Podczas roku szkolnego mam niewiele czasu na czytanie. Wówczas rosną wieże książek do przeczytania ustawione przy łóżku, a ja z bólem serca rankiem wychodzę do pracy.
Jednak od zakupów książkowych nie mogę się powstrzymać i staram się dziennie przeczytać choć kilka stron. Czasem w związku z tym pozbawiam się wystarczającej ilości snu. Tak było podczas lektury biografii napisanej przez Annę Kamińską. Obok książki zatytułowanej Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci nie mogłam przejść obojętnie, a po zakupie nie mogła jedynie umocnić rosnącej wieży. Przekonałam się już, że są książki, które nie mogą czekać na ich przeczytanie.
Z intymistyką mam zawsze kłopot - zaglądanie do czyjegoś świata (nawet gdy drzwi otwarte na oścież) bywa dla mnie kłopotliwe. To naruszenie czyjejś przestrzeni. A z drugiej strony jest we mnie ludzka ciekawość drugiego człowieka, zwłaszcza takiego, którego skrycie lub jawnie podziwiam.
Kamińska stworzyła rzetelny tekst opisujący życie Wandy Rutkiewicz, legendy polskiego himalaizmu. Swoją książkę rozpoczyna od opowieści o sytuacji rodzinnej oraz dzieciństwie himalaistki. Tragedie rodzinne wydają się określać późniejsze wybory Rutkiewicz. Być może moja interpretacja biografii jest naznaczona wcześniejszą lekturą książki Nie zaczęło się od ciebie autorstwa Marka Wolynna. Jednak trudno nie mieć wrażenia, że rodziną Rutkiewicz władało fatum.
Niewątpliwą wartością książki jest złożony obraz himalaistki, jakiemu czytelnik ma okazję się
przyglądać. Autorka uzyskała to dzięki przytaczaniu opowieści o Wandzie Rutkiewicz osób z nią
pracujących, zaprzyjaźnionych, czasem też poróżnionych. Wydaje się, że Kamińska nie wybiera relacji tylko poprawnych, w myśl zasady, że o zmarłych mówi się tylko dobrze. A to sprawia, że Rutkiewicz staje przed czytelnikiem bardziej prawdziwa, bo z zaletami i z wadami.
Zainteresował mnie również wątek walki Rutkiewicz o poważniejsze miejsce kobiet w polskiej grupie himalaistów, wówczas (i chyba nadal dziś) zdominowanej przez mężczyzn. Przecieranie szlaków dla dzisiejszych alpinistek z relacji Kamińskiej wydaje się, że nie było łatwe i wymagało wiele samozaparcia i siły. A być może okupione było jeszcze większą ceną, o której nie mamy pojęcia. W książce jest też przestrzeń dla opisu relacji damsko - męskich i wyborów, jakich dokonywali Rutkiewicz i jej partnerzy. I trudno nie mieć przekonania, że wybory dotyczące wspinania oddziaływały na wybory życiowe.
W tekście Kamińskiej pojawić się musiał wątek śmierci, która środowisko wspinaczy wydaje się częściej dotykać niż pojawia się w życiu ludzi stąpających po równinach. Autorka nie daje jednak odpowiedzi na pytanie, jak sobie radzić ze śmiercią towarzyszy wspinaczek. Dla każdego taka śmierć ma inny wymiar i każdy radzi sobie na swój sposób. I taka też była postawa Rutkiewicz - choć nierozumiana przez niektórych. Niewątpliwie śmierć dla ludzi gór z pewnością jednak staje się czymś bardziej oswojonym czy naturalnym.
Biografia Wandy Rutkiewicz to opowieść o niezwykłej sile, ale też uzależnieniu, które, wydawać się może, było przyczyną tragedii. Dla mnie to jednak opowieść o wyborach, jakie każdy z nas musi podejmować w swoim życiu i może dlatego daleka jestem od oceniania tych, jakie podejmowała Rutkiewicz. Z ciekawością obserwowałam, jak różne (momentami sprzeczne) obrazy jednego człowieka mogą mieć ludzie. Kamińska w świetny sposób, na przykładzie Rutkiewicz, udokumentowała złożoność ludzkiej natury.
Znakomita lektura dla ludzi ciekawych świata oraz zainteresowanych środowiskiem skupionym wokół gór.
Anna Kamińska, Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.
Ważne informacje i terminy
29 października 2017
10 lipca 2017
Osobność w opowiadaniach Papużanki
Przed wakacjami ogarnia mnie szał zakupów. Zamawiam dość duże ilości książek, które mam nadzieję przeczytać w czasie wolnym. I w końcu nie są to (tylko ;)) kryminały! Rok szkolny jest zbyt wymagający i niestety nie pozwala na ambitne czytelnicze szaleństwo. W zakupowym szale trafiłam na dwie książki autorki, której powieścią zachwyciłam się dość dawno temu.
Najpierw sięgnęłam po zbiór opowiadań Zośki Papużanki. Świat dla ciebie zrobiłem to teksty, których wspólnym elementem jest próba połączenia dwóch egzystencjonalnych postaw - współistnienia i osobności każdego człowieka.
Opowiadaniami Papużanki zaczęłam zachwycać się już na poziomie samego języka. Sposób prowadzenia narracji wymaga od czytelnika koncentracji. Granica między bohaterem a narratorem często się zaciera, zdania budowane jak ciąg myśli biegną czasem przez strony nieprzerwanie i nie podlegają regułom znanej gramatyki. Taki sposób prowadzenia narracji jest wyzwaniem dla czytelnika, ale jednocześnie umożliwia mu wdarcie do kreowanego przez autorkę świata.
Świat dla ciebie zrobiłem dotyka w różny sposób problemu osobności i jednoczesnego współistnienia, jakim podlega każdy człowiek. Podczas lektury pojawiają się w czytelniku pytania o to, czy możliwe jest odczuwanie w ten sam sposób jednej sytuacji, czy człowiek w swoim życiu jest skazany na osobność doznań? Czy dążymy do oddzieloności, czy do połączenia z drugim człowiekiem?
Bohaterowie nie odpowiadają na te pytania. Muszą radzić sobie z sytuacjami, w które zostali wepchnięci. I radzą sobie - oddzielnie, choć czasem w otoczeniu bliskich.
Niewątpliwie opowiadania Zośki Papużanki to lektura należąca do tych, które pozostawiły we mnie ciszę. Pozycja dla tych, którzy szukają w książkach czegoś więcej niż rozrywki.
Zośka Papużanka, Świat dla ciebie zrobiłem, wyd. Znak, Kraków 2017.
4 czerwca 2017
Tove Jansson - nie tylko mama Muminków
Jako dziecko nawet lubiłam czytać i oglądać historie o Muminkach. Podskórnie czułam, że to coś więcej niż opowieści o trollach i ich przyjaciołach. Przez lata bohaterowie stworzeni przez Jansson w taki czy inny sposób towarzyszyli mi w życiu. Jako osoba dorosła sięgnęłam po opowiadania dla dorosłych stworzone przez twórczynię Muminków. Zachwyciły. Dlatego kilka miesięcy temu zakupiłam biografię Tove Jansson oraz wydanie jej listów do osób bliskich. I w ten sposób powróciłam do lektury moich ulubionych gatunków z intymistyki.
Listy Tove Jansson są uporządkowane wg adresatów, do których były kierowane. Dzięki temu czytelnik może spojrzeć na Tove piszącą do rodziny, do przyjaciółki Evy Konikoff, do swoich miłości na różnych etapach życia - do Atosa, Viviki oraz do Tuulikki.
Mnogość adresatów pozwala ujrzeć pisarkę i malarkę w sposób pełniejszy. Z listów wyłania się Tove - córka, dbająca o więzi rodzinne, ale przede wszystkim dzieląca z rodzicami miłość do sztuki.
I to właśnie sztuka jest bohaterem głównym niemal wszystkich listów Jansson. To dzięki sztuce życie wydaje się pełniejsze, momentami znośniejsze, bogatsze.
W listach twórczyni opowieści o Muminkach opisuje perypetie związane z kolejnymi wydaniami książek i komiksów. Na oczach czytelnika rozgrywa się powoływanie do życia Muminków i innych bohaterów znanej chyba wszystkim opowieści. I to tu uważny czytelnik dowiedzieć się może, co tak naprawdę kryje się za treścią przeznaczoną nie tylko dla dzieci. Na kartach listów niemal wciąż obecna jest Jansson - pisarka.
Ważnym elementem jest korespondencja z towarzyszem, a później z towarzyszkami życia. Jednak poszukiwacze tematów do plotek obejdą się smakiem. Przejście na stronę Duchów, jak nazywano osoby homoseksualne w tamtych czasach w Finlandii, nie jest szeroko komentowane. Aczkolwiek kwestię tę autorka porusza, choćby w liście do przyjaciółki, Evy Konikoff.
To co jednak najważniejsze jest dla listów do towarzyszy życia to podejście do miłości. To uczucie zdaje się być siłą napędową do tworzenia. Ale też autorka Muminków oddaje się samotności - nie tej destrukcyjnej, a tej dającej wolność dla tworzenia i myśli.
Biografia Tove Jansson. Mama Muminków autorstwa Boel Westin to dopełnienie Listów. Czytelnik ma możliwość otrzymania komentarzy do wydarzeń, o których przeczytał z pierwszej ręki w korespondencji Jansson. Brak tu ocen czy emocjonalnego stosunku autorki biografii, co sprawia, że tekst czyta się dobrze.
Z obu lektur wyłania się postać Tove Jansson - nie tylko twórczyni świata Muminków, ale niezwykle utalentowanej ilustratorki, malarki, córki artystów i kobiety ceniącej wolność, samotność i miłość.
Boel Westin, Tove Jansson. Mama Muminków, przeł. B. Ratajczak, wyd. Marginesy, Warszawa 2012.
Tove Jansson, Listy, wybór i komentarze B. Westin i H. Svensson, przeł. J. Czechowska, wyd. Marginesy, Warszawa 2016.
27 marca 2017
Wiosenne zadania dodatkowe
Moi Drodzy!
Domagacie się zadań dodatkowych, zatem nadchodzą. ;)
Trzecioklasiści! Z Wami omawiałam ostatnio "Słonia" Mrożka. Obejrzeliśmy filmową interpretację Agnieszki Osieckiej, odnaleźliśmy w tekście demaskowanie czasów PRL-u.
Zadanie dla Was to napisać scenariusz i nagrać krótki film (do 8 minut), który będzie demaskował bezsensy, absurdy, itp. świata nam współczesnego.
Ze względu na zbliżający się egzamin gimnazjalny czas przesłania pracy: do 22 maja 2017r.
Maksymalnie możecie otrzymać 10/0.
Drugoklasiści! Niedawno interpretowaliśmy wiersz Zbigniewa Herberta pt. "Pan od przyrody". Na najbliższej lekcji pokażę Wam ten film - interpretację utworu.
Zadaniem dodatkowym, które Wam proponuję jest stworzenie filmowej interpretacji wybranego przez Was wiersza.
Termin przesłania pracy: do 24 kwietnia 2017r.
Maksymalnie możecie otrzymać 10/0.
Powodzenia! Nie mogę się doczekać Waszych prac. :)
Domagacie się zadań dodatkowych, zatem nadchodzą. ;)
Trzecioklasiści! Z Wami omawiałam ostatnio "Słonia" Mrożka. Obejrzeliśmy filmową interpretację Agnieszki Osieckiej, odnaleźliśmy w tekście demaskowanie czasów PRL-u.
Zadanie dla Was to napisać scenariusz i nagrać krótki film (do 8 minut), który będzie demaskował bezsensy, absurdy, itp. świata nam współczesnego.
Ze względu na zbliżający się egzamin gimnazjalny czas przesłania pracy: do 22 maja 2017r.
Maksymalnie możecie otrzymać 10/0.
Drugoklasiści! Niedawno interpretowaliśmy wiersz Zbigniewa Herberta pt. "Pan od przyrody". Na najbliższej lekcji pokażę Wam ten film - interpretację utworu.
Zadaniem dodatkowym, które Wam proponuję jest stworzenie filmowej interpretacji wybranego przez Was wiersza.
Termin przesłania pracy: do 24 kwietnia 2017r.
Maksymalnie możecie otrzymać 10/0.
Powodzenia! Nie mogę się doczekać Waszych prac. :)
10 grudnia 2016
Zadanie dodatkowe
Uczniowie!
Z klasą 3 omawialiśmy utwór Mickiewicza i wówczas obejrzeliśmy znany i stary mem.
Zainspirowało mnie to do ostatniego w tym semestrze zadania dodatkowego. Stwórzcie swoje memy, które będą obejmowały:
1. zagadnienie gramatyczne,
2. znany tekst literacki,
3. sytuację związaną z twórczością jakiegoś pisarza.
Swoją pracę prześlijcie do mnie mailem do 2 stycznia.
Powodzenia!
Z klasą 3 omawialiśmy utwór Mickiewicza i wówczas obejrzeliśmy znany i stary mem.
Zainspirowało mnie to do ostatniego w tym semestrze zadania dodatkowego. Stwórzcie swoje memy, które będą obejmowały:
1. zagadnienie gramatyczne,
2. znany tekst literacki,
3. sytuację związaną z twórczością jakiegoś pisarza.
Swoją pracę prześlijcie do mnie mailem do 2 stycznia.
Powodzenia!
27 sierpnia 2016
Kasia-kataklizm?
Mam taką tradycję, że z każdego miasta w Polsce (jeśli mam sposobność trafić do księgarni) staram się przywieźć książkę. Z Krakowa mam wiele zdobyczy, ale tegoroczna Dziewczyna jak ocet będzie szczególnym okazem (przedrzeć się przez tłumy z racji ŚDM było nie lada wyzwaniem ;)), gdyż związana jest z Szekspirem, a jak powszechnie wiadomo jego twórczość uwielbiam. Tytuł powieści Anne Taylor podpowiada, że jest to reinterpretacja Poskromienia złośnicy.
Historię złośnicy Kasi zna wielu. W powieści Taylor rzecz ma miejsce we współczesnym czytelnikowi Baltimore. Doktor Battista pracuje w laboratorium nad odkryciem związanym z chorobami autoimmunologicznymi. Nie jest cenionym naukowcem, do pomocy ma jednego asystenta Piotra z odległego kraju. Oprócz tego samotnie wychowuje córki, starszą Kate oraz piętnastoletnią Bunny. I tak naprawdę to na Kate spoczywają obowiązki domowe. Wszystkie sprawy się komplikują bardziej, gdy ojciec Kate postawia wydać ją za mąż za swojego asystenta, aby przedłużyć mu pobyt w Stanach.
Powieść Taylor na nowo odczytuje problem podporządkowania kobiety mężczyźnie. Zdaje się, że autorka próbuje swoją wersją historii pokazać, iż nawet we współczesnych czasach ważne tak naprawdę jest poczucie bycia komuś potrzebnym. W ten sposób bowiem współczesna Kate jest kreowana. To młoda kobieta, na której barkach spoczywa prowadzenie domu i wychowanie młodszej siostry. Boi się zawierzyć komuś, a jednocześnie pragnie związku i własnej przestrzeni. I w tym Taylor podobna jest do przesłania szekspirowskiej komedii - Kate nie może się po prostu usamodzielnić; do tego potrzebuje małżeństwa.
Ciekawa jest też wypowiedź Kate, która wyraża współczucie wobec mężczyzn. Jak twierdzi - oni nie mogą mówić o uczuciach, nie mogą ukazać swoich słabości.
Ciekawy jest sposób narracji - momentami rozmowy bohaterów, nieco teatralne, wydają się być sztuczne. Może to przeszkadzać, ale dla mnie miało pewien walor. Można to potraktować jako dialog Taylor z Szekspirem.
Ostatecznie Dziewczyny jak ocet nie odbieram jako ważnej powieści, niemniej czytelnicze serce się cieszy, gdy widzi reinterpretację ulubionej komedii.
Anne Tylor, Dziewczyna jak ocet, przeł. Ł. Małecki, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016.
Historię złośnicy Kasi zna wielu. W powieści Taylor rzecz ma miejsce we współczesnym czytelnikowi Baltimore. Doktor Battista pracuje w laboratorium nad odkryciem związanym z chorobami autoimmunologicznymi. Nie jest cenionym naukowcem, do pomocy ma jednego asystenta Piotra z odległego kraju. Oprócz tego samotnie wychowuje córki, starszą Kate oraz piętnastoletnią Bunny. I tak naprawdę to na Kate spoczywają obowiązki domowe. Wszystkie sprawy się komplikują bardziej, gdy ojciec Kate postawia wydać ją za mąż za swojego asystenta, aby przedłużyć mu pobyt w Stanach.
Powieść Taylor na nowo odczytuje problem podporządkowania kobiety mężczyźnie. Zdaje się, że autorka próbuje swoją wersją historii pokazać, iż nawet we współczesnych czasach ważne tak naprawdę jest poczucie bycia komuś potrzebnym. W ten sposób bowiem współczesna Kate jest kreowana. To młoda kobieta, na której barkach spoczywa prowadzenie domu i wychowanie młodszej siostry. Boi się zawierzyć komuś, a jednocześnie pragnie związku i własnej przestrzeni. I w tym Taylor podobna jest do przesłania szekspirowskiej komedii - Kate nie może się po prostu usamodzielnić; do tego potrzebuje małżeństwa.
Ciekawa jest też wypowiedź Kate, która wyraża współczucie wobec mężczyzn. Jak twierdzi - oni nie mogą mówić o uczuciach, nie mogą ukazać swoich słabości.
Ciekawy jest sposób narracji - momentami rozmowy bohaterów, nieco teatralne, wydają się być sztuczne. Może to przeszkadzać, ale dla mnie miało pewien walor. Można to potraktować jako dialog Taylor z Szekspirem.
Ostatecznie Dziewczyny jak ocet nie odbieram jako ważnej powieści, niemniej czytelnicze serce się cieszy, gdy widzi reinterpretację ulubionej komedii.
Anne Tylor, Dziewczyna jak ocet, przeł. Ł. Małecki, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016.
2 sierpnia 2016
Wspólnota kobiet
Sue Monk Kidd zaczyna być jedną z moich ulubionych pisarek, które koncentrują się na kobiecych postaciach (i kobiecej sile) kreowanych w swoich powieściach. Opactwo świętego grzechu czytałam równolegle z Biegnącą z wilkami autorstwa Clarissy Pinkoli Estés, dlatego lektura i interpretacja pierwszej powieści stała się bardziej otwarta, szersza w swej perspektywie.
Powieść Kidd toczy się na jednej z wysp Karoliny Południowej. Jessie, matka dorastającej dziewczyny, żona psychiatry oraz gospodyni domowa, wraca do domu rodzinnego, by zaopiekować się matką. Nelle prawdopodobnie osuwa się w szaleństwo - niedawno obcięła sobie palec tasakiem. Jednak sytuacja, jaką główna bohaterka zastaje po przyjeździe, nie jest wcale tak jednoznaczna. A wszystko wiąże się z tajemniczym pożarem łodzi, podczas którego zginął ojciec Jessie.
To na co zwróciłam uwagę, to nie uwikłanie w romans głównej bohaterki z zakonnikiem, a jej odcięcie od prawdziwego „ja”. Na wyspę przybywa dojrzała kobieta, która zagubiła tożsamość. Jest żoną i matką, ale zatraciła swoje prawdziwe „ja”. Powrót do domu okazuje się być początkiem odzyskiwania tego, co zostało utracone.
Oprócz Nelle i Jessie na wyspie wciąż swoją obecność zaznaczają Kat, Benne oraz Hepzibach. Trzy ostatnie wydają się mieć ciągły kontakt z Dziką Kobietą (termin z Biegnącej z wilkami). Kierują się swoją intuicją, wierzą kobiecej naturze, znają swoją tożsamość. Nelle, aby poczuć się sobą, musi uzyskać wybaczenie swoje i swojej córki. Jessie musi poszukać własnej ścieżki, z której zboczyła wiele lat temu.
Ważna jest obecność kobiet na wyspie. Jessie musi zmierzyć się z wieloma sytuacjami sama, ale w chwilach kryzysu zwraca się ku znajomym kobietom. Tylko ich towarzystwo może ukoić i podsunąć rozwiązania. Tylko dzięki obecności innych kobiet i dzieleniu się doświadczeniami Jessie może odnaleźć swoją drogę. Towarzystwo kobiet, dzielenie się doświadczeniami uzdrawia, daje siłę i prowokuje do poszukiwań odpowiedzi na pytania, które w samotności czasem boimy się postawić.
Zwyczajowo w powieści Kidd pojawia się posąg kobiecy oraz jego symbolika. Legenda, która wpływa na bohaterki i niejako motywuje je do działania. To element, który fascynuje w twórczości Kidd i zmusza do refleksji nad znakami kultury, z którymi obcujemy na co dzień. Propozycje odczytań tych znaków przez autorkę Opactwa... prowokują do poszukiwań własnych interpretacji.
Jedynie historia romansu z zakonnikiem wydaje się być zbyt schematyczna, choć jej zakończenie ratuje przed posądzeniem Kidd o popadanie w cukierkowość.
Opactwo świętego grzechu to powieść chyba przede wszystkim dla kobiet - tych, które wciąż są zagubione oraz tych, które już odnalazły swoją drogę. To ciekawa opowieść o sile, zagubieniu i odnalezieniu oraz o potędze i trudnościach wybaczenia.
Sue Monk Kidd, Opactwo świętego grzechu, przeł. A. Szulc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.
Powieść Kidd toczy się na jednej z wysp Karoliny Południowej. Jessie, matka dorastającej dziewczyny, żona psychiatry oraz gospodyni domowa, wraca do domu rodzinnego, by zaopiekować się matką. Nelle prawdopodobnie osuwa się w szaleństwo - niedawno obcięła sobie palec tasakiem. Jednak sytuacja, jaką główna bohaterka zastaje po przyjeździe, nie jest wcale tak jednoznaczna. A wszystko wiąże się z tajemniczym pożarem łodzi, podczas którego zginął ojciec Jessie.
To na co zwróciłam uwagę, to nie uwikłanie w romans głównej bohaterki z zakonnikiem, a jej odcięcie od prawdziwego „ja”. Na wyspę przybywa dojrzała kobieta, która zagubiła tożsamość. Jest żoną i matką, ale zatraciła swoje prawdziwe „ja”. Powrót do domu okazuje się być początkiem odzyskiwania tego, co zostało utracone.
Oprócz Nelle i Jessie na wyspie wciąż swoją obecność zaznaczają Kat, Benne oraz Hepzibach. Trzy ostatnie wydają się mieć ciągły kontakt z Dziką Kobietą (termin z Biegnącej z wilkami). Kierują się swoją intuicją, wierzą kobiecej naturze, znają swoją tożsamość. Nelle, aby poczuć się sobą, musi uzyskać wybaczenie swoje i swojej córki. Jessie musi poszukać własnej ścieżki, z której zboczyła wiele lat temu.
Ważna jest obecność kobiet na wyspie. Jessie musi zmierzyć się z wieloma sytuacjami sama, ale w chwilach kryzysu zwraca się ku znajomym kobietom. Tylko ich towarzystwo może ukoić i podsunąć rozwiązania. Tylko dzięki obecności innych kobiet i dzieleniu się doświadczeniami Jessie może odnaleźć swoją drogę. Towarzystwo kobiet, dzielenie się doświadczeniami uzdrawia, daje siłę i prowokuje do poszukiwań odpowiedzi na pytania, które w samotności czasem boimy się postawić.
Zwyczajowo w powieści Kidd pojawia się posąg kobiecy oraz jego symbolika. Legenda, która wpływa na bohaterki i niejako motywuje je do działania. To element, który fascynuje w twórczości Kidd i zmusza do refleksji nad znakami kultury, z którymi obcujemy na co dzień. Propozycje odczytań tych znaków przez autorkę Opactwa... prowokują do poszukiwań własnych interpretacji.
Jedynie historia romansu z zakonnikiem wydaje się być zbyt schematyczna, choć jej zakończenie ratuje przed posądzeniem Kidd o popadanie w cukierkowość.
Opactwo świętego grzechu to powieść chyba przede wszystkim dla kobiet - tych, które wciąż są zagubione oraz tych, które już odnalazły swoją drogę. To ciekawa opowieść o sile, zagubieniu i odnalezieniu oraz o potędze i trudnościach wybaczenia.
Sue Monk Kidd, Opactwo świętego grzechu, przeł. A. Szulc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.
18 lipca 2016
love story dla nastolatków czy coś więcej?
Chłopak, który stracił głowę autorstwa Johna Coreya Whaleya jest (prawdopodobnie) moją ostatnią lekturą młodzieżową w wakacje. Powieść zaintrygowała mnie tytułem i może nie jest to pisarstwo najwyższych lotów, ale nie był to stracony czas.
Whaley wykorzystał w swojej powieści pomysł z eksperymentem medycznym. Travis, główny bohater powieści, umiera i wraca do życia pięć lat później. Nie jest jednak tym samym szesnastolatkiem - nie ma już co prawda białaczki, ale też nie ma... własnego ciała. Uściślając, została mu tylko głowa, reszta ciała należy do innego tragicznie zmarłego nastolatka. Bohater wraca, ale powrót jest trudny - dla niego, rodziców i dawnych przyjaciół.
Nastolatek wraca do życia, ale wszystko jest inne. W szkole nie ma już jego przyjaciela i dziewczyny. Ten pierwszy ponadto udaje kogoś, kim nie jest. A dziewczyna jest zaręczona z innym. I przede wszystkim, Travis rozpoczyna swoje drugie życie niejako tam, gdzie je przerwał - jako szesnastolatek. Jego bliscy są na drodze życiowej dalej o pięć lat.
Kreując postać nastolatka, Whaley daje mu spory arsenał poczucia humoru. Dlatego nie sposób nie żywić sympatii do bohatera. Czytelnik kibicuje chłopcu w powrocie do normalności. Ale jednocześnie nasuwa się pytanie, czy Travis jest w stanie wrócić do normalności? Co to znaczy, w jego przypadku, żyć normalnie? Jak zaakceptować inne ciało? Czy chłopak odzyska swoją dziewczynę? Jaki sekret mają jego rodzice?
Ta powieść, przeznaczona dla nastolatków, skłania do refleksji o granicy między życiem i śmiercią. Czy można ją przesuwać i eksperymentować tak, jak zadziało się to w przypadku Travisa? Jakie
konsekwencje niesie ze sobą powrót do życia? Jak wpływa to na bliskich, którzy przeżyli stratę?
Chłopak, który stracił głowę to książka - metafora. Opowiada o akceptacji siebie, o dojrzewaniu, pierwszej miłości i pierwszym pożegnaniu. Napisana sprawnie i z poczuciem humoru. Warto poświęcić jej chwilę.
John Corey Whaley, Chłopak, który stracił głowę, tłum. M. Kafel, wyd. Moondrive, Kraków 2016.
13 lipca 2016
Przygody strażniczki książek
Czasem zaglądam do literatury młodzieżowej - polecanej przez uczniów lub znalezionej w księgarniach. Powodów jest kilka: ciekawość, możliwość wykorzystania danej powieści na zajęciach, karmienie wewnętrznego dziecka. ;)
W jednej z sopockich księgarń przywołała mnie wzrokiem Strażniczka książek autorstwa Mechthild Gläser.
Historia siedemnastolatki Amy, którą wychowuje tylko mama Alexis, jedynie na samym początku wydaje się być niewyróżniająca się. Matka i córka w wyniku rożnych trudnych przeżyć postanawiają uciec na nieokreśloną chwilę z Niemiec. Na miejsce ucieczki wybierają szkocką wyspę rodzinną Alexis. Bardzo szybko okazuje się, że rodzina Amy jest szczególna - członkowie pełnią rolę strażników literatury i mogą przenosić się do wybranych powieści. Dziewczyna zaczyna pobierać nauki, a w międzyczasie odkrywa zaskakującą prawdę o swoim ojcu i jego pochodzeniu. Poznaje również swoją pierwszą nastoletnią miłość - Willa. Ponadto bohaterom literackim zagraża nieznany sprawca, który z wybranych książek kradnie pomysły i burzy tym samym akcję powieści.
Amy, Will i Werter, słynny bohater Goethego, postanawiają odkryć sprawcę nieszczęść w literackim świecie.
Wartka akcja i pojawiające się postacie ze znanych dzieł literackich sprawiają, że tę książkę chce się czytać. Autorka z godną podziwu spostrzegawczością wydobywa ze znanych bohaterów literackich ich najbardziej charakterystyczne cechy. Postać Wertera wykreowana została tak, że sam Goethe pokiwałby z uznaniem głową.
Niemniej czegoś brakuje Strażniczce książek. Ostatnie strony sprawiają wrażenie pisanych w pośpiechu i pozostawiają pewien niedosyt w czytelniku. Brakowało mi głębszego rysu psychologicznego bohaterów. Czegoś, co zmusiłoby do refleksji. Ale być może to oczekiwania czytelnika, który z reguły wybiera nieco inny rodzaj literatury. Strażniczka książek może być dobrą rozrywką, w końcu jest typową powieścią przygodową.
Mechthild Gläser, Strażniczka książek, przeł. M. Sobolewska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2016.
5 lipca 2016
Muzyka namiętności
Kiedy widzę „Serię z miotłą”, zazwyczaj kupuję książkę w ciemno. To najczęściej powieści nietuzinkowe, chwytające za duszę, podejmujące ważne tematy egzystencjalne. Dlatego nie zastanawiałam się długo nad kupnem Domu ciszy, którego autorką jest Blanca Busquets.
Trzy kobiety: Maria, Teresa i Anna. Różni je wiek, pochodzenie, charakter i doświadczenia. Łączą skrzypce i znany na całym świecie dyrygent Karl.
Przedmiotem, który splata ze sobą życie czworga bohaterów, są skrzypce. Początkowa własność Karla przez jego nieuwagę oraz niewiedzę Marii znajduje się na śmietniku. Przed smutnym końcem skrzypce ratuje (przypadek?) Teresa, która razem z matką wieczorami szuka w śmieciach cennych rzeczy, aby je sprzedać. Jednak znaleziony instrument tak porusza serce dziewczynki, że skrzypce zostają w rodzinie matki i córki. To dzięki temu znalezisku matka prosi nauczycielkę muzyki w szkole, by ta nauczyła dziewczynkę grać. Dzięki temu w przyszłości los Teresy splecie się z losem Anny oraz Marii.
Te trzy bohaterki łączy postać dyrygenta i uczucia, które mężczyzna wywołuje. Marię zna najdłużej - jest jego służącą. Jednocześnie dziewczyna tuż po rozpoczęciu służby zaczyna pobierać u pracodawcy lekcje muzyki. Teresa jako dorosła kobieta gra z Karlem, ale i pozwala mu na uleczenie jej złamanego serca. Anna... szuka w nim kogoś, kogo będzie mogła mieć na zawsze i tylko dla siebie.
Ta ostatnia bohaterka ponosi w swoim życiu najwięcej klęsk. W dzieciństwie porzucona przez matkę pragnie mieć dla siebie na wyłączność każdego, kto okaże jej trochę ciepła. Nie rozumie, że człowieka nie można mieć na własność, a dążenie do tego przyczynia się do tragedii. Jednak wszystkie podłości, jakie wyrządza innym, nie wywołują w czytelniku antypatii. Znając historię Anny, współczuje się jej. Bo to ona, mimo że najwięcej materialnie posiada, jest najuboższa.
Ciekawe jest spojrzenie autorki na los jako na siłę rządzącą życiem ludzi. To jego moc sprawia, że skrzypce łączą ze sobą trzy różne kobiety. To on decyduje o tym, jak będzie wyglądała ich droga. Ale to ostatecznie do bohaterek należy wybór postawy, z jaką stawią czoła przeciwnościom życiowym.
Ważnym motywem tej powieści jest muzyka - symbolizowana przez skrzypce. Ale muzykę nosi w sobie wielu bohaterów, począwszy od Karla przez jego syna Marka, Teresę i na Marii skończywszy. Jedynie Anna jest z muzyką na bakier - to jedynie narzędzie do osiągnięcia wielu celów.
Muzyka w domu Karla jest wszechobecna. Metaforą czego zatem jest tytułowy „dom ciszy”? Może to ta cisza, którą wypełnia się wnętrze człowieka niekochanego? Może to cisza zwiastująca nachodzące zmiany? A być może to cisza, która brzmi w człowieku po wysłuchaniu wspaniałego utworu?
Niewątpliwie po Dom ciszy warto sięgnąć, by spróbować wniknąć w sekrety życia bohaterów i podjąć próbę rozszyfrowania tytułu.
Blanca Busquets, Dom ciszy, przeł. M. Pawłowska, wyd. W.A.B., Warszawa 2016.
Trzy kobiety: Maria, Teresa i Anna. Różni je wiek, pochodzenie, charakter i doświadczenia. Łączą skrzypce i znany na całym świecie dyrygent Karl.
Przedmiotem, który splata ze sobą życie czworga bohaterów, są skrzypce. Początkowa własność Karla przez jego nieuwagę oraz niewiedzę Marii znajduje się na śmietniku. Przed smutnym końcem skrzypce ratuje (przypadek?) Teresa, która razem z matką wieczorami szuka w śmieciach cennych rzeczy, aby je sprzedać. Jednak znaleziony instrument tak porusza serce dziewczynki, że skrzypce zostają w rodzinie matki i córki. To dzięki temu znalezisku matka prosi nauczycielkę muzyki w szkole, by ta nauczyła dziewczynkę grać. Dzięki temu w przyszłości los Teresy splecie się z losem Anny oraz Marii.
Te trzy bohaterki łączy postać dyrygenta i uczucia, które mężczyzna wywołuje. Marię zna najdłużej - jest jego służącą. Jednocześnie dziewczyna tuż po rozpoczęciu służby zaczyna pobierać u pracodawcy lekcje muzyki. Teresa jako dorosła kobieta gra z Karlem, ale i pozwala mu na uleczenie jej złamanego serca. Anna... szuka w nim kogoś, kogo będzie mogła mieć na zawsze i tylko dla siebie.
Ta ostatnia bohaterka ponosi w swoim życiu najwięcej klęsk. W dzieciństwie porzucona przez matkę pragnie mieć dla siebie na wyłączność każdego, kto okaże jej trochę ciepła. Nie rozumie, że człowieka nie można mieć na własność, a dążenie do tego przyczynia się do tragedii. Jednak wszystkie podłości, jakie wyrządza innym, nie wywołują w czytelniku antypatii. Znając historię Anny, współczuje się jej. Bo to ona, mimo że najwięcej materialnie posiada, jest najuboższa.
Ciekawe jest spojrzenie autorki na los jako na siłę rządzącą życiem ludzi. To jego moc sprawia, że skrzypce łączą ze sobą trzy różne kobiety. To on decyduje o tym, jak będzie wyglądała ich droga. Ale to ostatecznie do bohaterek należy wybór postawy, z jaką stawią czoła przeciwnościom życiowym.
Ważnym motywem tej powieści jest muzyka - symbolizowana przez skrzypce. Ale muzykę nosi w sobie wielu bohaterów, począwszy od Karla przez jego syna Marka, Teresę i na Marii skończywszy. Jedynie Anna jest z muzyką na bakier - to jedynie narzędzie do osiągnięcia wielu celów.
Muzyka w domu Karla jest wszechobecna. Metaforą czego zatem jest tytułowy „dom ciszy”? Może to ta cisza, którą wypełnia się wnętrze człowieka niekochanego? Może to cisza zwiastująca nachodzące zmiany? A być może to cisza, która brzmi w człowieku po wysłuchaniu wspaniałego utworu?
Niewątpliwie po Dom ciszy warto sięgnąć, by spróbować wniknąć w sekrety życia bohaterów i podjąć próbę rozszyfrowania tytułu.
Blanca Busquets, Dom ciszy, przeł. M. Pawłowska, wyd. W.A.B., Warszawa 2016.
2 lipca 2016
W poszukiwaniu wolności
Tematem tabu w naszym społeczeństwie jest dola (lub niedola) zakonnic. O odejściu księży z zakonów jest często głośno - wypowiadają się główni bohaterowie. Kobiety, które odchodzą z zakonu, milczą, często w poczuciu winy. Marta Abramowicz w książce reportażowej pozwala byłym zakonnicom opowiedzieć swoje historie.
Książka Zakonnice odchodzą po cichu składa się z trzech części. Pierwsza to opowieści siedmiu byłych zakonnic o byciu w zakonie oraz przyczynie ich odejścia. Historie urywają się, gdy kobiety wychodzą za bramę swojego zakonu do zwykłego świata. Na drugą część składają się opowieści o powrocie lub próbie powrotu do zwykłego życia. Trzecią częścią są teoretyczne rozważania o funkcjonowaniu zakonów w Polsce i na świecie.
Refleksje, które się pojawiają podczas czytania, krążą wokół sytuacji zakonnic w Polsce a na świecie. Czytając relacje byłych zakonnic oraz część trzecią książki, odnosi się wrażenie, że żeńskie zakony w Polsce usilnie trzymają się zasad przedsoborowych. Atrybuty polskiej zakonnicy (kobiety również?) to posłuszeństwo, uległość, bezrefleksyjne przyjmowanie porządku świata i zniewolenie. Bohaterki opowiadają o decyzjach, często podejmowanych wbrew swojemu powołaniu. Są to tragiczne wybory, do których doprowadza niemożność oddania siebie w całości. I aż chciałoby się im powiedzieć - bardzo dobrze. Lecz ton opowieści nie brzmi zwycięsko. Bo czy poczucie wykluczenia ze wspólnoty lub świadomość przegranej walki z niezrozumiałymi i czasem nieludzkimi zasadami może brzmieć zwycięsko? Wolność byłych zakonnic okupiona jest poczuciem winy oraz trudnymi doświadczeniami z zakonu.
Ciekawym fragmentem jest opowieść księży o życiu w zakonie męskim. Dzięki temu czytelnik doświadcza wciąż obecnej przepaści w kościele katolickim między traktowaniem mężczyzn a kobiet. Zabieg ten podkreśla tragiczną sytuację polskich zakonnic.
Warto zwrócić uwagę na ton, w jakim wypowiadają się bohaterki książki. To ton poczucia krzywdy, ale nie brzmi on agresywnie, oskarżycielsko. Jest w tych opowieściach wycofanie, może strach czy poczucie winy.
Lekturze towarzyszy ciągłe poczucie niczym niewytłumaczalnej niesprawiedliwości i nierówności, z jakimi traktowane są zakonnice. Dobrze, że powstała taka książka - czas, by kobiety przestały się bać mówić. Bo tylko w ten sposób jest szansa na tak potrzebne zmiany. Zmiany, które objęły większą część świata, a wciąż mam wrażenie, że omijają Polskę.
Marta Abramowicz, Zakonnice odchodzą po cichu, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016.
Książka Zakonnice odchodzą po cichu składa się z trzech części. Pierwsza to opowieści siedmiu byłych zakonnic o byciu w zakonie oraz przyczynie ich odejścia. Historie urywają się, gdy kobiety wychodzą za bramę swojego zakonu do zwykłego świata. Na drugą część składają się opowieści o powrocie lub próbie powrotu do zwykłego życia. Trzecią częścią są teoretyczne rozważania o funkcjonowaniu zakonów w Polsce i na świecie.
Refleksje, które się pojawiają podczas czytania, krążą wokół sytuacji zakonnic w Polsce a na świecie. Czytając relacje byłych zakonnic oraz część trzecią książki, odnosi się wrażenie, że żeńskie zakony w Polsce usilnie trzymają się zasad przedsoborowych. Atrybuty polskiej zakonnicy (kobiety również?) to posłuszeństwo, uległość, bezrefleksyjne przyjmowanie porządku świata i zniewolenie. Bohaterki opowiadają o decyzjach, często podejmowanych wbrew swojemu powołaniu. Są to tragiczne wybory, do których doprowadza niemożność oddania siebie w całości. I aż chciałoby się im powiedzieć - bardzo dobrze. Lecz ton opowieści nie brzmi zwycięsko. Bo czy poczucie wykluczenia ze wspólnoty lub świadomość przegranej walki z niezrozumiałymi i czasem nieludzkimi zasadami może brzmieć zwycięsko? Wolność byłych zakonnic okupiona jest poczuciem winy oraz trudnymi doświadczeniami z zakonu.
Ciekawym fragmentem jest opowieść księży o życiu w zakonie męskim. Dzięki temu czytelnik doświadcza wciąż obecnej przepaści w kościele katolickim między traktowaniem mężczyzn a kobiet. Zabieg ten podkreśla tragiczną sytuację polskich zakonnic.
Warto zwrócić uwagę na ton, w jakim wypowiadają się bohaterki książki. To ton poczucia krzywdy, ale nie brzmi on agresywnie, oskarżycielsko. Jest w tych opowieściach wycofanie, może strach czy poczucie winy.
Lekturze towarzyszy ciągłe poczucie niczym niewytłumaczalnej niesprawiedliwości i nierówności, z jakimi traktowane są zakonnice. Dobrze, że powstała taka książka - czas, by kobiety przestały się bać mówić. Bo tylko w ten sposób jest szansa na tak potrzebne zmiany. Zmiany, które objęły większą część świata, a wciąż mam wrażenie, że omijają Polskę.
Marta Abramowicz, Zakonnice odchodzą po cichu, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016.
17 czerwca 2016
Podróże do jądra kobiecości
Często, rozmyślnie, zabieram w podróże książki, które to doświadczenie opisują. Tym razem wzięłam ze sobą autobiograficzny dziennik podróży spisany przez matkę i córkę. Podróże z owocem granatu to głosy dwóch kobiet znajdujących się w różnych momentach życia. Sue Monk Kidd ma już za sobą doświadczenie młodości i dojrzałości, jej córka, Ann Kidd Taylor, wkracza w dorosłe życie.
Książka dotyka szczególnej relacji, jaką jest więź między matką a córką. Kidd przygląda się swojej więzi z córką, odwołując się do symboliki mitologicznej. Interpretuje mit Demeter i Kory-Persefony, poszukując odbicia tych postaci w życiu swoim i swojej córki. Według Kidd Persefonę i Demeter nosi w sobie każda kobieta będąca matką i córką.
Ważną rolę odgrywa tu archetyp Starej Kobiety. To tej postaci Kidd przypisuje szczególną rolę, gdyż sama przekracza wiek pięćdziesięciu lat, który traktuje jako wchodzenie w starość. Interpretując ten archetyp, Kidd sięga po różne teksty kultury, między innymi po obraz Pabla Picassa (Dziewczyna przed lustrem). Wykazuje tu, że w jednej kobiecie mieszkają Młoda i Stara Kobieta - nachodzą na siebie, rozpoznają w sobie.
Szczególną wagę autorki przypisują w książce niezależności. Czy kobieta zamężna może zachować swoją odrębność? Jak realizuje się kobiecość? Kidd Taylor poszukuje w Atenie, której większość odmawia pierwiastka kobiecości, atrybutów niezależności i czystości. Interpretacja ta jest niecodzienna, a przez to ciekawa. Warto zauważyć, że sposób patrzenia na kobiecość obu autorek jest inny niż tradycyjny. Kobiecość realizowana może być przez macierzyństwo, ale też przez twórczość. Atrybuty kobiecości zmieniają się w każdym pokoleniu, nie są dane na stałe.
Inną ważną postacią w Podróżach z owocem granatu jest Maria. Ma tu różne oblicza, często kłócące się z tymi kulturowo utartymi. Autorki częstują czytelnika spojrzeniem odważnym i feministycznym, poszukując przy tym pierwiastka żeńskiego Boga.
Sięgając po Podróże z owocem granatu, nie sądziłam, że będzie to lektura tak odkrywcza i inspirująca. To z pewnością pozycja przynosząca wiele symboli oraz reinterpretacji różnych tekstów kultury. Nieco przewrotna i odważna prowokuje do wielu refleksji i własnych poszukiwań wśród symboliki dotykającej kobiecość. Lektura warta uwagi.
Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor, Podróże z owocem granatu, przeł. M. Kisiel-Małecka, WL, Kraków 2016.
Książka dotyka szczególnej relacji, jaką jest więź między matką a córką. Kidd przygląda się swojej więzi z córką, odwołując się do symboliki mitologicznej. Interpretuje mit Demeter i Kory-Persefony, poszukując odbicia tych postaci w życiu swoim i swojej córki. Według Kidd Persefonę i Demeter nosi w sobie każda kobieta będąca matką i córką.
Ważną rolę odgrywa tu archetyp Starej Kobiety. To tej postaci Kidd przypisuje szczególną rolę, gdyż sama przekracza wiek pięćdziesięciu lat, który traktuje jako wchodzenie w starość. Interpretując ten archetyp, Kidd sięga po różne teksty kultury, między innymi po obraz Pabla Picassa (Dziewczyna przed lustrem). Wykazuje tu, że w jednej kobiecie mieszkają Młoda i Stara Kobieta - nachodzą na siebie, rozpoznają w sobie.
Szczególną wagę autorki przypisują w książce niezależności. Czy kobieta zamężna może zachować swoją odrębność? Jak realizuje się kobiecość? Kidd Taylor poszukuje w Atenie, której większość odmawia pierwiastka kobiecości, atrybutów niezależności i czystości. Interpretacja ta jest niecodzienna, a przez to ciekawa. Warto zauważyć, że sposób patrzenia na kobiecość obu autorek jest inny niż tradycyjny. Kobiecość realizowana może być przez macierzyństwo, ale też przez twórczość. Atrybuty kobiecości zmieniają się w każdym pokoleniu, nie są dane na stałe.
Inną ważną postacią w Podróżach z owocem granatu jest Maria. Ma tu różne oblicza, często kłócące się z tymi kulturowo utartymi. Autorki częstują czytelnika spojrzeniem odważnym i feministycznym, poszukując przy tym pierwiastka żeńskiego Boga.
Sięgając po Podróże z owocem granatu, nie sądziłam, że będzie to lektura tak odkrywcza i inspirująca. To z pewnością pozycja przynosząca wiele symboli oraz reinterpretacji różnych tekstów kultury. Nieco przewrotna i odważna prowokuje do wielu refleksji i własnych poszukiwań wśród symboliki dotykającej kobiecość. Lektura warta uwagi.
Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor, Podróże z owocem granatu, przeł. M. Kisiel-Małecka, WL, Kraków 2016.
17 kwietnia 2016
Szwedzka opowieść o mrokach dzieciństwa i dorosłości
Z twórczością Majgull Axelsson pierwszy raz spotkałam się kilka lat temu. Autorka uwiodła mnie realizmem magicznym oraz opowieściami o sprawach trudnych i często bolesnych. To chyba domena szwedzkich pisarzy - sięgać do mroków duszy i wyciągać historie na powierzchnię.
Pępowina koncentruje się przede wszystkim na relacjach dziecko - rodzice. Na wybory i działania wszystkich bohaterów wpływa ich dzieciństwo oraz relacje z rodzicami.
Szwedzkie miasteczko, Arvika, zostaje nawiedzone przez sztorm. Niszczycielski huragan to również metafora życia wielu bohaterów powieści. Noc sztormu niesie zmiany, w sposób trudny do zniesienia oraz pozornie niszczycielski.
Wydarzenia rozpoczynają się w zajeździe „U Sally”, którego właścicielką jest Minna. Dojrzała kobieta, córka sławnego dziennikarza Arviki, który nigdy nie uznał jej jako swoje dziecko. Bohaterka nosi w sobie tajemnicę - znaną mieszkańcom miasteczka, nieznaną czytelnikowi. A Axelsson nie spieszy się, by ten sekret zdradzić - i to jest walorem tej powieści. Pisarka powoli odkrywa karty z przeszłości Minny oraz jej córki.
Interesująca jest również historia Marguerite, aktorki, nieszczęśliwej żony Henrika, matki tracącej syna na rzecz sekty, zahukanej córki i alkoholiczki. Co jej przyniesie huragan? Czy możliwa jest zmiana życia i naprawa relacji z dzieckiem, które od dawna nie chce żyć? Na te pytania odpowiada Axelsson, kreując tę postać.
Ważną postacią w Pępowinie jest Anette. Do tej bohaterki trudno pałać sympatią. Dorosła kobieta, która jak dziecko domaga się uwagi wszystkich i złości się, gdy jej nie otrzymuje. Żyje w poczuciu niesprawiedliwego traktowania przez otoczenie, oszukuje siebie i innych, by nie przyznać, że
związała się z alkoholikiem. Dziecko oddaje na wychowanie rodzicom. Jednak ostatecznie historia
tej bohaterki wywołała we mnie uczucie litości. To przykład kobiety, która tak bardzo się zapętliła w pragnieniu bycia kochaną, że utraciła swoją godność. Tym samym wkroczyła na drogę osoby krzywdzącej nie tylko siebie, ale i osoby, które, w jej mniemaniu, mają w życiu lepiej.
tej bohaterki wywołała we mnie uczucie litości. To przykład kobiety, która tak bardzo się zapętliła w pragnieniu bycia kochaną, że utraciła swoją godność. Tym samym wkroczyła na drogę osoby krzywdzącej nie tylko siebie, ale i osoby, które, w jej mniemaniu, mają w życiu lepiej.
Axelsson w swojej powieści zastanawia się nad tym, co to znaczy być rodzicem. Pokazuje, że granica, gdy można skrzywdzić dziecko jest niezwykle krucha. Tę linię można przekroczyć zarówno, gdy się kocha za słabo, jak i za mocno. Będąc uwikłanym w przeszłość, czasem nie można zmierzyć się z teraźniejszością. Huragan w Arvice niesie nie tylko zniszczenie, ale i oczyszczenie. Ale tylko dla tych, którzy rzeczywiście chcą coś zmienić w sobie i wokół siebie.
Walorem Pępowiny jest sam pomysł opowiedzenia historii, subtelne i niespieszne odkrywanie szczegółów życia każdego bohatera. Dzięki temu ciekawość rośnie, a każda strona przynosi rozwiązanie jednego z sekretów. Powieściopisarstwo na dobrym poziomie.
Majgull Axelsson, Pępowina, przeł. K. Tubylewicz, wyd. W.A.B., Warszawa 2011.
6 grudnia 2015
Koty Doris Lessing
Odkąd pamiętam w życiu towarzyszą mi koty. Niektórzy nazywają mnie kociarą, bliscy zarzucają upominkami tematycznie związanymi z kotami (niezliczona ilość figurek, kolczyków). Koty mnie fascynują. To najbardziej tajemnicze zwierzęta, uparci indywidualiści, a czasem wrażliwe pieszczochy.
Kilka lat temu przeczytałam książkę Doris Lessing. Nosi tytuł O kotach i egzemplarz znajduje się w mojej prywatnej biblioteczce. Ze względu na nową przyjaźń z odziedziczoną kocicą postanowiłam sobie odświeżyć treść książki.
Lessing opowiada o swoim życiu z kotami. Opowieść rozpoczyna od dzieciństwa w Afryce. Otaczały ją koty - domowe i dzikie. Jednak obowiązki wobec kotów spełniała matka. Lessing dopiero w Anglii bierze pod opiekę koty i dopiero wtedy musi mierzyć się z dobrymi i złymi stronami posiadania zwierząt. Noblistka opowiada o kocim życiu z niezwykłą spostrzegawczością.
Co fascynującego jest w życiu kotów?
W książce czytelnik spotyka różnych kocich bohaterów. Tych, którzy zaglądają do domu autorki oraz domowników. I każdy jest inny - jak ludzie, tak koty mają nie tylko różne temperamenty, ale i inteligencję. Różność kocich charakterów daje Lessing możliwość stworzenia ciekawych i zabawnych historii o kocich sympatiach i antypatiach. Bohaterowie Lessing mają cechy ludzkie, doświadczają miłości, przyjaźni, nienawiści. Odczuwają radość, ale i cierpią - zazwyczaj przez człowieka.
Zachwyt kocią naturą - naturą, której całej postaci człowiek nigdy nie będzie w stanie odgadnąć - wygląda z niemal każdej strony opowieści Lessing. I pomimo przekonania o niemożności porozumienia totalnego człowieka i kota, podejmowane przez autorkę próby są piękną i momentami wzruszającą opowieścią.
Warto sięgnąć po książkę Lessing, choćby po to, aby uświadomić sobie, że do wielu kocich radości, jak i dramatów przyczynia się człowiek. A kociarze odnajdą w opowieściach noblistki sobie znane historie z kociego życia.
Doris Lessing, O kotach, przeł. Anna Bańkowska, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2008.
Kilka lat temu przeczytałam książkę Doris Lessing. Nosi tytuł O kotach i egzemplarz znajduje się w mojej prywatnej biblioteczce. Ze względu na nową przyjaźń z odziedziczoną kocicą postanowiłam sobie odświeżyć treść książki.
Lessing opowiada o swoim życiu z kotami. Opowieść rozpoczyna od dzieciństwa w Afryce. Otaczały ją koty - domowe i dzikie. Jednak obowiązki wobec kotów spełniała matka. Lessing dopiero w Anglii bierze pod opiekę koty i dopiero wtedy musi mierzyć się z dobrymi i złymi stronami posiadania zwierząt. Noblistka opowiada o kocim życiu z niezwykłą spostrzegawczością.
Co fascynującego jest w życiu kotów?
W książce czytelnik spotyka różnych kocich bohaterów. Tych, którzy zaglądają do domu autorki oraz domowników. I każdy jest inny - jak ludzie, tak koty mają nie tylko różne temperamenty, ale i inteligencję. Różność kocich charakterów daje Lessing możliwość stworzenia ciekawych i zabawnych historii o kocich sympatiach i antypatiach. Bohaterowie Lessing mają cechy ludzkie, doświadczają miłości, przyjaźni, nienawiści. Odczuwają radość, ale i cierpią - zazwyczaj przez człowieka.
Zachwyt kocią naturą - naturą, której całej postaci człowiek nigdy nie będzie w stanie odgadnąć - wygląda z niemal każdej strony opowieści Lessing. I pomimo przekonania o niemożności porozumienia totalnego człowieka i kota, podejmowane przez autorkę próby są piękną i momentami wzruszającą opowieścią.
Warto sięgnąć po książkę Lessing, choćby po to, aby uświadomić sobie, że do wielu kocich radości, jak i dramatów przyczynia się człowiek. A kociarze odnajdą w opowieściach noblistki sobie znane historie z kociego życia.
Doris Lessing, O kotach, przeł. Anna Bańkowska, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2008.
22 listopada 2015
Za co można pokochać Jeżycjadę?
Są takie książki, od których na samą myśl rozgrzewa się dusza. Szczególną atencją cieszy się u mnie cykl „Jeżycjada”. Z kilku stron słyszałam zarzut, że powieści Musierowicz są zbyt cukierkowe. Niedawno usłyszałam, że są przestarzałe. Niepodobna, bym miała zgodzić się z tymi spostrzeżeniami. A po lekturze najnowszej części zgłodniałam i chyba czas powrócić do dawnych przyjaciół z ulicy Roosvelta.
Sielanka czy nie?
Tak, świat bohaterów Jeżycjady jest pełen ciepłych spojrzeń i uśmiechów oraz troski o bliskich. Borejkowie są archetypiczną rodziną. Ale przeżywają swoje dramaty, mają troski i zmartwienia dnia codziennego. Wówczas wystarczy usiąść przy starym stole w kuchni, napić się herbaty i pobyć z innymi członkami tej rodziny. Tak ułożony świat rodzinny być może drażni niektórych - moja skłonność do idealizowania wyszeptuje jednak z nadzieją, że i w prawdziwym życiu znajdują się tacy Borejkowie z całym arsenałem ciepła i miłości.
Co może fascynować?
Mnie za każdym razem podnosi na duchu archaiczność najstarszych Borejków. Ignacy i Mila noszą w sobie wartości dawnego świata, o którym (z tym trudno polemizować) wielu zapomniało. I to w pewien sposób może utrudniać najmłodszym dziś czytelnikom lekturę cyklu Musierowicz. Ale z drugiej strony czytanie tych powieści jest znakomitą lekcją o człowieku obytym, kulturalnym. Bo Borejkowie (i młodsi, i starsi) są ludźmi kulturalnymi. I to godzi w kondycję współczesnego człowieka.
Podczas lektury Feblika pomyślałam sobie, że w świecie Jeżycjady nawet Józef Pałys docenia wartości, które przekazali (i nadal przekazują) seniorzy rodu. A przywołany bohater nie jest przesadnie z książkami za pan brat. I to fascynuje. Nie każdego w domu Borejków nazwiemy molem
książkowym, ale każdy nosi w sobie wartości, które we współczesnym świecie wymierają.
książkowym, ale każdy nosi w sobie wartości, które we współczesnym świecie wymierają.
Po co czytać?
Uważam, że Jeżycjadę czytać warto. To znakomita ilustracja zmieniających się czasów. Ale też dowód na to, że takie wartości jak dobro, miłość, szacunek są stałe i wcale nie muszą znikać. Czas zimowy, kiedy ludzie stają się jeszcze bardziej nieorzyjaźni, jest idealnym momentem na zanurzenie się w świat Musierowiczowych idealistów. Tymczasem woła mnie Cabré - Feblika Musierowicz polecam.
M. Musierowicz, Feblik, wyd. Akapit Press, Łódź 2015.
20 listopada 2015
Walki Knausgårda
Lubię skandynawskich pisarzy. Za historie podszyte chłodem i dostrzeganie pierwotnego okrucieństwa chowającego się w człowieku. Lubuję się też w szeroko pojętej intymistyce. I czasem sięgam po książki gorąco polecane przez innych. Dlatego wybór padł na Moją walkę Karla Knausgårda.
Moja walka to powieść autobiograficzna. Autor wraca do swojego dzieciństwa i lat młodości. Punktem wyjścia do opowieści czyni swoje dorosłe życie. Narracja jest prowadzona na różnych płaszczyznach czasowych. Wszystko jednak zdaje się obracać wokół postaci ojca - postaci wielowymiarowej i wywołującej różne emocje. I być może jest to zamiar pisarza, gdyż z recenzji kolejnych części wywnioskować można, że ojciec i w nich stanowi ważną postać.
Ojciec w Mojej walce stanowi centrum (wszech)świata Karla. Jednak nie jest to świat spokoju i budujących życie dziecka wartości. To mężczyzna władający spokojem i niepokojem swojej rodziny. Synowie albo go nienawidzą, albo próbują go, jak Karl, zrozumieć. Nawiązanie porozumienia z mężczyzną, ktory powinien stanowić wzór dla Knausgårda, jest niemożliwe.
Podczas lektury nasuwa się pytanie - gdzie jest matka? Wydawałoby się, że świat, o którym opowiada pisarz, funkcjonuje bez kobiet. Jednak to tylko pozorne wrażenie. Matka Karla jest obecna w swojej nieobecności. Wyzwala się spod tyranii męża, ale chyba pozostawia też synów. Obecna jest również babka, matka ojca. Obecna, choć też izolująca się (lub izolowana) nie tworzy z wnukami (i synami) relacji. Ta odrębność światów jest co najmniej zastanawiająca.
Powieścią Knausgårda nie umiem się zachwycić, ale też mnie nie denerwuje (jedna z recenzji narzuca czytelnikowi jedno z tych dwóch uczuć). Lektura Mojej walki była dla mnie przedzieraniem się i walką z opowieścią autora. Nie jestem ciekawa, co ma do powiedzenia w kolejnych tomach, jednak z pewnością lektura skłania do jakiś refleksji, więc czas nie został doszczętnie zmarnowany.
Karl Knausgård, Moja walka, ks. I, przeł. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.
7 listopada 2015
Ulec. Komu? Czemu?
Staram się być ostrożna, gdy wokół prawie wszyscy krzyczą. Z nienawiści. Lub po prostu. Czasem zdarza mi się krzyczeć. By się opamiętali. Wiem (tak donosi internet), że niektórzy w wyniku ostatnich wydarzeń sięgnęli po Uległość Houellebecqa. A ja sięgnęłam, ponieważ nie czytałam dotąd nic tego pisarza, a od kilku lat dobijał się do mojej biblioteki. Uległam książce krzyczącej do mnie z wystawy księgarni nieopodal mojej pracy. To u mnie dość częste.
Czemu ulega bohater Houellebecqa?
Bohaterem Uległości jest ponad czterdziestoletni profesor paryskiego uniwersytetu. Przypomina nieco bohaterów Bukowskiego - samotny mężczyzna, który nie potrafi (nie chce, nie może?) związać się z jedną kobietą na dłużej. Czy musi? Houellebecq nie odpowiada wprost, niemniej wydawałoby się, że bohaterowi byłoby lżej.
Francois to mężczyzna, który nosi w sobie cechy dekadenta. Samotność targa bohaterem od niemal pierwszych stron książki i zmusza go do poszukiwań. Nie jest Francois w tych poszukiwaniach konsekwetny. Po dekadencku szuka zapomnienia w miłości cielesnej i wciąż się zawodzi. Ucieka również w literaturę i próbuje utożsamić się z wyborami dziewiętnastowiecznego pisarza Huysmansa. I ta próba ucieczki kończy się fiaskiem. To co dawniej sprawiało bohaterowi radość, dawało satysfakcję, teraz wyblakło. A Francois odczuwa coraz boleśniej wewnętrzną pustkę.
Tłem są wydarzenia polityczne we Francji 2022 roku. Odbywają się wybory i wygrywa Bractwo Muzułmańskie. Jednak uderza przede wszystkim marazm społeczeństwa. Francuzi wydają się być w powieści Houellebecqa zobojętniali na wynik wyborów, a w wyniku wprowadzania nowego porządku są bardzo ulegli i szybko się przystosowują. Są tak bezsilni czy może potrzebują twardych zasad? Kondycja jednostki jest słaba - wystarczy prześledzić to na przykładzie głównego bohatera - samotny, zagubiony, brak bliskich relacji z rodzicami (uderzająca obojętność na wieść o ich śmierci).
Zauważono już, że w Uległości brak kobiet - zrzuca się to na karb panoszącego się islamu. Jednak ta nieobecność jednej płci wydaje się być podobna do tej u Bukowskiego czy Hłaski. Bo kobiety są. Nabierają wymiaru przedmiotowego. Sterowane przez dużych chłopców stają się zabaweczkami, marionetkami, które się przebiera, zasłania i używa według narzuconego porządku. Pojawia się jednak pytanie - czy ta przedmiotowość, istniejąca wcześniej, nie zostaje wypowiedziana na głos?
Michel Houellebecq, Uległość, przeł. B. Geppert, wyd. W.A.B., Warszawa 2015.
Czemu ulega bohater Houellebecqa?
Bohaterem Uległości jest ponad czterdziestoletni profesor paryskiego uniwersytetu. Przypomina nieco bohaterów Bukowskiego - samotny mężczyzna, który nie potrafi (nie chce, nie może?) związać się z jedną kobietą na dłużej. Czy musi? Houellebecq nie odpowiada wprost, niemniej wydawałoby się, że bohaterowi byłoby lżej.
Francois to mężczyzna, który nosi w sobie cechy dekadenta. Samotność targa bohaterem od niemal pierwszych stron książki i zmusza go do poszukiwań. Nie jest Francois w tych poszukiwaniach konsekwetny. Po dekadencku szuka zapomnienia w miłości cielesnej i wciąż się zawodzi. Ucieka również w literaturę i próbuje utożsamić się z wyborami dziewiętnastowiecznego pisarza Huysmansa. I ta próba ucieczki kończy się fiaskiem. To co dawniej sprawiało bohaterowi radość, dawało satysfakcję, teraz wyblakło. A Francois odczuwa coraz boleśniej wewnętrzną pustkę.
Tłem są wydarzenia polityczne we Francji 2022 roku. Odbywają się wybory i wygrywa Bractwo Muzułmańskie. Jednak uderza przede wszystkim marazm społeczeństwa. Francuzi wydają się być w powieści Houellebecqa zobojętniali na wynik wyborów, a w wyniku wprowadzania nowego porządku są bardzo ulegli i szybko się przystosowują. Są tak bezsilni czy może potrzebują twardych zasad? Kondycja jednostki jest słaba - wystarczy prześledzić to na przykładzie głównego bohatera - samotny, zagubiony, brak bliskich relacji z rodzicami (uderzająca obojętność na wieść o ich śmierci).
Zauważono już, że w Uległości brak kobiet - zrzuca się to na karb panoszącego się islamu. Jednak ta nieobecność jednej płci wydaje się być podobna do tej u Bukowskiego czy Hłaski. Bo kobiety są. Nabierają wymiaru przedmiotowego. Sterowane przez dużych chłopców stają się zabaweczkami, marionetkami, które się przebiera, zasłania i używa według narzuconego porządku. Pojawia się jednak pytanie - czy ta przedmiotowość, istniejąca wcześniej, nie zostaje wypowiedziana na głos?
W kogo wymierzona powieść?
Nie czytałam tej powieści jako krytyki islamu. I chyba nikt tak odczytać Uległości nie powinien. To rodzaj pamfletu wymierzonego w każdego, komu obojętna jest sytuacja polityczna. To ostra krytyka społeczeństwa, które buja się bezmyślnie między jedną partią a drugą. Społeczeństwa, które ulega. Nie - islamowi. A każdemu, kto tę uległość potrafi wykorzystać. A wszystko dzieje się w oparach zobojętnienia i dziwnie znajomego marazmu.
Michel Houellebecq, Uległość, przeł. B. Geppert, wyd. W.A.B., Warszawa 2015.
25 października 2015
Tożsamość i inne kłopoty
Poczucie tożsamości jest niezwykle ważne dla każdego człowieka. To coś, co nas odróżnia od jednych, ale i jednocześnie upodabnia do drugich. Nawet częściowa utrata tożsamości może okazać się w życiu dziurą, ktorej nie da się niczym zatuszować. A co zrobić, gdy człowiek nagle dowiaduje się, że nie jest spokrewniony z rodziną, a biologicznego ojca poszukuje policja? Z tym problemem mierzy się Jonathan, bohater powieści Susan Elliot Wright.
Jonathan jest mężczyzną po czterdziestce, mężem, nauczycielem, wkrótce zostanie ojcem. Ma skomplikowane relacje z ojcem i z matką. Po śmierci ojca daje się ponieść emocjom w szkole i dochodzi do incydentu. Uczeń wykorzystuje sytuację i oskarża nauczyciela o pobicie. Jonathan trafia na policję, a w wyniku pobrania od niego próbek DNA, okazuje się, że ojciec kilkadziesiąt lat temu dopuścił się poważnych przestępstw. W rozmowie z matką bohater dowiaduje się, że został adoptowany. Staje przed trudnym wyborem - szukać biologicznej matki, czy żyć dalej w niewiedzy.
Przemilczenia dotykają problemu adopcji i tożsamości. Bohater nie wie, kim jest. To że dowiaduje się o adopcji, wpływa nie tylko na jego relacje z adopcyjną matką (Jonathan ostatecznie wkracza na drogę wyjaśnienia i oczyszczenia), ale i odbija się to na jego związku. Ponadto odnajduje w sobie potrzebę zmiany zawodu. Fakt, że bohater wkrótce zostanie ojcem, zaczyna mu ciążyć jeszcze bardziej. Co jeśli okaże się, że odziedziczył złe geny i nie sprosta roli ojca? Czy można powielić błędy i występki biologicznych rodziców? Z próbą odpowiedzi na te pytania Jonathan postanawia się zmierzyć.
W powieści pojawia się również tajemnicza Maggie i jej tragiczna historia sprzed około czterdziestu lat. Ta postać, jej sytuacja prowokują do zadania pytań o to, co można wybaczyć zrozpaczonej matce? Jak pomóc samotnej dziewczynie po przejściach? Czy ostatecznie z wszelkimi trudnymi sytuacjami człowiek tak naprawdę ma mierzyć się samotnie?
Przemilczenia nie są powieścią skomplikowaną, ale z pewnością nie należą też do schematycznych powieścideł. Drażnić nieco może zmierzanie autorki ku cukierkowemu zakończeniu, ale być może to jedynie przekonanie, że w życiu każdego powinna być zachowana równowaga między dobrem a złem. Powieść, która wciąga i zmusza do refleksji.
Susan Elliot Wright, Przemilczenia, przeł. M. Kołczańska, wyd. W.A.B., Warszawa 2015.
Jonathan jest mężczyzną po czterdziestce, mężem, nauczycielem, wkrótce zostanie ojcem. Ma skomplikowane relacje z ojcem i z matką. Po śmierci ojca daje się ponieść emocjom w szkole i dochodzi do incydentu. Uczeń wykorzystuje sytuację i oskarża nauczyciela o pobicie. Jonathan trafia na policję, a w wyniku pobrania od niego próbek DNA, okazuje się, że ojciec kilkadziesiąt lat temu dopuścił się poważnych przestępstw. W rozmowie z matką bohater dowiaduje się, że został adoptowany. Staje przed trudnym wyborem - szukać biologicznej matki, czy żyć dalej w niewiedzy.
Przemilczenia dotykają problemu adopcji i tożsamości. Bohater nie wie, kim jest. To że dowiaduje się o adopcji, wpływa nie tylko na jego relacje z adopcyjną matką (Jonathan ostatecznie wkracza na drogę wyjaśnienia i oczyszczenia), ale i odbija się to na jego związku. Ponadto odnajduje w sobie potrzebę zmiany zawodu. Fakt, że bohater wkrótce zostanie ojcem, zaczyna mu ciążyć jeszcze bardziej. Co jeśli okaże się, że odziedziczył złe geny i nie sprosta roli ojca? Czy można powielić błędy i występki biologicznych rodziców? Z próbą odpowiedzi na te pytania Jonathan postanawia się zmierzyć.
W powieści pojawia się również tajemnicza Maggie i jej tragiczna historia sprzed około czterdziestu lat. Ta postać, jej sytuacja prowokują do zadania pytań o to, co można wybaczyć zrozpaczonej matce? Jak pomóc samotnej dziewczynie po przejściach? Czy ostatecznie z wszelkimi trudnymi sytuacjami człowiek tak naprawdę ma mierzyć się samotnie?
Przemilczenia nie są powieścią skomplikowaną, ale z pewnością nie należą też do schematycznych powieścideł. Drażnić nieco może zmierzanie autorki ku cukierkowemu zakończeniu, ale być może to jedynie przekonanie, że w życiu każdego powinna być zachowana równowaga między dobrem a złem. Powieść, która wciąga i zmusza do refleksji.
Susan Elliot Wright, Przemilczenia, przeł. M. Kołczańska, wyd. W.A.B., Warszawa 2015.
23 sierpnia 2015
Lektury obowiązkowe 2015/2016
Tydzień wakacji jeszcze przed Wami, ale taki los nauczyciela, że swoją pracę tak naprawdę zaczyna trochę szybciej niż uczniowie. :)
KLASA I A
1. Antoine de Saint Exupéry Mały Książę - wrzesień
2. Emmanuel Schmitt Oskar i pani Róża - październik
3. Małgorzata Musierowicz Opium w rosole - listopad
4. Artur Conan Doyle Pies Baskerville'ów - styczeń
5. Dorota Terakowska Samotność Bogów - marzec
6. Ursula Le Guin Czarnoksiężnik z Archipelagu - kwiecień
7. Aleksander Fredro Zemsta - maj
KLASA II A
1. Ida Fink Drzazga (podręcznik), Zabawa w klucz, Wariat, Pies (opowiadania z tomu Wiosna 1941) - wrzesień
2. William Golding Władca much - październik
3. Adam Mickiewicz Dziady cz. II - listopad
4. Juliusz Słowacki Balladyna - styczeń
5. Aleksander Kamiński Kamienie na szaniec - marzec
6. Henryk Sienkiewicz Quo vadis - kwiecień
7. Harper Lee Zabić drozda - maj
KLASA III B
1. Gustaw Herling - Grudziński, opowiadania: Pierścień (podręcznik), Wieża, Pietà dell'Isola (z tomu Skrzydła ołtarza) - wrzesień
2. William Shakespeare Romeo i Julia - październik
3. Ryszard Kapuściński Heban (Początek, zderzenie, Ghana '58; Droga do Kumasi; Struktura klanu; Serce kobry; Doktor Doyle; Zanzibar; Amin; Dzień we wsi Abdallah Wallo; W cieniu drzewa, w Afryce) - listopad
4. J. D. Salinger Buszujący w zbożu - grudzień
5. George Orwell Folwark zwierzęcy - styczeń
6. Juliusz Słowacki Balladyna - marzec
7. Etgar Keret, opowiadania (tytuły zostaną podane później) - maj
Do zobaczenia! ;)
Lektury obowiązkowe w roku szkolnym 2015/2016
KLASA I A
1. Antoine de Saint Exupéry Mały Książę - wrzesień
2. Emmanuel Schmitt Oskar i pani Róża - październik
3. Małgorzata Musierowicz Opium w rosole - listopad
4. Artur Conan Doyle Pies Baskerville'ów - styczeń
5. Dorota Terakowska Samotność Bogów - marzec
6. Ursula Le Guin Czarnoksiężnik z Archipelagu - kwiecień
7. Aleksander Fredro Zemsta - maj
KLASA II A
1. Ida Fink Drzazga (podręcznik), Zabawa w klucz, Wariat, Pies (opowiadania z tomu Wiosna 1941) - wrzesień
2. William Golding Władca much - październik
3. Adam Mickiewicz Dziady cz. II - listopad
4. Juliusz Słowacki Balladyna - styczeń
5. Aleksander Kamiński Kamienie na szaniec - marzec
6. Henryk Sienkiewicz Quo vadis - kwiecień
7. Harper Lee Zabić drozda - maj
KLASA III B
1. Gustaw Herling - Grudziński, opowiadania: Pierścień (podręcznik), Wieża, Pietà dell'Isola (z tomu Skrzydła ołtarza) - wrzesień
2. William Shakespeare Romeo i Julia - październik
3. Ryszard Kapuściński Heban (Początek, zderzenie, Ghana '58; Droga do Kumasi; Struktura klanu; Serce kobry; Doktor Doyle; Zanzibar; Amin; Dzień we wsi Abdallah Wallo; W cieniu drzewa, w Afryce) - listopad
4. J. D. Salinger Buszujący w zbożu - grudzień
5. George Orwell Folwark zwierzęcy - styczeń
6. Juliusz Słowacki Balladyna - marzec
7. Etgar Keret, opowiadania (tytuły zostaną podane później) - maj
Do zobaczenia! ;)
Kobiece tajemnice Kabulu
Kiedy byłam dzieckiem, wciąż upominano mnie, abym zachowywała się, mówiła, bawiła jak dziewczynka. Kiedy byłam małą dziewczynką twierdziłam, że nigdy nie będę nosiła sukienek. I wolałam bawić się z chłopakami. O ile jako dorosła kobieta uwielbiam sukienki i spódnice, o tyle wciąż jest we mnie coś z chłopczycy. Co? Odwaga. Do stawiania sobie i światu wyzwań, do wyrażania niezgody na narzucane role wynikające tylko i wyłącznie z patriarchalnego porządku świata. Jestem człowiekiem szukającym wolności - ograniczonej zasadą niewyrządzania krzywdy sobie i innym. I coraz częściej jestem wdzięczna tej cząstce siebie (pewnego rodzaju buntownicy), która nie pozwoliła samej siebie skrzywdzić i wepchnąć w stereotypowo postrzeganą kobiecość. Ten wstęp wynika z lektury reportażu Jenny Nordberg. Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie to książka, która wywołuje wiele refleksji na temat losu kobiet nie tylko w Afganistanie, ale tak naprawdę na całym świecie.
Autorka podąża tropem bacza pusz, czyli dziewczynek przebieranych za chłopców. Co kieruje wyborem rodziców tych dzieci? Kulturowe przekonanie, że w każdej normalnej rodzinie musi pojawić się syn. Gdy się nie pojawia, kobieta uznawana jest za niepełną, a cała rodzina traci szacunek otoczenia. Wyjściem z niewygodnej sytuacji jest przebranie jednej z córek za chłopca. I mimo że otoczenie zdaje sobie sprawę z fałszu sytuacji, lepszy przebrany syn niż same córki.
Nordberg jednocześnie zauważa, że bacza pusz nie są wymysłem kultury islamskiej. Kobiety grają i grały mężczyzn tam, gdzie zabierano im prawa, a tym samym i wolność. I to jest niewątpliwą wartością książki nowojorskiej dziennikarki - z reportażu o losie kobiet w Afganistanie uczyniła opowieść o losie kobiet w ogóle.
Bohaterkami Chłopczyc z Kabulu są dziewczęta i kobiety, które były lub są inne niż nakazują afgańskie reguły. Azita, pragnąca spełnić się na arenie politycznej. Mehran, kilkuletnia dziewczynka odgrywająca rolę syna. Zahra, nastoletnia chłopczyca, która nie chce już być dziewczyną. Szukria,
która do około dwudziestego roku życia była bacza pusz, po czym wyszła za mąż, urodziła dzieci, ale nie potrafi odnaleźć się w kobiecej postaci. Te i inne wymienione w reportażu kobiety próbują się
wymknąć zasadom panującym w ich kraju. Nordberg rozmawia z nimi, z ich rodzinami. Zastanawia się jednocześnie, na ile granie chłopca przez dziewczynkę wpływa na jej psychikę. A może zamiast niszczyć, buduje? Wzmacnia charakter, udowadnia, że kobieta nie jest ograniczona? Ponadto autorka zadaje pytanie o płeć biologiczną i płeć kulturową. Gdzie przebiega granica? Jak rozpoznać cechy wynikające z tej pierwszej oraz z tej drugiej? Czy umiejętności narzuca nam biologia czy kultura, w której się wychowujemy?
Ważne, aby zaznaczyć, że Chłopczyce z Kabulu nie obrażają religii (tak naprawdę każda w rękach fanatyka staje się niebezpiecznym narzędziem). Reportaż zwraca uwagę na trudny los afgańskich kobiet oraz opisuje ich próby wyjścia poza społeczne zamknięcie. Próby, które, zaznaczyć należy jeszcze raz, podejmowały w różnych czasach kobiety w różnych społeczeństwach ograniczanych przez kulturę patriarchatu. Książka warta uwagi.
Jenny Nordberg, Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie, przeł. J. Hunia, wyd. Czarne, Wołowiec 2015.
Autorka podąża tropem bacza pusz, czyli dziewczynek przebieranych za chłopców. Co kieruje wyborem rodziców tych dzieci? Kulturowe przekonanie, że w każdej normalnej rodzinie musi pojawić się syn. Gdy się nie pojawia, kobieta uznawana jest za niepełną, a cała rodzina traci szacunek otoczenia. Wyjściem z niewygodnej sytuacji jest przebranie jednej z córek za chłopca. I mimo że otoczenie zdaje sobie sprawę z fałszu sytuacji, lepszy przebrany syn niż same córki.
Nordberg jednocześnie zauważa, że bacza pusz nie są wymysłem kultury islamskiej. Kobiety grają i grały mężczyzn tam, gdzie zabierano im prawa, a tym samym i wolność. I to jest niewątpliwą wartością książki nowojorskiej dziennikarki - z reportażu o losie kobiet w Afganistanie uczyniła opowieść o losie kobiet w ogóle.
Bohaterkami Chłopczyc z Kabulu są dziewczęta i kobiety, które były lub są inne niż nakazują afgańskie reguły. Azita, pragnąca spełnić się na arenie politycznej. Mehran, kilkuletnia dziewczynka odgrywająca rolę syna. Zahra, nastoletnia chłopczyca, która nie chce już być dziewczyną. Szukria,
która do około dwudziestego roku życia była bacza pusz, po czym wyszła za mąż, urodziła dzieci, ale nie potrafi odnaleźć się w kobiecej postaci. Te i inne wymienione w reportażu kobiety próbują się
wymknąć zasadom panującym w ich kraju. Nordberg rozmawia z nimi, z ich rodzinami. Zastanawia się jednocześnie, na ile granie chłopca przez dziewczynkę wpływa na jej psychikę. A może zamiast niszczyć, buduje? Wzmacnia charakter, udowadnia, że kobieta nie jest ograniczona? Ponadto autorka zadaje pytanie o płeć biologiczną i płeć kulturową. Gdzie przebiega granica? Jak rozpoznać cechy wynikające z tej pierwszej oraz z tej drugiej? Czy umiejętności narzuca nam biologia czy kultura, w której się wychowujemy?
Ważne, aby zaznaczyć, że Chłopczyce z Kabulu nie obrażają religii (tak naprawdę każda w rękach fanatyka staje się niebezpiecznym narzędziem). Reportaż zwraca uwagę na trudny los afgańskich kobiet oraz opisuje ich próby wyjścia poza społeczne zamknięcie. Próby, które, zaznaczyć należy jeszcze raz, podejmowały w różnych czasach kobiety w różnych społeczeństwach ograniczanych przez kulturę patriarchatu. Książka warta uwagi.
Jenny Nordberg, Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie, przeł. J. Hunia, wyd. Czarne, Wołowiec 2015.
Subskrybuj:
Posty (Atom)