Ważne informacje i terminy



17 czerwca 2016

Podróże do jądra kobiecości

Często, rozmyślnie, zabieram w podróże książki, które to doświadczenie opisują. Tym razem wzięłam ze sobą autobiograficzny dziennik podróży spisany przez matkę i córkę. Podróże z owocem granatu to głosy dwóch kobiet znajdujących się w różnych momentach życia. Sue Monk Kidd ma już za sobą doświadczenie młodości i dojrzałości, jej córka, Ann Kidd Taylor, wkracza w dorosłe życie.

Książka dotyka szczególnej relacji, jaką jest więź między matką a córką. Kidd przygląda się swojej więzi z córką, odwołując się do symboliki mitologicznej. Interpretuje mit Demeter i Kory-Persefony, poszukując odbicia tych postaci w życiu swoim i swojej córki. Według Kidd Persefonę i Demeter nosi w sobie każda kobieta będąca matką i córką.

Ważną rolę odgrywa tu archetyp Starej Kobiety. To tej postaci Kidd przypisuje szczególną rolę, gdyż sama przekracza wiek pięćdziesięciu lat, który traktuje jako wchodzenie w starość. Interpretując ten archetyp, Kidd sięga po różne teksty kultury, między innymi po obraz Pabla Picassa (Dziewczyna przed lustrem). Wykazuje tu, że w jednej kobiecie mieszkają Młoda i Stara Kobieta - nachodzą na siebie, rozpoznają w sobie.

Szczególną wagę autorki przypisują w książce niezależności. Czy kobieta zamężna może zachować swoją odrębność? Jak realizuje się kobiecość? Kidd Taylor poszukuje w Atenie, której większość odmawia pierwiastka kobiecości, atrybutów niezależności i czystości. Interpretacja ta jest niecodzienna, a przez to ciekawa. Warto zauważyć, że sposób patrzenia na kobiecość obu autorek jest inny niż tradycyjny. Kobiecość realizowana może być przez macierzyństwo, ale też przez twórczość. Atrybuty kobiecości zmieniają się w każdym pokoleniu, nie są dane na stałe.

Inną ważną postacią w Podróżach z owocem granatu jest Maria. Ma tu różne oblicza, często kłócące się z tymi kulturowo utartymi. Autorki częstują czytelnika spojrzeniem odważnym i feministycznym, poszukując przy tym pierwiastka żeńskiego Boga.

Sięgając po Podróże z owocem granatu, nie sądziłam, że będzie to lektura tak odkrywcza i inspirująca. To z pewnością pozycja przynosząca wiele symboli oraz reinterpretacji różnych tekstów kultury. Nieco przewrotna i odważna prowokuje do wielu refleksji i własnych poszukiwań wśród symboliki dotykającej kobiecość. Lektura warta uwagi.


Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor, Podróże z owocem granatu, przeł. M. Kisiel-Małecka, WL, Kraków 2016.

17 kwietnia 2016

Szwedzka opowieść o mrokach dzieciństwa i dorosłości

Z twórczością Majgull Axelsson pierwszy raz spotkałam się kilka lat temu. Autorka uwiodła mnie realizmem magicznym oraz opowieściami o sprawach trudnych i często bolesnych. To chyba domena szwedzkich pisarzy - sięgać do mroków duszy i wyciągać historie na powierzchnię.
Pępowina koncentruje się przede wszystkim na relacjach dziecko - rodzice. Na wybory i działania wszystkich bohaterów wpływa ich dzieciństwo oraz relacje z rodzicami. 

Szwedzkie miasteczko, Arvika,  zostaje nawiedzone przez sztorm. Niszczycielski huragan to również metafora życia wielu bohaterów powieści. Noc sztormu niesie zmiany, w sposób trudny do zniesienia oraz pozornie niszczycielski.
Wydarzenia rozpoczynają się w zajeździe „U Sally”, którego właścicielką jest Minna. Dojrzała kobieta, córka sławnego dziennikarza Arviki, który nigdy nie uznał jej jako swoje dziecko. Bohaterka nosi w sobie tajemnicę - znaną mieszkańcom miasteczka, nieznaną czytelnikowi. A Axelsson nie spieszy się, by ten sekret zdradzić - i to jest walorem tej powieści. Pisarka powoli odkrywa karty z przeszłości Minny oraz jej córki. 

Interesująca jest również historia Marguerite, aktorki, nieszczęśliwej żony Henrika, matki tracącej syna na rzecz sekty, zahukanej córki i alkoholiczki. Co jej przyniesie huragan? Czy możliwa jest zmiana życia i naprawa relacji z dzieckiem, które od dawna nie chce żyć? Na te pytania odpowiada Axelsson, kreując tę postać. 

Ważną postacią w Pępowinie jest Anette. Do tej bohaterki trudno pałać sympatią. Dorosła kobieta, która jak dziecko domaga się uwagi wszystkich i złości się, gdy jej nie otrzymuje. Żyje w poczuciu niesprawiedliwego traktowania przez otoczenie, oszukuje siebie i innych, by nie przyznać, że 
związała się z alkoholikiem. Dziecko oddaje na wychowanie rodzicom. Jednak ostatecznie historia
tej bohaterki wywołała we mnie uczucie litości. To przykład kobiety, która tak bardzo się zapętliła w pragnieniu bycia kochaną, że utraciła swoją godność. Tym samym wkroczyła na drogę osoby krzywdzącej nie tylko siebie, ale i osoby, które, w jej mniemaniu, mają w życiu lepiej.

Axelsson w swojej powieści zastanawia się nad tym, co to znaczy być rodzicem. Pokazuje, że granica, gdy można skrzywdzić dziecko jest niezwykle krucha. Tę linię można przekroczyć zarówno, gdy się kocha za słabo, jak i za mocno. Będąc uwikłanym w przeszłość, czasem nie można zmierzyć się z teraźniejszością. Huragan w Arvice niesie nie tylko zniszczenie, ale i oczyszczenie. Ale tylko dla tych, którzy rzeczywiście chcą coś zmienić w sobie i wokół siebie. 

Walorem Pępowiny jest sam pomysł opowiedzenia historii, subtelne i niespieszne odkrywanie szczegółów życia każdego bohatera. Dzięki temu ciekawość rośnie, a każda strona przynosi rozwiązanie jednego z sekretów. Powieściopisarstwo na dobrym poziomie.



Majgull Axelsson, Pępowina, przeł. K. Tubylewicz, wyd. W.A.B., Warszawa 2011.

6 grudnia 2015

Koty Doris Lessing

Odkąd pamiętam w życiu towarzyszą mi koty. Niektórzy nazywają mnie kociarą, bliscy zarzucają upominkami tematycznie związanymi z kotami (niezliczona ilość figurek, kolczyków). Koty mnie fascynują. To najbardziej tajemnicze zwierzęta, uparci indywidualiści, a czasem wrażliwe pieszczochy.

Kilka lat temu przeczytałam książkę Doris Lessing. Nosi tytuł O kotach i egzemplarz znajduje się w mojej prywatnej biblioteczce. Ze względu na nową przyjaźń z odziedziczoną kocicą postanowiłam sobie odświeżyć treść książki.

Lessing opowiada o swoim życiu z kotami. Opowieść rozpoczyna od dzieciństwa w Afryce. Otaczały ją koty - domowe i dzikie. Jednak obowiązki wobec kotów spełniała matka. Lessing dopiero w Anglii bierze pod opiekę koty i dopiero wtedy musi mierzyć się z dobrymi i złymi stronami posiadania zwierząt. Noblistka opowiada o kocim życiu z niezwykłą spostrzegawczością.

Co fascynującego jest w życiu kotów?
W książce czytelnik spotyka różnych kocich bohaterów. Tych, którzy zaglądają do domu autorki oraz domowników. I każdy jest inny - jak ludzie, tak koty mają nie tylko różne temperamenty, ale i inteligencję. Różność kocich charakterów daje Lessing możliwość stworzenia ciekawych i zabawnych historii o kocich sympatiach i antypatiach. Bohaterowie Lessing mają cechy ludzkie, doświadczają miłości, przyjaźni, nienawiści. Odczuwają radość, ale i cierpią - zazwyczaj przez człowieka.

Zachwyt kocią naturą - naturą, której całej postaci człowiek nigdy nie będzie w stanie odgadnąć - wygląda z niemal każdej strony opowieści Lessing. I pomimo przekonania o niemożności porozumienia totalnego człowieka i kota, podejmowane przez autorkę próby są piękną i momentami wzruszającą opowieścią.

Warto sięgnąć po książkę Lessing, choćby po to, aby uświadomić sobie, że do wielu kocich radości, jak i dramatów przyczynia się człowiek. A kociarze odnajdą w opowieściach noblistki sobie znane historie z kociego życia.


Doris Lessing, O kotach, przeł. Anna Bańkowska, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2008.

22 listopada 2015

Za co można pokochać Jeżycjadę?

Są takie książki, od których na samą myśl rozgrzewa się dusza. Szczególną atencją cieszy się u mnie cykl „Jeżycjada”. Z kilku stron słyszałam zarzut, że powieści Musierowicz są zbyt cukierkowe. Niedawno usłyszałam, że są przestarzałe. Niepodobna, bym miała zgodzić się z tymi spostrzeżeniami. A po lekturze najnowszej części zgłodniałam i chyba czas powrócić do dawnych przyjaciół z ulicy Roosvelta.

Sielanka czy nie?
Tak, świat bohaterów Jeżycjady jest pełen ciepłych spojrzeń i uśmiechów oraz troski o bliskich. Borejkowie są archetypiczną rodziną. Ale przeżywają swoje dramaty, mają troski i zmartwienia dnia codziennego. Wówczas wystarczy usiąść przy starym stole w kuchni, napić się herbaty i pobyć z innymi członkami tej rodziny. Tak ułożony świat rodzinny być może drażni niektórych - moja skłonność do idealizowania wyszeptuje jednak z nadzieją, że i w prawdziwym życiu znajdują się tacy Borejkowie z całym arsenałem ciepła i miłości.

Co może fascynować?
Mnie za każdym razem podnosi na duchu archaiczność najstarszych Borejków. Ignacy i Mila noszą w sobie wartości dawnego świata, o którym (z tym trudno polemizować) wielu zapomniało. I to w pewien sposób może utrudniać najmłodszym dziś czytelnikom lekturę cyklu Musierowicz. Ale z drugiej strony czytanie tych powieści jest znakomitą lekcją o człowieku obytym, kulturalnym. Bo Borejkowie (i młodsi, i starsi) są ludźmi kulturalnymi. I to godzi w kondycję współczesnego człowieka.
Podczas lektury Feblika pomyślałam sobie, że w świecie Jeżycjady nawet Józef Pałys docenia wartości, które przekazali (i nadal przekazują) seniorzy rodu. A przywołany bohater nie jest przesadnie z książkami za pan brat. I to fascynuje. Nie każdego w domu Borejków nazwiemy molem
książkowym, ale każdy nosi w sobie wartości, które we współczesnym świecie wymierają.

Po co czytać?
Uważam, że Jeżycjadę czytać warto. To znakomita ilustracja zmieniających się czasów. Ale też dowód na to, że takie wartości jak dobro, miłość, szacunek są stałe i wcale nie muszą znikać. Czas zimowy, kiedy ludzie stają się jeszcze bardziej nieorzyjaźni, jest idealnym momentem na zanurzenie się w świat Musierowiczowych idealistów. Tymczasem woła mnie Cabré - Feblika Musierowicz polecam.


M. Musierowicz, Feblik, wyd. Akapit Press, Łódź 2015.

20 listopada 2015

Walki Knausgårda

Lubię skandynawskich pisarzy. Za historie podszyte chłodem i dostrzeganie pierwotnego okrucieństwa chowającego się w człowieku. Lubuję się też w szeroko pojętej intymistyce. I czasem sięgam po książki gorąco polecane przez innych. Dlatego wybór padł na Moją walkę Karla Knausgårda.

Moja walka to powieść autobiograficzna. Autor wraca do swojego dzieciństwa i lat młodości. Punktem wyjścia do opowieści czyni swoje dorosłe życie. Narracja jest prowadzona na różnych płaszczyznach czasowych. Wszystko jednak zdaje się obracać wokół postaci ojca - postaci wielowymiarowej i wywołującej różne emocje. I być może jest to zamiar pisarza, gdyż z recenzji kolejnych części wywnioskować można, że ojciec i w nich stanowi ważną postać.

Ojciec w Mojej walce stanowi centrum (wszech)świata Karla. Jednak nie jest to świat spokoju i budujących życie dziecka wartości. To mężczyzna władający spokojem i niepokojem swojej rodziny. Synowie albo go nienawidzą, albo próbują go, jak Karl, zrozumieć. Nawiązanie porozumienia z mężczyzną, ktory powinien stanowić wzór dla Knausgårda, jest niemożliwe.

Podczas lektury nasuwa się pytanie - gdzie jest matka? Wydawałoby się, że świat, o którym opowiada pisarz, funkcjonuje bez kobiet. Jednak to tylko pozorne wrażenie. Matka Karla jest obecna w swojej nieobecności. Wyzwala się spod tyranii męża, ale chyba pozostawia też synów. Obecna jest również babka, matka ojca. Obecna, choć też izolująca się (lub izolowana) nie tworzy z wnukami (i synami) relacji. Ta odrębność światów jest co najmniej zastanawiająca.

Powieścią Knausgårda nie umiem się zachwycić, ale też mnie nie denerwuje (jedna z recenzji narzuca czytelnikowi jedno z tych dwóch uczuć). Lektura Mojej walki była dla mnie przedzieraniem się i walką z opowieścią autora. Nie jestem ciekawa, co ma do powiedzenia w kolejnych tomach, jednak z pewnością lektura skłania do jakiś refleksji, więc czas nie został doszczętnie zmarnowany.


Karl Knausgård, Moja walka, ks. I, przeł. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.


7 listopada 2015

Ulec. Komu? Czemu?

Staram się być ostrożna, gdy wokół prawie wszyscy krzyczą. Z nienawiści. Lub po prostu. Czasem zdarza mi się krzyczeć. By się opamiętali. Wiem (tak donosi internet), że niektórzy w wyniku ostatnich wydarzeń sięgnęli po Uległość Houellebecqa. A ja sięgnęłam, ponieważ nie czytałam dotąd nic tego pisarza, a od kilku lat dobijał się do mojej biblioteki. Uległam książce krzyczącej do mnie z wystawy księgarni nieopodal mojej pracy. To u mnie dość częste.

Czemu ulega bohater Houellebecqa?

Bohaterem Uległości jest ponad czterdziestoletni profesor paryskiego uniwersytetu. Przypomina nieco bohaterów Bukowskiego - samotny mężczyzna, który nie potrafi (nie chce, nie może?) związać się z jedną kobietą na dłużej. Czy musi? Houellebecq nie odpowiada wprost, niemniej wydawałoby się, że bohaterowi byłoby lżej.
Francois to mężczyzna, który nosi w sobie cechy dekadenta. Samotność targa bohaterem od niemal pierwszych stron książki i zmusza go do poszukiwań. Nie jest Francois w tych poszukiwaniach konsekwetny. Po dekadencku szuka zapomnienia w miłości cielesnej i wciąż się zawodzi. Ucieka również w literaturę i próbuje utożsamić się z wyborami dziewiętnastowiecznego pisarza Huysmansa. I ta próba ucieczki kończy się fiaskiem. To co dawniej sprawiało bohaterowi radość, dawało satysfakcję, teraz wyblakło. A Francois odczuwa coraz boleśniej wewnętrzną pustkę.

Tłem są wydarzenia polityczne we Francji 2022 roku. Odbywają się wybory i wygrywa Bractwo Muzułmańskie. Jednak uderza przede wszystkim marazm społeczeństwa. Francuzi wydają się być w powieści Houellebecqa zobojętniali na wynik wyborów, a w wyniku wprowadzania nowego porządku są bardzo ulegli i szybko się przystosowują. Są tak bezsilni czy może potrzebują twardych zasad? Kondycja jednostki jest słaba - wystarczy prześledzić to na przykładzie głównego bohatera - samotny, zagubiony, brak bliskich relacji z rodzicami (uderzająca obojętność na wieść o ich śmierci).

Zauważono już, że w Uległości brak kobiet - zrzuca się to na karb panoszącego się islamu. Jednak ta nieobecność jednej płci wydaje się być podobna do tej u Bukowskiego czy Hłaski. Bo kobiety są. Nabierają wymiaru przedmiotowego. Sterowane przez dużych chłopców stają się zabaweczkami, marionetkami, które się przebiera, zasłania i używa według narzuconego porządku. Pojawia się jednak pytanie - czy ta przedmiotowość, istniejąca wcześniej, nie zostaje wypowiedziana na głos?


W kogo wymierzona powieść?

Nie czytałam tej powieści jako krytyki islamu. I chyba nikt tak odczytać Uległości nie powinien. To rodzaj pamfletu wymierzonego w każdego, komu obojętna jest sytuacja polityczna. To ostra krytyka społeczeństwa, które buja się bezmyślnie między jedną partią a drugą. Społeczeństwa, które ulega. Nie - islamowi. A każdemu, kto tę uległość potrafi wykorzystać. A wszystko dzieje się w oparach zobojętnienia i dziwnie znajomego marazmu.



Michel Houellebecq, Uległość, przeł. B. Geppert, wyd. W.A.B., Warszawa 2015.

25 października 2015

Tożsamość i inne kłopoty

Poczucie tożsamości jest niezwykle ważne dla każdego człowieka. To coś, co nas odróżnia od jednych, ale i jednocześnie upodabnia  do drugich. Nawet częściowa utrata tożsamości może okazać się w życiu dziurą, ktorej nie da się niczym zatuszować. A co zrobić, gdy człowiek nagle dowiaduje się, że nie jest spokrewniony z rodziną, a biologicznego ojca poszukuje policja? Z tym problemem mierzy się Jonathan, bohater powieści Susan Elliot Wright.

Jonathan jest mężczyzną po czterdziestce, mężem, nauczycielem, wkrótce zostanie ojcem. Ma skomplikowane relacje z ojcem i z matką. Po śmierci ojca daje się ponieść emocjom w szkole i dochodzi do incydentu. Uczeń wykorzystuje sytuację i oskarża nauczyciela o pobicie. Jonathan trafia na policję, a w wyniku pobrania od niego próbek DNA, okazuje się, że ojciec kilkadziesiąt lat temu dopuścił się poważnych przestępstw. W rozmowie z matką bohater dowiaduje się, że został adoptowany. Staje przed trudnym wyborem - szukać biologicznej matki, czy żyć dalej w niewiedzy.

Przemilczenia dotykają problemu adopcji i tożsamości. Bohater nie wie, kim jest. To że dowiaduje się o adopcji, wpływa nie tylko na jego relacje z adopcyjną matką (Jonathan ostatecznie wkracza na drogę wyjaśnienia i oczyszczenia), ale i odbija się to na jego związku. Ponadto odnajduje w sobie potrzebę zmiany zawodu. Fakt, że bohater wkrótce zostanie ojcem, zaczyna mu ciążyć jeszcze bardziej. Co jeśli okaże się, że odziedziczył złe geny i nie sprosta roli ojca? Czy można powielić błędy i występki biologicznych rodziców? Z próbą odpowiedzi na te pytania Jonathan postanawia się zmierzyć.

W powieści pojawia się również tajemnicza Maggie i jej tragiczna historia sprzed około czterdziestu lat. Ta postać, jej sytuacja prowokują do zadania pytań o to, co można wybaczyć zrozpaczonej matce? Jak pomóc samotnej dziewczynie po przejściach? Czy ostatecznie z wszelkimi trudnymi sytuacjami człowiek tak naprawdę ma mierzyć się samotnie?

Przemilczenia nie są powieścią skomplikowaną, ale z pewnością nie należą też do schematycznych powieścideł. Drażnić nieco może zmierzanie autorki ku cukierkowemu zakończeniu, ale być może to jedynie przekonanie, że w życiu każdego powinna być zachowana równowaga między dobrem a złem. Powieść, która wciąga i zmusza do refleksji.

Susan Elliot Wright, Przemilczenia, przeł. M. Kołczańska, wyd. W.A.B., Warszawa 2015.