Ważne informacje i terminy



23 lutego 2015

Twarze Hłaski

Hłasko jest jednym z pisarzy, których twórczość mnie pociąga i magnetyzuje. To pisarz, obok którego nie umiem przejść obojętnie, stąd też wydanie jego listów musiało znaleźć się w mojej biblioteczce.

Listy Hłaski to zbiór korespondencji z lat 1944-1969. Zamieszczone zostały listy do rodziny, ukochanych kobiet, wydawców, przyjaciół. Tak różnorodny zbiór pokazuje Hłaskę w różnych wymiarach, zdradzając jego różne oblicza.

Jednym z nich jest Marek Hłasko-syn. Relacja matka-syn od początku wystawiona jest na wiele prób i burz charakterów. W tych listach pisarz momentami jawi się jako chłopak z wieloma problemami, wystawiający uczucia matki na wielkie próby, ale też jako troskliwy syn łaknący matczynej akceptacji. Później, po wyjeździe Hłaski z kraju, zdaje się, że role się odwracają. To matka ma problemy ze zrozumieniem wielu istotnych dla pisarza kwestii.

Fascynujące są listy pisane m.in. do Jerzego Giedroycia, wydawcy. To w tych listach Hłasko dzieli się swoimi wątpliwościami pisarskimi, ale też często broni tak obranego warsztatu pisarskiego. Szczególne są fragmenty, w których Hłasko wyraźnie broni użycia wulgaryzmów w opowiadaniach (a w niektórych rzeczywiście ich niemało). Argumenty, które podaje są słuszne i trudno z nimi dyskutować. Język tekstów Hłaski jest zamierzony i celowy. Wszelkie próby cenzury zabrałyby wiarygodność jego bohaterom (o czym pisze podczas jednego ze sporów z wydawcą).
Listy Hłaski przynoszą wyznania niemocy twórczych, obraz pewnego rodzaju rzemieślnictwa jakim staje się pisarstwo. To również obraz walki o zachowanie praw autorskich i trudności w uzyskiwaniu opłat za użycie tekstów. Hłasko w listach z biegiem czasu staje się coraz bardziej świadomym pisarzem.

Korespondencja pisarza związana jest również z kobietami i miłością. Cztery ważne kobiety w życiu Hłaski to Agnieszka Osiecka, Sonja Ziemann, Esther oraz Zula Dywińska. Podczas gdy trzy pierwsze to miłości w rożnych momentach życia, ostatnia jawi się jako ważna i bliska przyjaciółka.
W każdym liście do wymienionych wyżej adresatek Hłasko ukazuje się jako człowiek o wielkim, choć skomplikowanym sercu.

Najnowsze wydanie Listów to również tragiczne świadectwo bezwględności ówczesnej władzy w Polsce. Wiele listów Hłaski to wyznania o jego rozpaczliwych próbach powrotu do kraju. Z wielu wyłania się Hłasko wyobcowany, zagubiony i tęskniący - za rodziną, znanymi przestrzeniami i językiem. Ten wątek wywiera najmocniejsze wrażenie i pozostawia ślad w pamięci czytelnika, który wie, że wszelkie nadzieje na powrót do kraju nie doczekają w Hłasce spełnienia.

Listy Hłaski są dopiskiem do jego twórczości. Pewnego rodzaju post scriptum pisarza. Utrwalając jego wizerunek, uzupełniają go o dodatkowe oblicza, z których istnienia niektórzy być może nie zdawali sobie sprawy. Gratka dla fanów Hłaski.

Marek Hłasko, Listy, wyd. Agora, Warszawa 2014

13 lutego 2015

Kochana Mamo - lekcje z Kamińskim i Baczyńskim

Przed feriami skończyliśmy w II klasie omawiać Kamienie na szaniec. Na zakończenie tematu o "pokoleniu przeklętych" omówiliśmy Elegię o ... [chłopcu polskim] Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Mimo wielu trudnych metafor, świetnie sobie poradziliście z interpretacją wiersza. Wysłuchaliśmy również wspólnie kawałka inspirowanego utworem Baczyńskiego, wykonanego przez zespół Lao Che. To kolejny dowód na to, że literatura, motywy, fragmenty różnych utworów nie są martwe, a twórcy mają potrzebę reinterpretowania, wchodzenia w dialog z tekstami napisanymi jakiś czas temu.
Waszym zadaniem domowym było zredagowanie listu do matki w imieniu żołnierza. Najciekawsze prezentuję poniżej (osoby, które jeszcze nie wykonały zadania, powinny się z nim uporać tuż po feriach!).


List Maćka:

                                                                                    Warszawa, 20.3.1944 r.



Kochana Mamo!

Odkąd jestem na polu bitwy, myślę tylko o jednym - by przeżyć kolejne dni. Gdy byłem u Twojego boku, czułem się bezpiecznie. Po żołnierzach tak młodych jak ja, których poznałem zaledwie wczoraj, została tylko pustka.Wojna to nie taka znakomita zabawa, jaką mi się kiedyś wydawała. Patrząc na ciała ofiar, leżące bezwładnie na ziemi, myślę tylko o jednym - o śmierci. Mamo, nie chcę umierać! Oczywiście, kiedy będzie potrzeba oddać swoje życie, zrobię to. Tylko nie wiem, czy jestem przygotowany. W takich chwilach, myślę również o tym, jak dasz radę sobie bez ze mnie.


Kochający syn


List Dominika:


                                                  Warszawa, 20.03.1944 r.
Droga Mamo.
Umieram, to pewne. Mimo to cieszę się, że odchodzę. Nie mogę już dłużej tego znosić. Ciągłe życie w niepewności. Wszędzie śmierć, krew i pożoga. Ludzie zawisają na ulicach, a my próbujemy ich pomścić, chociaż bądźmy szczerzy, bez większych sukcesów. Do tego wieczny strach, czy to na akcji, czy w bazie podczas posiłków. Nie mam już też siły mordować. Mam wrażenie, że każdy trup na moim koncie, to jakby ktoś oderwał mi jakąś część duszy. Mimo że dowódcy ciągle powtarzają: ,,Bóg, honor i ojczyzna, szwabów trzeba mordować do ostatniego. Z zimną krwią. Oni robią nam to samo. Bez wahania. Bądźmy dla nich bezlitośni.”. I mimo że jestem pełen nienawiści dla naszych oprawców, to czuję się jak jeden z nich. Wiesz, Mamo, kiedy byłem mały, chciałem być dinozaurem i dzielnym żołnierzem, który ratuje bezbronnych i uciśnionych. Później kiedy podrosłem, marzyłem o tym, aby być dzielnym marynarzem, który stawia czoła wielkim sztormom. Przed tymi okropnymi dniami, przed tą ciemną nocą pragnąłem zostać znanym w całej Europie dziennikarzem, a teraz... Teraz chciałbym po prostu odejść jak najszybciej i żeby Tobie i moim przyjaciołom nic się nie stało, żebyście żyli długo i szczęśliwie. Chciałbym Ci jeszcze powiedzieć, że mam to szczęście, że trafiły mnie te 3 kule, bo inaczej, pękłoby mi serce.



                                                                                     Twój umierający syn


List Zuzi:

                                                                                                                       Warszawa, 1944 r.
Kochana Mamo !
Bardzo za Tobą tęsknię. Chciałbym już być z Tobą w domu, przytulić się do Ciebie i wiedzieć, że nic 
już nam i Polsce nie grozi. Jednak, żeby do tego doszło, muszę walczyć o naszą ojczyznę.
Bardzo się boję, że kiedy mnie zabraknie, zostaniesz sama. Nikt Cię nie wesprze ani nikt Ci nie pomoże. Wojna odebrała nam wszystko. Tobie młodość, a mnie dzieciństwo. Żyjemy w ciągłym strachu i niepewności. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się wydarzy za kilka minut, godzin, dni. Chciałbym Cię zobaczyć i spędzić chociaż kilka minut w Twoim towarzystwie. Jednak wiem, że Polska mnie potrzebuje. Jestem w stanie zrobić dla niej wszystko... nawet zginąć. Nie pozwolę na to, żeby wojna odebrała nam wszystko, o co tak dzielnie walczymy.
Mam nadzieję, że zanim zginę, będę mógł się do Ciebie przytulić. Chciałbym, żebyś pamiętała, że Cię kocham i zawsze będę Cię kochał bez względu na to, co się ze mną stanie. Dziękuję Ci za Twoją dobroć, zrozumienie i miłość, którą mi okazywałaś.
                                                                                   Twój syneczek

List Julii:
Warszawa, 1944 r.

Kochana Mamo!
Ostatnie czasy były bardzo trudne. Wydarzyło się wiele rzeczy, które przepełniają moje serce żalem, rzeczy, o których nie potrafiłbym zapomnieć, jakkolwiek wielce bym się nie starał.
Te właśnie wspomnienia nie pozwalają mi spać w nocy; otaczają mnie niczym trująca mgła, przepełniona smutkiem i goryczą. Czasem wydaje mi się, że to właśnie one doprowadzą do mojej ruiny. Staram się jednak, żeby tragiczna przeszłość nie przyćmiła mojej wizji lepszej przyszłości. Nie traktuję moich wspomnień jako przyczynę rozpaczy, lecz jako kolejny powód do walki, pogoni za wolnością i marzeniami. Wierzę, że już niedługo uda nam się zwyciężyć w tej okropnej wojnie! Nie tracę nadziei na milszą przyszłość, w której nie będziemy musieli już walczyć. Może jest to tylko jakaś głupia fantazja, lecz dopóki mogę brać udział w walce o ojczyznę, nigdy się nie poddam!
Życzę Ci wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że niebawem się spotkamy! Chciałbym Cię tylko 
poprosić o jedną rzecz - nie martw się o mnie za bardzo.
                                                                                          Do zobaczenia,
                                                                                          Twój syn


List Agnieszki:



                                                                           Łuna nad Warszawą, 23.08.1944 r.
Kochana Mamo!

Nie ma większej nagrody dla walczącego niż śmierć żołnierza.Dlatego nie mogę mieć 
pretensji do Krzysztofa, że walczył bronią, a nie piórem. Taki człowiek jak on musiał przynieść sobie ukojenie i umierałby powoli do końca życia, gdyby tego nie zrobił, a każdy kto tego nie pojmuje, nigdy nie zrozumie słowa z jego wierszy.
Mamo, przepraszam, że Mamę zostawiłem, miast czuwać przy Mamie i Mamę chronić. Chcę 
Mamie podziękować za to, że mogłem dorastać mimo wojny. Choć zabrano mi te słynne marzenia młodości i sztubackie zabawy. Ale niezgorszy przypadł mi los.
Tu jest mi dobrze. Tylko... Tylko tam na dole Warszawa płonie. I widzę, jak wychodzą moi,
Mamie się spowiadam nim zrobię to samo przed Bogiem.
Niech Mama bedzie zdrowa i nie płacze proszę,

                                                                           kochający syn.

2 lutego 2015

Baczyńscy. Historia zbeletryzowana


Napisać zbeletryzowaną opowieść o bohaterach znanych czytelnikom z historii nie jest łatwo. Tego przedsięwzięcia podjęła się K. Zyskowska-Ignaciak i całkiem zgrabnie sobie z nim poradziła. Na warsztat pisarski wzięła historię związku Krzysztofa Kamila i Barbary Baczyńskich. 

Narratorów opowieści jest dwóch - trzecioosobowy oraz Barbara.W powieści są dwie płaszczyzny czasowe - czas okupacji przedpowstaniowej oraz podczas walk powstańców. Wszechwiedzący narrator ukazuje czytelnikowi wydarzenia dotyczące poznania się dwojga młodych ludzi oraz ich losy do wybuchu powstania. Natomiast Barbara relacjonuje wydarzenia z czasu powstania, gdy boi się o los zaginionego męża.

Zyskowska - Ignaciak na pierwszym planie stawia, co jest oczywiste, historię miłości Barbary i Krzysztofa. Relację tych dwojga ukazuje jak nierozerwalny związek dusz - taki zresztą też przekaz niesie legenda, którą są owiani. 
Miłość w powieści Zyskowskiej - Ignaciak jest żywiołem wszechogarniającym i wielowymiarowym. To miłość nie tylko kobiety i mężczyzny, ale też matki i syna. Te dwa uczucia są potężne i w pewnym momencie - gdy matka nie chce ustąpić miejsca wybrance syna - wykluczające się. Uczucie Krzysztofa i Barbary nabiera tu kształtu miłości idealnej, ale jednocześnie widać na niej rysy (czas wojny oraz relacje z matką Baczyńskiego). Autorka w ciekawy sposób zmodyfikowała baśniową historię miłości, naznaczając ją codziennością.

Powieść Ignaciak opowiada również o wyborach. Bohaterami są młodzi ludzie, którzy mają nadzieję na przyszłość w czasach pokoju i przygotowują się skrupulatnie do tego czasu (tajne komplety). W postawie Baczyńskiego kryje się nie tylko tajna nauka, ale i twórczość. "Czas zły" nie odbiera natchnienia, nie odbiera też prawa do tworzenia. Jedynie decyzja walki w powstaniu i śmierć odbiera możliwość tworzenia kolejnych wierszy. Ignaciak, przywołując chwilę podejmowania wyboru, nie pozostawia momentu na zawahanie - Baczyński (jak bohaterowie Kamieni na szaniec) ma konkretny system wartości, którym pozostaje wierny do końca życia.

Zbeletryzowaną opowieść o Baczyńskich czyta się przyjemnie. Czytelnik wierzy w historię pisaną przez autorkę i bez trudu przenosi się w czasy wojny. Może momentami nieco naiwne i infantylne wydają się wyznania Barbary.
Głównym wątkiem powieści jest oczywiście miłość Baczyńskich, ale nie stanowi to jedynej treści książki. I to stanowi o atrakcyjności tej powieści.


Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Ty jesteś moje imię, wyd. Filia, Poznań 2014.

31 grudnia 2014

W sprawie kobiet i mężczyzn

Przemoc domowa w Polsce wciąż obwarowana jest zmową milczenia. Uciszane są kobiety (60% przypadków przemocy dotyka kobiet), milczą mężczyźni (95 % sprawców to mężczyźni), którzy pełnią w społeczeństwie różne funkcje - nie tylko odgrywają rolę ojca, męża, partnera, brata, ale też sędziego, policjanta, lekarza, sąsiada. Problem przemocy domowej nie ogranicza się oczywiście do Polski, to problem całego świata. Jednak po lekturze Paradoksu macho Jacksona Katza widzę, jak wiele my, jako społeczeństwo, mamy do wypracowania. 

Jackson Katz, amerykański działacz antyseksistowski i krytyk kultury, bazując na własnych doświadczeniach z pracy przeciw przemocy wobec kobiet, stworzył ciekawą i ważną książkę. Jest ona adresowana do wszystkich, choć głównym adresatem powinni być mężczyźni. Normalni mężczyźni, którzy nie stosując przemocy, są na jej obecność zobojętniali. Autor zauważa, że przemoc stała się problemem tylko kobiet. Mężczyźni (wciąż przecież pełniący większość ważnych funkcji, również w instytucjach stanowiących o prawie) nie angażują się w działania antyprzemocowe i tym samym dają ciche przyzwolenie na stosowanie przemocy przez innych. 

Autor opowiada o swoich doświadczeniach z prowadzonych warsztatów antyprzemocowych, prezentując ciekawe wnioski i zalecenia. Uwarunkowań przemocy wobec kobiet Katz dopatruje się, jak wielu innych badaczy, w kulturze patriarchalnej, stawiającej kobietę w pozycji poddańczej wobec mężczyzny. Stereotyp mężczyzny w kulturze amerykańskiej (ale i na całym świecie), podkreśla autor, jest pełen męskiej agresji. Stosunek do kobiety jest wypełniony niezrozumiałymi stereotypami i błędnymi skojarzeniami. Kluczowe też staje się pojęcie używane przez feministki - "kultura gwałtu".

Za interesującą część książki uważam tę, w której autor rozprawia się z pojęciem "feminazistki". Zwraca przy tym uwagę, że to właśnie kobiety rozpoczęły rozmowę i działania antyprzemocowe. Natomiast ze względu na patriarchalny kształt ról w życiu społecznym i politycznym wiele zależy od mężczyzn - czy przyłączą się do tych działań, czy nadal będą udawali, że problem ich nie dotyczy. 

Bardzo ważną częścią są te fragmenty, w których mowa o neutralności płciowej w języku. Katz zauważa, że media, mówiąc o przemocy, stosują zabieg gramatyczny, w którym wykonawca czynności znika. Uwaga koncentruje się na ofierze oraz na samej przemocy, nie zaś na fakcie, kto dopuścił się czynu. Jest to o tyle niebezpieczne, że sprawca znika i przemoc staje się czymś, co się dzieje, a nie, czymś, czego ktoś się dopuszcza.

Niewątpliwie trudno jest przełamać stereotypy i mity, które narosły wokół problemu przemocy. Na pewno trudno jest mężczyznom, z uwagi na naciskające zewsząd stereotypy właśnie, przyznać, że i ich dotyczy problem przemocy. Niemniej, to, że nie są agresorami, nie zwalnia ich z odpowiedzialności za drugiego człowieka. 
Żałuję jedynie, że Paradoks macho tak bardzo opiera się na kulturze amerykańskiej i tamtejszych realiach. Choć niewątpliwie pewne cechy, uwarunkowania i spostrzeżenia czynione przez autora są wspólne dla całego świata. Przeszkadza również maniera powtarzania pewnych fragmentów - przez co czasem traciłam cierpliwość do lektury. Natomiast na pewno jest to książka ważna, poruszająca istotne kwestie i pokazująca, jak wiele należy zrobić, aby zminimalizować problem przemocy wobec kobiet. 

I tak całkiem prywatnie, mam cichą nadzieję, że i w moim kraju zacznie się więcej rozmawiać o problemie przemocy wobec kobiet i spojrzy się na niego jak na problem dotyczący wszystkich (bardzo udaną akcją, choć chyba mało nagłośnioną, są spoty antyprzemocowe, w których wypowiadają się znani mężczyźni). A takie dokumenty jak konwencja antyprzemocowa nie będą blokowane przez posłów i (niestety) posłanki. Natomiast Paradoks macho polecam kobietom i mężczyznom. 


Jackson Katz, Paradoks macho. Dlaczego niektórzy mężczyźni nienawidzą kobiet i co wszyscy mężczyźni mogą z tym zrobić, tłum. M. Danicka, A. Dzierzgowska, P. Naumowski, wyd. Czarna Owca, Fundacja Feminiteka, Warszawa 2012.

23 grudnia 2014

Zniewolenie w wielu wymiarach

Im dłużej czytam, tym bardziej świadomie wybieram swoje lektury. Najczęściej sięgam po takie książki, które w jakiś sposób opowiadają o losach kobiet. Dlatego zakupiłam Czarne skrzydła Sue Monk Kidd.

Akcja powieści dzieje się na Południu i obejmuje lata 1803-1838. Głównymi bohaterkami są Sara Grimke oraz niewolnica Hetty, której prawdziwe imię brzmi Szelma. Czytelnik poznaje ich losy odkąd są małymi dziewczynkami


Ważnym problemem poruszonym w książce jest niewolnictwo. Jednak w powieści zagadnienie to jest potraktowane wielowymiarowo. Zniewolona jest Hetty jako czarnoskóra. Uprzedmiotowiona od urodzenia, jej egzystencja obwarowana jest wieloma zakazami i groźbami kary za niesubordynację. Ale zniewolona jest również Sara. Urodzona w zamożnej rodzinie plantatorów jako dziewczynka również traktowana jest jako własność. To przede wszystkim ojciec i jej bracia decydują o przyszłości Sary. Bohaterka od samego początku nie zgadza się na swój los. Od najmłodszych lat czuje również, że okrutne traktowanie niewolników jest niesprawiedliwością.


Kreacja Sary jest bardzo ciekawa. To postać dynamiczna, zmienia się wraz z biegiem akcji. Od samego początku charakteryzuje ją odwaga w poglądach na niewolnictwo i pozycję kobiety. Jednak im staje się starsza, tym wyraźniej i odważniej nie zgadza się z zastanym porządkiem. To postać kobiety silnej, ale też tej siły przez długi czas poszukującej.


Odbiciem losów Sary i zarazem jej zaprzeczeniem jest Szelma. To niewolnica, która zostaje sprezentowana Sarze w dniu jej dwunastych urodzin. Odtąd losy dwóch, wydawałoby się różnych, dziewcząt na zawsze się łączą. Hetty jest dziewczyną, która nie godzi się na bycie przedmiotem. Ten bunt zaszczepia jej matka. I ten bunt również dojrzewa w bohaterce, tak jak odwaga w Sarze. 


Jak już wspomniałam te dwie bohaterki są zniewolone. Każda na swój sposób walczy z więzami i każda w pewien sposób wygrywa. Kidd zbudowała ciekawe, silne postacie kobiece, które mimo wielu porażek nie ustają w walce o swoje prawa.


Czarne skrzydła dotyczą różnych form zniewolenia. Są hołdem dla niewolników i niewolnic, ale też dla takich kobiet jak Sara czy jej siostra Nina (postaci historycznych) - pramatek feminizmu. Kidd pokazuje kobiety, które miały odwagę się sprzeciwić narzucanemu im porządkowi i walczyły o równe traktowanie. Jednocześnie odziera temat z patosu, dzięki czemu powieść zyskuje na prawdziwości. Ponadto narracja prowadzona jest w sposób spójny i ciekawy, a wszystkie wydarzenia są powiązane i pogłębiają  poruszane problemy.


Kidd stworzyła znakomitą opowieść o dążeniu do wolności w wielu wymiarach. Wykreowała kobiety, które od początku są odmienne i powoli zdobywają odwagę, by kroczyć własną drogą. A ich wolność rozpoczyna się od wewnętrznej walki o nią. Czarne skrzydła na równi poruszają dwa istotne problemy tamtych czasów - niewolnictwo i zniewolenie kobiet dziewiętnastowiecznej Ameryki.

Powieść poruszająca, mocna i dobrze napisana. 



Sue Monk Kidd, Czarne skrzydła, przeł. M. Kisiel-Małecka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

1 grudnia 2014

Kryminał w ważnej sprawie

Zygmunt Miłoszewski postanowił zakończyć przygodę z prokuratorem Szackim w najnowszej powieści zatytułowanej Gniew. I strażnik prawa kończy swój powieściowy los z hukiem i kilkoma wybuchami.

W ostatnim kryminale autor wysłał znanego prokuratora do Olsztyna. Warmia wciąga Szackiego w swoje szpony wieczną szarugą, mżawką i... nudą. Otóż błyskotliwy prokurator nie ma od dłuższego czasu wyjątkowych spraw. No może oprócz sytuacji w domu - nowej partnerki i córki nastolatki, rywalizującej o względy ojca. Zawodowa stagnacja kończy się wraz z pojawieniem się pierwszej ofiary okrutnej zbrodni.


Co ciekawe, Szacki przechodzi przemianę. Z błyskotliwego, ale i zrzędliwego seksisty w mężczyznę, który zaczyna dostrzegać, na co narażone są kobiety. Właściwie, na kartach powieści bohater wciąż zmaga się ze schematami i stereotypami, w które został wtrącony. Odprawienie kobiety wobec której mąż stosuje przemoc jest początkiem zmian, jakie zachodzą w Szackim. 


Niewątpliwie Miłoszewski wie, jak napisać dobry kryminał. Tym razem zrobił coś jeszcze większego i znaczącego. Rozpoczął rozmowę, w wydawałoby się mało znaczącym gatunku, o przemocy wobec kobiet. W Gniewie słychać echa książki, którą i ja obecnie czytam - Paradoksu macho. W jednym z wywiadów Miłoszewski przyznał, że była ona pomocna w tworzeniu jego powieści. Być może zostawianie śladów, odkrywanie kart z tego tematu (tabu w naszym kraju) w popularnej literaturze rozpocznie dyskusję na szerszą skalę. Być może wówczas nikt już nie pomyśli, że konwencja antyprzemocowa godzi w polską rodzinę lub kobietę (!). 


Jak zawsze w przygodach o Szackim i w Gniewie jest tajemnica spleciona z różnych wątków. Bohaterowie zaangażowani w sprawę okazują się być nie tymi, za których czytelnik brał na początku. Miłoszewski wie, jak poprowadzić akcję, by wciągnąć nas w swoją historię. Jednak tym razem pisarz zostawia nas z otwartym zakończeniem. Sprawa niby zostaje zakończona, ale pewne elementy ulegają zaplątaniu. I takie pożegnania na zawsze z ulubionymi bohaterami lubię - autor pozostawia pustą kartkę dla każdego czytelnika. 


25 listopada 2014

Uczniowskie limeryki

Drodzy Uczniowie!
Bardzo dziękuję za Wasze limeryki. Poradziliście sobie z zadaniem doskonale. Poniżej przedstawiam wybrane utwory.

Na sławnym molo w Sopocie,
siedzieli trzej chłopcy w namiocie.
Molo się zawaliło,
a trzech chłopców - utopiło.
Zginęli po krótkim locie.

Julia, II B


Istniała bardzo duża, smaczna cukinia,
w miejscu na świecie o nazwie Gdynia.
Na jej widok dziecko zgłodniało,
a później trochę posmakowało,
ale zjadła ją Marynia.


Agata, II B


Pewnej niedzieli, nie całkiem dla hecy, 
Agnieszka G-ka naciągała plecy.
Oddychać przestała,
ręce wyprostowała.
I spadła.

Agnieszka, II B


Pewien człek żyjący w spokojnym portowym mieście,
zobaczył chyba plakatów wyborczych ze dwieście.
Chodził po Gdyni szukając odpowiedzi,
aż domyślił się kto za tym czynem siedzi.
Powiedział i ugrzązł w niezłym cieście.

Maciek, II B


Pewna Julia z Sopotu, co do SAG-u uczęszczała,
jedenastego listopada z rodzinką świętowała
w zoo Gdańskim, w dolinie lasów oliwskich.
Podziwiając człowieczeństwo stworzeń nieludzkich
i zastanawiając się, czemu Polska cierpiała.

Julka, II B


Pewien młody mężczyzna z Sopotu,
narobił sobie mnóstwo kłopotów.
Poszedł na grzyby do sądu
i przestraszył się wielbłądów.

Potem uciekł stamtąd do wodolotu.

Zuzia, II B


Pewna miła sopocianka,
duże dziury z płotu jadła.
Przyszedł Franek pewien kot,
zjedli razem cały płot.
Sopocianka zjadła Franka.

Ola, I A

Do następnego zadania twórczego!