją przesuwać i eksperymentować tak, jak zadziało się to w przypadku Travisa? Jakie 
konsekwencje niesie ze sobą powrót do życia? Jak wpływa to na bliskich, którzy przeżyli stratę?

Chłopak, który stracił głowę to książka - metafora. Opowiada o akceptacji siebie, o dojrzewaniu, pierwszej miłości i pierwszym pożegnaniu. Napisana sprawnie i z poczuciem humoru. Warto poświęcić jej chwilę.


John Corey Whaley, Chłopak, który stracił głowę, tłum. M. Kafel, wyd. Moondrive, Kraków 2016.

13 lipca 2016

Przygody strażniczki książek

Czasem zaglądam do literatury młodzieżowej - polecanej przez uczniów lub znalezionej w księgarniach. Powodów jest kilka: ciekawość, możliwość wykorzystania danej powieści na zajęciach, karmienie wewnętrznego dziecka. ;)
W jednej z sopockich księgarń przywołała mnie wzrokiem Strażniczka książek autorstwa Mechthild Gläser.

Historia siedemnastolatki Amy, którą wychowuje tylko mama Alexis, jedynie na samym początku wydaje się być niewyróżniająca się. Matka i córka w wyniku rożnych trudnych przeżyć postanawiają uciec na nieokreśloną chwilę z Niemiec. Na miejsce ucieczki wybierają szkocką wyspę rodzinną Alexis. Bardzo szybko okazuje się, że rodzina Amy jest szczególna - członkowie pełnią rolę strażników literatury i mogą przenosić się do wybranych powieści. Dziewczyna zaczyna pobierać nauki, a w międzyczasie odkrywa zaskakującą prawdę o swoim ojcu i jego pochodzeniu. Poznaje również swoją pierwszą nastoletnią miłość - Willa. Ponadto bohaterom literackim zagraża nieznany sprawca, który z wybranych książek kradnie pomysły i burzy tym samym akcję powieści.
Amy, Will i Werter, słynny bohater Goethego, postanawiają odkryć sprawcę nieszczęść w literackim świecie.

Wartka akcja i pojawiające się postacie ze znanych dzieł literackich sprawiają, że tę książkę chce się czytać. Autorka z godną podziwu spostrzegawczością wydobywa ze znanych bohaterów literackich ich najbardziej charakterystyczne cechy. Postać Wertera wykreowana została tak, że sam Goethe pokiwałby z uznaniem głową.

Niemniej czegoś brakuje Strażniczce książek. Ostatnie strony sprawiają wrażenie pisanych w pośpiechu i pozostawiają pewien niedosyt w czytelniku. Brakowało mi głębszego rysu psychologicznego bohaterów. Czegoś, co zmusiłoby do refleksji. Ale być może to oczekiwania czytelnika, który z reguły wybiera nieco inny rodzaj literatury. Strażniczka książek może być dobrą rozrywką, w końcu jest typową powieścią przygodową. 

Mechthild Gläser, Strażniczka książek, przeł. M. Sobolewska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2016.