Ważne informacje i terminy



9 września 2014

Lektury dodatkowe dla klasy I A

Zasady takie, jakie mają Wasi starsi koledzy i koleżanki: do zeszytu lektur trafiają 2 przeczytane książki z listy lektur dodatkowych oraz 2 własne. Notatki z lektur powinny zawierać:
1. informacje o autorze (należy podać źródło),
2. krótkie streszczenie książki,
3.  Waszą ocenę z argumentacją.

Całość oddajecie spisaną na kartkach lub w cienkich zeszytach (jak Wam wygodniej).

Termin oddania: 14.01.2015 r. 

Lista lektur dodatkowych dla klasy I A

Lista lektur dodatkowych:
1.                 Jan Parandowski, Mitologia, rozdział Bohaterowie
2.                 Dorota Terakowska, Córka czarownic
3.                 Krystyna Siesicka, Beethoven i dżinsy
4.                  Paulo Coelho, Weronika postanawia umrzeć
5.                  Alice Kuipers, Życie na drzwiach lodówki
6.                  Joanna Chmielewska, Lesio
7.                  Carlos Ruiz Zafon, Książę mgły
8.                  Małgorzata Wach, Każdy ma swoje Kilimandżaro
9.                  Roma Ligocka, Dziewczynka w czerwonym płaszczyku
10.              Terry Spencer Hesser, Całując klamki
11.              Joanna Fabicka, Szalone życie Rudolfa
12.              A. Sapkowski, wybrany utwór z sagi o Wiedźminie
13.              J. R. R. Tolkien, Władca pierścieni
14.              Ch. Dickens, Oliver Twist
15.              Marissa Meyer, Saga księżycowa. Cinder
16.              Andrzej Żak, Władca czasu – Wędrówka
17.              Marcin Szczygielski, Czarny młyn
18.              Jose Mauro de Vasconcelos, Moje drzewko pomarańczowe

8 września 2014

Lektury dodatkowe dla klasy II


Zasady proste: do zeszytu lektur trafiają 2 przeczytane książki z listy lektur dodatkowych oraz 2 własne. Notatki z lektur powinny zawierać:
1. informacje o autorze (należy podać źródło),
2. krótkie streszczenie książki,
3.  Waszą ocenę z argumentacją.

Termin oddania: 12.01.2015 r. 

Lista lektur dodatkowych dla klasy II B


1. Henning Mannkel Pies, który biegł ku gwieździe
2. Markus Zusak Złodziejka książek
3. Arkady Fiedler Wyspa Robinsona
4. William Golding Władcy much
5. Éric-Emmanuel Schmitt Pan Ibrahim i kwiaty Koranu
6. Guus Kuijer Książka wszystkich rzeczy
7. Artur Conan Doyle Pies Baskerville'ów
8. Carlos Ruiz Zafón Marina
9. Nancy H. Kleinbaum Stowarzyszenie umarłych poetów 
10. Ezop Bajki
11. R. J. Palacio Cud chłopak 
12. Dorota Terakowska Samotność bogów 
13. Juliusz Verne 20 000 mil podmorskiej żeglugi 
14. Jostein Gaarder Dziewczyna z pomarańczami
15. Stephen King Cujo
16. Frank Herbert Diuna
17. Gabriel Garcia Marquez Kronika zapowiedzianej śmierci
18. Ursula Le Guin Wydziedziczeni
19. Yann Martel Życie Pi
20. Barbara Kosmowska samotni.pl

22 sierpnia 2014

Notatki z żałoby

Śmierć we współczesnym świecie jest traktowana dwojako: albo jest tematem tabu, albo zniekształcana traci swój wymiar. Niemniej temat śmierci fascynował i fascynuje. A tekstów w literaturze oddających hołd zmarłym jest całe zatrzęsienie (zawsze na myśl przychodzą mi treny Broniewskiego i Z Tatr Przybosia, o oczywistym Kochanowskim aż głupio wspominać).

Umarł mi. Notatnik żałoby Ingi Iwasiów wpisuje się w tę tematykę, będąc wyznaniem rozpaczy córki po stracie ojca. Jest to stosunkowo krótka książeczka napisana w pośpiechu, o czym zawiadamia autorka w toku narracji, ale i w samym tytule. Jednak ten pośpiech i pewnego rodzaju chaos w pewien sposób porządkują czas żałoby.

Śmierć bliskiego wytwarza uczucie osamotnienia. To niewątpliwie przeżycie jednostkowe, choć cierpi najczęściej liczba mnoga bliskich zmarłego. U Iwasiów ten motyw odrębności, bycia w innym wymiarze czasoprzestrzeni, pewnego rodzaju naznaczenia śmiercią ukochanej osoby jest motywem powtarzającym się na stronach książki.

Umarł mi jest tekstem osobistym, choć wystawia to intymne przeżywanie żałoby na widok publiczny. Autorka nie tylko opowiada o swoim życiu po śmierci ojca, ale i wraca wspomnieniami do różnych momentów za jego życia.
Dzięki temu tekstowi i własnym doświadczeniom dostrzec można powtarzalność pewnych elementów w życiu każdej osoby mierzącej się z odejściem ukochanej osoby. To nie tylko przywoływanie wspomnień, ale i nagle obce przestrzenie wypełnione przedmiotami należącymi do osoby zmarłej (o których dalszym istnieniu należy zadecydować).

Forma, w jakiej ten tekst powstał, świadczy też o innym rodzaju czasu, w którym przebywają żałobnicy. To czas osobny. Chaotyczny i wypełniony bólem. To czas przyglądania się światu zza szyby (choć uczestniczenie w życiu, jak pokazuje Iwasiów, też się odbywa). Czas żałoby wypełniają czynności krótkie, codzienne (upodabniające się tym do notatek), a jednak poddane doświadczeniu śmierci.

Umarł mi. Notatnik żałoby nie jest tekstem łatwym. Osoby, które już zmierzyły się z odejściem bliskich dotknie bardziej. Lektura tej książki stanie się reminiscencjami czasów już przebytych. Niemniej, to tekst ważny. Atmosferą wpasowujący się trochę w Kota w pustym mieszkaniu Wisławy Szymborskiej. Osobisty zarówno dla autorki, jak i każdego czytającego, odkrywającego jednakowość doświadczeń osobnych.


Inga Iwasiów, Umarł mi. Notatnik żałoby, wyd. Czarne, Wołowiec 2013.

17 sierpnia 2014

Japonia oczami Bator

Nigdy nie miałam w planach zwiedzić Japonii. Nie ulegam fascynacjom tamtejszą kulturą czy przestrzeniami. Ale z zaufania do twórczości Bator postanowiłam udać się w czytelniczą podróż do kraju, który nadal jest mi obojętny. Jednak lektura Japońskiego wachlarza oraz Rekina z parku Yoyogi dostarczyła wielu kulturowych wrażeń.

Japoński wachlarz. Powroty to wznowione wydanie książki wspomnieniowej z pobytu autorki w Japonii. Całość można określić jako próbę przybliżenia odległej czytelnikom kultury. Próby bardzo udanej i pisanej z perspektywy wciąż dziwiącego się japońską przestrzenią obcego. Rekin z parku Yoyogi natomiast to spojrzenie na Japonię z perspektywy zadomowionego obcego. Zdziwienie ustąpiło tu miejsca fascynacji i wejrzeniu w głąb.

Bator w kolejnych tekstach odkrywa przed czytelnikiem tajemnice egzotycznego Kraju Kwitnącej Wiśni. O ile w pierwszej części sama często przeciera oczy ze zdumienia, tak w drugiej wywołuje efekt przecierania oczu w czytelniku – obcym wyobrażającym sobie Japonię całkiem lub trochę inaczej. To demaskowanie wyobrażeń o Japonii, zestawianie ich z prawdziwym jej obrazem. 
Niewątpliwą zaletą obu książek jest ich język. Czytelnik bardzo szybko ulega czarowi snutych przez autorkę opowieści i ani się spostrzeże, a sięga po drugą część. 

Japonia w obu książkach to przestrzeń ciągłych i nieustających zmian. Zmieniają się wyglądy ulic, pojawiają się i znikają budynki, ale też i mody. To też przestrzeń większej swobody w eksperymentowaniu, mimo ogólnego zamknięcia i zdystansowania.
Autorka przygląda się przemianom kulturowym, bada je z ciekawością antropolożki i wysnuwa ciekawe wnioski. Wszystko odnosi do historii lub różnych badań naukowych. Ponadto bardzo ciekawe są nawiązania do literatury, m.in. do Murakamiego.
W kilku tekstach Rekina z parku Yoyogi autorka pokusiła się o porównanie Japonii do Polski, ukazując znaczną przepaść dzielącą opisywane kultury. Zestawienie obu kultur uwypukla bardziej egzotykę Japonii z perspektywy Polaka (a  zapewne Polski z perspektywy Japończyka).

Mój wewnętrzny włóczęga nie pogna mnie do Japonii nawet po lekturze książek Bator. Jednak z przyjemnością wybrałam się w czytelniczą podróż do kraju tak innego niż ten, w którym żyję lub te, które mnie fascynują. Bator porywa w wir swoich opowieści i łatwo z nich czytelnika nie wypuszcza. I dobrze.


Joanna Bator, Japoński wachlarz. Powroty, wyd. W.A.B., Warszawa 2011.
Joanna Bator, Rekin z parku Yoyogi, wyd. W.A.B., Warszawa 2014.

6 sierpnia 2014

Feministka też matka

Jestem feministką (nie działającą aktywnie w żadnej organizacji – póki co). O tym wiedzą chyba wszyscy przebywający w mojej przestrzeni. Niektórzy traktują to jako moją wadę – do czego się przyzwyczajam, ale nie akceptuję. Uważam, że bycie świadomą kobietą i świadomym człowiekiem to zaleta. Nie jestem matką, jednak po Matkę feministkę Agnieszki Graff sięgnęłam z ciekawości. Wzmożonej po przeczytaniu wywiadu z autorką.

To książka z zawartością ciekawą. I nie tylko przeznaczona dla kobiet, choć o kobietach w większości traktująca. Czy może o roli, którą większość kobiet w życiu odgrywa – o roli matki.
Zebrane w Matce feministce teksty są ważne, bo traktują o problemach dotyczących całej rzeszy kobiet i ... mężczyzn. Graff odważnie krytykuje podejście wielu feministek do tematu macierzyństwa i rodzicielstwa w ogóle. Rzeczywiście, jest to temat ignorowany, wyśmiewany lub okraszany pogardą. A feministki matkami też są, nie tylko bywają.

Autorka obala w swoich tekstach mit, jakoby kobieta z natury wiedziała, jak zajmować się dzieckiem (lub osobą starszą czy schorowaną). Domaga się (nie bezzasadnie przecież), aby mężczyźni zakasali rękawy i uczestniczyli w życiu rodzinnym aktywniej. Ale zwraca uwagę, że kobiety też muszą oddać nieco pola swoim partnerom. I to jest mocną stroną tej książki. Autorka nie biegnie ślepo w radykalne tony feministyczne. Nie pali staników, nie wini za całe zło mężczyzn. Racjonalnie przedstawia, jak się ma rzeczywistość. A ma się nie najlepiej. Jeden z wniosków jest jasny: mamy niż demograficzny nie przez feministki (one nie mają takiej mocy rażenia), a przez nieodpowiednie zaplecze dla przyszłych matek – to one najczęściej muszą zrezygnować z kariery zawodowej, ryzykują brakiem możliwości powrotu na rynek pracy. Ponadto pomoc w opiece jest znikoma, zarówno ze strony części męskiej jak i państwa.

Jest trochę w Matce feministce tekstów o radościach bycia matką. Te fragmenty wskazują, że feministki być matkami chcą i potrafią. Ale znajdą się w książce rozgoryczenia spowodowane taką a nie inną sytuacją rodziców w kraju. To tu również Graff wskazuje na brak miejsca dla rodziców w przestrzeni miast, ulic, restauracji. Wprawi czytelnika w zastanowienie, jak z tą rolą matki Polki jest. Hołubiona czy ignorowana lub traktowana z pogardą? I gdzie jest w tym całym zamieszaniu ojciec? Jaką rolę pełnić by mógł, a jaką pełni zmuszony rzeczywistością? 

Teksty, na które składa się Matka feministka są ciekawe i potrzebne. Graff zmusza do pochylenia się nad, wydawałoby się, całkiem prozaicznymi tematami. Wskazuje, że feminizm to niekoniecznie budowanie wizerunku superwoman, ale rozmowa (i odpowiednie działania) o prawach kobiet-matek i ojców, którzy powinni mieć szansę tymi ojcami być. 

Kiedyś ktoś mi powiedział, że przestanę być feministką, gdy stanę się matką. Nie sądzę. Na pewno ta rola zmieniłaby moje życie – byłabym głupcem, twierdząc, że nie. Ale nie przestałabym być człowiekiem i kobietą. Zostałam wychowana w rodzinie, w której kobiety zawsze miały prawo wypowiadania się na tematy ważne i zawsze z tego prawa korzystały. A ja, ich wnuczka, idę w pielęgnowaniu swojej wolności zapewne jeszcze dalej. Refleksje po tego typu lekturach zawsze wywołują we mnie wdzięczność o takie a nie inne fundamenty do budowania własnej człowieczej (i kobiecej) świadomości. Matka feministka uświadamia dodatkowo, jak wiele jest do zdziałania w sferze tak chętnie ignorowanej przez wielu – w sferze opieki. Stawia pytania o role matek, ojców oraz państwa. Wskazuje na konieczność szukania odpowiedzi i rozwiązań dla nowego modelu, jakim jest rodzicielstwo (już nie macierzyństwo). Pozycja książkowa potrzebna i godna czytelniczej uwagi.



Agnieszka Graff, Matka feministka, wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2014.




23 lipca 2014

Wielki powrót Bridget Jones


Do Bridget Jones mam sentyment. Dwie powieści Helen Fielding (i filmy) są niezmiennie moimi poprawiaczami nastrojów od bardzo długiego czasu.
Gdy usłyszałam, że Fielding po tylu latach rozpoczęła pracę nad trzecią powieścią o szalonej Brytyjce, nie wpadłam w zachwyt. Często odgrzewane historie nie tylko nie smakują jak poprzednie, ale wywołują ogromne rozczarowanie w czytelnikach. Mimo to sentyment zwyciężył, zawierzyłam Fielding i zakupiłam Bridget Jones. Szalejąc za facetem. I po lekturze stwierdzam, że nie żałuję.

Bridget Jones chyba każdy zna. Jeśli nie z powieści to z filmów. Szalona, pełna sprzeczności kobieta, która marzy, że spotka mężczyznę życia i zdobędzie świat. Do obu celów dąży z godnym podziwu uporem. I w drugiej powieści rozstajemy się z Bridget po uszy zakochaną z wzajemnością w Marku Darcy'm oraz pielęgnującą plany zwojowania świata filmowego.

Trudno pisać o najnowszej części bez zdradzania kluczowych wydarzeń z życia prawie pięćdziesięcioletniej już Bridget. Bohaterka musi zmierzyć się z trudną rzeczywistością bycia samotną matką. I radzi sobie z tym całkiem nieźle. Wraca również do randkowania, popełniając mnóstwo gaf ze swoim dawnym urokiem.
Mimo że w obecnej Bridget jest wiele z dawnej, to dostrzegalna jest przemiana. I nic dziwnego, a dla odczytania całej powieści bardzo dobrze. Dzięki temu kreacja bohaterki staje się bardziej wiarygodna, a lektura nie męczy.

Powieść nie należy do wybitnych. To czytadło, ale napisane w zgrabny sposób. Ponadto poruszone zostały tematy aktualne i powracające w rozmowach wielu kobiet. Samotne macierzyństwo. Jednoczesne odgrywanie roli matki, kobiety spełniającej się zawodowo i poszukującej na nowo miłości. Związek między kobietą i młodszym od niej mężczyzną.
Bridget Jones. Szalejąc za facetem to czytadło, które poprawi nastrój, ale stworzy też przestrzeń i możliwości do rozmów lub refleksji na kilka istotnych życiowych tematów. Książka dobra na letni czas.


Helen Fielding, Bridget Jones. Szalejąc za facetem, tłum. J. i K. Karłowscy, wyd. Zysk, Poznań 2014.

19 lipca 2014

"Historie niewidzialnych miłości" Schmitta

W "najświeższym" tomie opowiadań zatytułowanym Małżeństwo we troje Schmitt zwyczajowo przygląda się relacjom międzyludzkim. To, co ma łączyć wszystkie teksty można określić słowami samego pisarza - "historie niewidzialnych miłości", na tom składają się tylko z pozoru różne opowiadania. Drugą częścią książki jest posłowie od autora, w którym załącza notatki z czasu, kiedy pracował nad poszczególnymi tekstami z tomu. Spotykam się z taką sytuacją chyba pierwszy raz i przyznaję, że podoba mi się takie doświadczanie lektury jakiejś książki. Autor ostatecznie nie znika za opowiadaną historią, pojawia się na koniec, aby jeszcze z czytelnikiem porozmawiać, wyjawić niektóre elementy z procesu tworzenia. Bardzo ciekawe doświadczenie dla mnie jako czytelniczki.

Pierwsze opowiadanie przedstawia historię dwóch związków, heteroseksualnego i homoseksualnego. Drogi czworga skrzyżowały się przez przypadek w kościele podczas ślubu Geneviéve i Édouarda. Po kryjomu, tuż obok młodej pary, miłość w zdrowiu i w chorobie przysięgli sobie również Jean i Laurent. Ta chwila zaważyła na dalszej przyszłości pary mężczyzn, a później na życiu Geneviéve. Schmitt mówi, że jego bohaterowie poddają się koniecznej mediacji (zob. s. 311). Dzięki podglądaniu związku Geneviéve i Eddy'ego Jean i Laurent mogą lepiej zrozumieć swoją relację i wzbogacić ją o tego rodzaju bliskość, na jaką nigdy nie zdobędą się małżonkowie.

Wspomnianej koniecznej mediacji poddaje się również bohater tekstu Pies. To opowiadanie nawiązuje do holocaustu - głównym bohaterem jest Samuel Heymann, ocalony z obozu zagłady. Ocalony, choć zgładzony. Jedynym łącznikiem między bohaterem a innymi jest Argos, pies - niezwykły, bo utrzymał przy życiu w obozie. Ale też to dzięki niemu Samuel  nawet wiele lat po wojnie widzi w drugim człowieku... człowieka.

W opowiadaniu Serce w popiele Schmitt wykorzystuje motyw, który nazywa symbolicznym wcieleniem (zob. s. 312). Wydaje się, że Alba bardziej kocha swojego siostrzeńca, Jonasa, niż syna. Jej jedyne dziecko sprawia problemy i nie dostrzega niczego poza światem gier. Z kolei Jonas to chłopiec, który nawiązuje z Albą szczególną więź. Ciotkę traktuje jak przybraną matkę (zresztą siostra bohaterki częściej jest nieobecna niż obecna w życiu syna, nawet podczas przeszczepu serca to Alba ma się zająć chłopcem), a ona jego jak idealnego syna. Kiedy dochodzi do tragedii i ginie prawdziwy syn głównej bohaterki, a w tym samym czasie Jonas otrzymuje nowe serce, Alba zostaje poddana próbie. Odchodzi od zmysłów, poszukuje odpowiedzi na pytanie, kto otrzymał organ jej syna i poznaje Vilmę, kobietę w podobnej sytuacji. Ostatecznie w poznanej Vilmie dostrzeże szaleństwo, któremu i ona się poddała i w porę zwróci się ku rozwadze.

Bohaterowie Schmitta tęsknią za bliskością drugiego człowieka, będąc jednocześnie boleśnie świadomymi samotności, na jaką są skazani. Aby wypełnić bolesną pustkę przenoszą uczucia na wybrane osoby (w ten sposób Jean i Laurent w Dawidzie odnajdują namiastkę syna, którego nigdy nie będą posiadali), dostrzegają w innych osobach symbole swoich strat (jak małżeństwo z opowiadania Dziecko upiór dostrzega w nieznajomej Mélissie ducha nienarodzonego dziecka).
Małżeństwo we troje traktuje również o miłości i akceptacji jakich potrzebuje i poszukuje przez całe życie każdy człowiek. Schmitt kolejny raz wybrał się w podróż do ludzkiej duszy i teraz już od czytelnika zależy, czy zechce autorowi w tej wędrówce towarzyszyć.


Eric - Emmanuel Schmitt, Małżeństwo we troje, tłum. A. Sylwestrzak-Wszelaki, wyd. Znak, Kraków 2013.