Ważne informacje i terminy



21 czerwca 2014

Twór: Dziunia

Nie pamiętam, jak natknęłam się na Dziunię Anny M. Nowakowskiej. Niemniej, zakup tej książki był strzałem w dziesiątkę, a ja kolejny raz chylę czoła polskim pisarkom. Przeświadczenie, że obok naprawdę słabej kobiecej literatury rodzimej rozwija się również silna i dobra jest nieocenione.

Dziunia to nie tylko tytuł, ale i imię głównej bohaterki powieści. Dziunia powstała przypadkiem, gdy nastolatkowie się zapomnieli. Dziunia jest dzieckiem niechcianym i niekochanym. Od początku do końca. Jest chodzącym wyrzutem, którego nijak nie można się pozbyć z domu. Dziunia jest inna niż wszyscy. Naiwna do granic możliwości. Naznaczona fatum. Pozbawiona wdzięku, inteligencji, urody i szczęścia. Ale jest. Choć to bolesne bycie.

Autorka wykreowała postać skazaną na uznaną przez ogół klęskę. Cokolwiek by ta dziewczyna nie robiła, zawsze los się jej sprzeciwi. Lub postawi na drodze „dobrotliwego wuja” wtykającego palce tam, gdzie nie powinien ich wtykać. Albo ześle za karę do piekieł domostwa Pułkownika i jego żony. Lub podwoi Dziunię, ale tylko na momencik. Żeby nie było zbyt pięknie. Niemniej Dziunia trwa. I potrafi tę nieszczęśliwą egzystencję przetrwać. Ze szczególnym poczuciem humoru.

Okazuje się, że nawet Dziunia ma swoją bezpieczną przestrzeń. To dom dziadków, rodziców matki. Przestrzeń Pod Stołem, ale też troska i bezinteresowna, prosta oraz niczym nieograniczona miłość babci i dziadka. Ale nawet tu sięga po Dziunię ręka złego losu. Przed tym nie ma ucieczki.

To co urzeka w książce Nowakowskiej to jej zabawy językiem. Gra słów. Niejednoznaczność. Przyglądanie się słowom i stwarzanie z nich zdań czasem rozweselających, a czasem tnących ostro duszę. Słów tworzących historię, która na długo pozostaje z czytelnikiem.

Autorka Dziuni stworzyła nie tylko ciekawą bohaterkę, której czytelnik dzielnie sekunduje – choć wie, że za rogiem nie czeka na dziewczę ani gram szczęścia. Nowakowska pokazuje też zaściankową polskość z całym zbiorem przywar. Buduje ten obraz na przykładzie rodziny Dziuni. Nastoletni rodzice, którzy trwają ze sobą. Nie okazują sobie miłości. Nie okazują miłości córce. Przeciwnie, czynią wieczne wyrzuty – w końcu zmarnowała im obojgu życie. Nie potrafią być ze sobą, ale też nie chcą zaryzykować rozstania. W końcu to nie wypada. Obserwując potyczki Dziuni z życiem, czytelnik może poobserwować i inne rodziny. Wszystkie nieszczęśliwe. Diagnoza: brak rozmów i pracy nad relacjami. Przekonanie, że będzie tak, jak jest.

Dziunia otwiera przed czytelnikiem smutny świat z wieloma odnośnikami do tego prawdziwego. Ale historia jest napisana w sposób, który zabrania odłożyć książkę przed dokończeniem jej lektury. Bawi duszę, co jakiś czas tnąc ją bezlitośnie. Ale skoro Dziunia dzielnie znosi swój los, to czemu czytelnik miałby zrezygnować z lektury o jej potyczkach z życiem?


Anna M. Nowakowska, Dziunia, wyd. W.A.B., Warszawa 2013.



27 maja 2014

Poradnik oswajania

Napisać dobrą książkę dla młodzieży jest niezwykle trudno. Aby trafić do tej być może najbardziej wymagającej grupy czytelników, trzeba ominąć wszelkie naiwne rozwiązania i sięgnąć po temat trudny, ciekawy, a czasem balansujący na granicy społecznego tabu. Powieścią, która może młodzież zachwycić jest Oro autorstwa polskiego duetu kryjącego się pod pseudonimem Marcel. A. Marcel.

Główną bohaterką jest Lena. Większość życia spędziła w domu dziecka. Porzucona jako noworodek i porzucana przez kolejnych zastępczych rodziców. Wkroczyła w wiek nastolatki z przekonaniem, że nie jest warta niczego dobrego, a na pewno nie zasługuje na rodzinę. Postanawia nigdy już nie zaufać dorosłym, którzy zechcą zapewnić jej dach nad głową. W końcu po co przywiązywać się do kogoś, kto cię i tak wyrzuci?

Okazuje się jednak, że Wanda i Roman tworzą ze swoimi przybranymi dziećmi specyficzną rodzinę i tak łatwo wcale się nie poddają. Na domiar złego Lenie zaczyna zależeć na domownikach. Na Cienkiej, która walczy z dodatkowymi kilogramami i zaraża optymizmem. Na Iskrze mającej problemy z zatrzymaniem siebie i swojej energii często niszczącej różne przedmioty. Na Oku przekręcającym wyrazy i wściubiającym wszędzie nos. Ważni stają się Memory znający na wszystko odpowiedź i cieszący się pamięcią doskonałą oraz Arnold nieufny i mierzący się każdego dnia z własnymi demonami.

Wanda i Roman przygarnęli do swoich serc i domu dzieci (nie)idealne. Z wieloma problemami oraz demonami. Otaczając je ciepłem, dobrocią i miłością sprawiają, że cała gromada pokiereszowanych przez los tworzy idealną rodzinę. Rodzinę, którą pragnie mieć też Lena – nawet jeśli tego nie potrafi przyznać przed samą sobą.
W domu Wandy i Romana pojawia się ktoś jeszcze. Jest to tytułowy Oro – niewidzialny dla innych przyjaciel Leny. Mieszka w szafie, ale bardzo chętnie poznaje problemy domowników i wtyka nos w nie swoje sprawy. Stara się też wpłynąć na zachowanie Leny. Magiczny, niewidzialny przyjaciel to doskonały zabieg, by pokazać wewnętrzną walkę, jaka odbywa się w głównej bohaterce. Dać się pokochać i kochać innych czy nie? Zaryzykować kolejny raz? 

Oro to powieść wielowymiarowa. Opowiada nie tylko o problemach dzieci z domu dziecka, szukających akceptacji i miłości i czasem tego nie otrzymujących. To też historia o tym, jak dorośli często przenoszą swoje problemy na własne dzieci, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. Oro porusza również problem akceptacji w grupie młodzieży. Coś przez co każdy z dorosłych przechodził, przez co przechodzą (lub przechodzili) moi uczniowie. I temat ten został rozpatrzony pod wieloma kątami, dotyczy niemal wszystkich bohaterów tej książki. Nowej klasy Leny, samej Leny, Cienkiej, Arnolda, Iskry…

Atutem książki jest sposób prowadzenia narracji – lekki, choć poruszane tematy należą do tych cięższych. Sposób kreowania bohaterów sprawia, że są wiarygodni dla czytelnika. Autorki stworzyły galerię postaci dziecięcych i dorosłych, których wzorce zachowań można dostrzec w prawdziwym życiu. Każda z postaci jest nietuzinkowa i zapada w pamięci, choć u mnie wygrywa Oko – swoimi tekstami zwala z nóg i przysparza bólu mięśni brzucha… ze śmiechu.

I w końcu, Oro nie tylko bawi, ale wymusza liczne refleksje. O sprawach istotnych dla młodszych i starszych. A przede wszystkim o konieczności okazywania uczuć, oswajania miłości i akceptacji, której każdy potrzebuje. To doskonały start do rozmowy z młodzieżą o wielu nurtujących ich i nas, dorosłych, problemach pokazanych w powieści z różnych perspektyw. Książka dla dużych i małych - polecam.

Marcel A. Marcel, Oro, wyd. Marginesy, Warszawa 2012.






10 maja 2014

Jak zniknąć zauważoną?

Jak przygotować się do śmierci, jeśli nie było się przygotowanym do życia? Z tym problemem musi sobie poradzić Mathea Martinsen, bohaterka Im szybciej idę, tym jestem mniejsza autorstwa Kjersti Annesdatter Skomsvold.

Narratorką i jednocześnie bohaterką powieści jest starsza kobieta, która niemal całe życie spędziła w mieszkaniu. Jest samotną wdową, która u schyłku życia postanawia zaistnieć w czyjejś świadomości. Autorka wykreowała ciekawą postać – potrzebującą towarzystwa i jednocześnie z niego rezygnującą. Mathea podejmuje różne działania, aby zostawić w kimś swój ślad, zanim odejdzie. Są to czynności często absurdalne (telefonowanie do biura numerów, aby zapytać o własny numer), czasem desperackie (nawiązanie znajomości z fanem bananów).

Skomsvold z niezwykłą spostrzegawczością kreśli samotność jakiej poddaje się Mathea oraz tę, która jest konsekwencją wcześniejszych wyborów bohaterki. Otóż, kobieta od początku wybierała samotność. Od początku była niewidzialna dla innych. Wycofywała się z życia, nie podejmowała ryzyka. Nawet przeżycie rażeniem piorunem nie włącza Mathei do życia. Małżeństwo z poznanym jeszcze w szkole Epsilonem jest kładką łączącą kobietę ze światem. Śmierć męża zamyka drzwi do świata. Choć nie ostatecznie, bo Mathea próbuje żyć zanim umrze. I jest to życie inne niż sobie zwykły człowiek może wyobrazić, bo niezwykła jest bohaterka powieści.

Jednym z powieściowych obrazów, które na długo zostają w pamięci są wizyty bohaterki w sklepie. Skomsvold z zaskakującą przenikliwością stworzyła atmosferę totalnego zagubienia starszej pani w sklepie. Najchętniej sama bym odkręciła te słoiki z dżemem, które na przekór wszystkiemu kupuje bohaterka. A gdy staruszka znajduje dżem w tubce, założę się, że każdy czytelnik z radością temu rozwiązaniu przyklaśnie.

Bo to jest siłą tej powieści – kreacja bohaterki. Totalnie zagubionej, przekornej, uporczywej w odtrącaniu świata, ale i silnej w próbach stania się zauważoną. Skomsvold stworzyła postać ciekawą, nietuzinkową i taką, którą trudno zapomnieć.

Im szybciej idę, tym jestem mniejsza jest powieścią zaskakującą w swojej formie i treści. Absurdalność tej tragikomedii momentami rozrasta się do niewyobrażalnych rozmiarów. I mimo gorzkiego tematu samotności ma w sobie nutki wywołujące uśmiech.  Na długo zostaje w pamięci.


Kjersti Annesdatter Skomsvold, Im szybciej idę, tym jestem mniejsza, tłum. K. Tunkiel, Media Rodzina, Poznań 2014.

4 maja 2014

W kraju nad Wisłą czasem zdarza się, że i trupa zeżrą…*

Powieści, w których mrok i magia rzeczywistości mieszają się ze sobą, zwracają moją uwagę. Stąd moje uwielbienie do Olgi Tokarczuk, ale też między innymi do większości książek z Serii z Miotłą. Natomiast do powieści Joanny Bator podchodziłam kilkakrotnie. I za każdym razem rozstawałam się, tłumacząc sobie, że to nie ten czas. Przypadkiem, korzystając z zimowej akcji prawdziwych obniżek cenowych, zakupiłam Ciemno, prawie noc wspomnianej autorki. I dzięki wszelkim bogom za obniżki, bo to powieść, którą przeczytać zdecydowanie warto.

Akcję powieści autorka osadziła w Wałbrzychu. Ciemnym, obskurnym, odrażającym i ociekającym patologią oraz skłonnościami mieszkańców do fanatyzmu. Główna bohaterka, Alicja Tabor, wraca do rodzinnego miasta. Nie przygnały jej tu sentymenty a praca. Jest reporterką, a w Wałbrzychu znikają dzieci. Okazuje się jednak, że niezamknięta przeszłość powraca i przywołuje upiory i dobre duchy, które walczą o Alicję…

Historia o zaginionych dzieciach jest jednak jedynie pretekstem do snucia historii o dobru i złu, o przeszłości skrzywionej we wspomnieniach. O okrucieństwie, które w ludziach rozrasta się do niepojętych rozmiarów oraz o szaleństwie piętnującym wybranych. W końcu o rzeczywistości, w której, gdy człowiek się dobrze przypatrzy, tkwi magia.

Bator w Ciemno, prawie noc bawi się konwencją gatunkową. Sięga po elementy baśni, groteski, horroru, powieści grozy i psychologicznej, aby po wymieszaniu wyszedł twór podejmujący w dogłębny sposób różnorodną problematykę.

Ponadto intertekstualność powieści wymusza na czytelniku poszukiwania interpretacyjne. Nie bez powodu przecież bohaterka ma na imię Alicja. Inna od mieszkańców Wałbrzycha (też od członków rodziny – jedyna ocalała psychicznie), zamyka się przed złem świata w swoim pancerzu, ale ostatecznie potrafi zmierzyć się z własnymi lękami i demonami. Dorosła też do tego, aby zmierzyć się z samotnością, na którą sama się skazała.

Obok głównej bohaterki pojawia się galeria Innych: Celestyna będąca kiedyś Czesiem Pajączkiem, kociary wędrujące po całej Polsce (a może po świecie?), Marcin czy właściciel Króliczej Nory. Ci bohaterowie są inni. Dotknięci przez zło walczą z nim na różne sposoby, niosąc nadzieję, że dobro wciąż czasem wygrywa. Może to ich inność ocala, tkwiące w każdym przecież człowieku, dobro?

Powieść nie jest lekkim czytadłem. Zanurza czytelnika w lękach i brudach rzeczywistości. Ale takie zanurzenia czytelnicze są potrzebne, bo tylko w ten sposób można zdać sobie sprawę z kondycji współczesnego świata. A jest to świat pełen dewiacji (okrutne opisy pedofilii w powieści momentami odrzucają), szaleństwa spowodowanego traumami, zaślepienia i fanatyzmu, nieposzanowania wolności drugiej osoby. Autorka wzmacnia efekt opisu dzięki trzem przytoczonym rozmowom na forach internetowych. Zabieg potrzebny dla pełnego obrazu powieści. Jedynym zarzutem mogłaby być długość przytoczonych rozmów – w pewnym momencie nużą.

Bator współczesny świat prześwietla niezwykle dokładnie, a surowy wyrok, jaki wydaje, może przerazić czytelnika. Jednak zakończenie niesie nadzieję, że są ocaleni i dobro w świecie, mimo mroku, też jeszcze nie zaginęło. Ciemno, prawie noc mroczna, wypełniona refleksjami powieść - lektura obowiązkowa.

Joanna Bator, Ciemno, prawie noc, wyd. W.A.B., Warszawa 2013.


*Tytuł recenzji zainspirowany słowami jednej z postaci powieści.



22 kwietnia 2014

Nadmorskie opowieści

Poniżej przedstawiam pracę dla chętnych uczennicy z pierwszej klasy. Co się wydarzyło w nadmorskim miasteczku i skąd w małej dziewczynce tyle odwagi czy siły...? Odpowiedzi poniżej, zapraszam do lektury. :) K.B.


Dawno, dawno temu, daleko daleko stąd; tam gdzie wody spokojnie obmywają piaski, leżało małe miasteczko. W tym miasteczku ludzie żyli spokojnie, otaczali się miłością i uprzejmością. Do czasu, gdy pewnej nocy powiał silny, północny wiatr. 
Schowały się gwiazdy, psy zaskomlały, ludzie tknięci przeczuciem zaryglowali drzwi. W tej niespokojnej ciemności tylko księżyc jaśniał złowrogo.

Tamtej nocy zapłonął stary las. Do dziś starsi ludzie opowiadają historię dziwnych istot, których zbutwiałe łodzie o czarnych żaglach przywiał do spokojnego brzegu miasteczka północny wiatr. Istoty wpadły do lasu, a ludzi dobiegały stamtąd huki, szydercze okrzyki, groźne trzaski i żałosne jęki. Starzy ludzie mówią o postaciach tak strasznych, że nie chciano ich nawet w piekle, które w poszarpanych białych tunikach tańczyły naokoło ogniska, w którym płonęli krzycząc trzej śmiałkowie z miasteczka. Biedacy chcieli sprawdzić, kogo szaleńczy północny wiatr sprowadził do ich domu. Wody przestały spokojnie obmywać piaski, nie zmieniały się pory roku. Nastała długa, mroźna zima. Skończyła się dobroć i miłość, zapanował strach przed nocą i zimny niepokój, a serca ludzi zmroził lód. 

Piekielne istoty rozzuchwalały się coraz bardziej, nocą próbowały nawiedzać ludzi. Powiem ci, że nie były to materialne stworzenia, toteż ludzie nie wiedzieli jak z nimi walczyć. Ciemne, lodowate duchy o zgrzytliwych głosach, odgradzające od innych, przybierające postacie najskrytszych ludzkich lęków. Mieszkańcom miasteczka powoli odbierały życie, każdy umierał w samotności i w strachu. Skrywali się wszyscy w starym kamiennym zamku na szczycie góry, zamek ten niegdyś należał do potężnego czarownika, o którym słuch zaginął mnóstwo wiosen temu. Budowlę tę bowiem chroniły mocne zaklęcia, które rzucił tamten właśnie czarnoksiężnik.

Jedenastej nocy znów zapłonął las. Postaci przedarły się do zamku i zagnały ludzi na dziedziniec. Ci uciekali w takim popłochu, że tratowali siebie nawzajem, nikt nie zauważył, że potrącono malutką dziewczynkę która w bielutkiej sukieneczce leżała na ziemi, nie mając siły wstać. Przygwożdżeni do ściany ludzie szlochali i krzyczeli, widząc dziecko podnoszące się z ziemi i nadciągające demony. Jednak nikt się nie ruszył. Demony dotarły. Utworzono dziwny krąg: jednym łukiem były piekielne istoty, drugim ludzie z bijącymi sercami, zalewający się łzami, oparci o mury. W środku z ziemi wstała malutka dziewczynka. Potwory zaśmiały się szyderczo i poruszyły się. Z pomiędzy nich wypłynął nieduży, mały cień o czarnych, guzikowatych oczach. Sunął powoli, w stronę dziewczynki. Choć tak mały, i tak był od niej większy. 

Dziewczynka wybuchnęła płaczem i zachwiała się. Upadła. Mały cień płynął powolutku dalej, wyciągając ku niej rękę. Ludzie szlochali. Po dziecięcych policzkach płynęły gorące łzy, a twarzyczka była zaczerwieniona od płaczu. Jednak wyciągnęła drżącą rączkę przed siebie. Rączka niewinnego dziecka dotknęła lodowatej dłoni swego małego cienia. 

I wtedy zapłonęło niebo. Na chwilę, powiał lodowaty wicher, siekąc ludzkie twarze. Na chwilę. Istoty zniknęły. I nigdy nie wróciły. Do miasteczka wróciła miłość i dobroć. Lód, który otoczył serca ludzi został roztopiony. Każdy potrzebuje miłości, akceptacji – nawet lęk.

Niezwykła historia, prawda? Stoję na plaży. Woda spokojnie obmywa piasek. Za mną rozciąga się stary las, jeszcze dalej zaś na górze wznosi się kamienny zamek. Właśnie powiał silny, północny wiatr. 

Agnieszka Górska, I B

20 kwietnia 2014

Kiedy tato nie umie okazywać miłości

Niektóre książki przeznaczone dla dzieci lub młodzieży powinien przeczytać dorosły. Dlaczego? Jest kilka powodów. Aby wrócić do czasów dzieciństwa i odnaleźć w sobie wewnętrzne dziecko potrzebne nawet (a może zwłaszcza?) w dorosłym życiu. Aby zwrócić uwagę na inną od naszej perspektywę dziecka. Również po to, aby dostrzec różnice i podobieństwa w tym, jak dzieci odbierają świat dorosłych, włączając w to różne patologie. Poza tym książka dotycząca trudnych tematów, a adresowana do dzieci i młodzieży jest doskonałym punktem wyjścia do rozmów z nimi. 
Dlatego lekturą obowiązkową dla dorosłych i młodzieży jest Książka wszystkich rzeczy Guusa Kuijera. 

Głównym bohaterem jest Thomas, dziesięciolatek, w domu którego mieszka potwór. Tym potworem jest ojciec, który często wpada w złość i wyładowuje ją na żonie lub na synu. Co ciekawe, przemoc fizyczna nie obejmuje córki, starszej siostry Thomasa, małej kopii własnego ojca. 
Dom głównego bohatera stoi przy normalnej ulicy w normalnym mieście i kraju. Jednak kryje tajemnice, o których (co się okazuje później) wszystkim wiadomo, ale nikt głośno nic nie mówi. 

Wspólne wieczorne posiłki są punktem newralgicznym. To wówczas ojciec może wpaść w złość, która skończy się razami wymierzonymi żonie albo synowi. Emocje dziecka doskonale oddaje opis sytuacji. W takich momentach postacią centralną i największą staje się ojciec, który powoduje, że świat zamiera. A jako że książka opisuje losy rodziny głęboko wierzącej, bóg się smuci, aniołowie płaczą, a Thomas rozmawia z Jezusem, który nieco odbiega od utartego w wyobrażeniach wizerunku. 

Pojawia się w świecie chłopca dobra wróżka - nazywana przez dzieci z okolicy czarownicą. Jest nią sąsiadka, pani Van Amersfoort. Wprowadza Thomasa w świat książek, muzyki. Rozmawia z nim na wiele ważnych tematów. A gdy upewnia się, że w rodzinie jej małego sąsiada obecna jest przemoc, zaczyna działać... 

Ciekawą postacią jest Margot, siostra Thomasa. Z początku podobna do ojca, często podkręcająca awantury, ostatecznie staje po stronie brata i matki. Sposobem, w jaki ucina jedną z awantur, do złudzenia przypomina ojca. Czy Margot w przyszłości powieli postawę rodzica? 

Opowieść Kuijera zachwyca pod względem językowym. Rzeczą bardzo trudną jest napisać książkę o przemocy w rodzinie, w której język jest niezwykle poetycki, a zarazem dziecięcy. A to autorowi (a w przekładzie polskim również tłumaczowi) udało się doskonale. Od pierwszej strony bowiem czytelnik wnika w świat Thomasa i pozostaje w nim aż do ostatniego przeczytanego zdania. 

Książka wszystkich rzeczy jest opowieścią nie tylko o przemocy w rodzinie. Ale też o strachu przed okazywaniem uczuć, które w przekonaniu ojca świadczą o słabości. To piękna opowieść o tym, że odwaga może mieszkać w małej, z pozoru całkiem bezbronnej istocie. To w końcu rzecz o tym, jak ważna jest ludzka solidarność i niesienie pomocy oraz odejście od przekonania, że to co dzieje się w zaciszu czyjegoś domu, w nim pozostaje. To książka, która pozostawia w czytelniku ciszę. Lektura obowiązkowa.


Guus Kuijer, Książka wszystkich rzeczy, przeł. Jadwiga Jędryas, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2012.

18 kwietnia 2014

Uczennica poleca: John Green "Szukając Alaski"

Czytuję powieści dla młodzieży, bo jestem ciekawa, po jakie książki sięgają moi uczniowie. Czytuję, aby czasem zaproponować jakąś konkretną lekturę uczniowi w potrzebie czytelniczej. Kiedy sięgnęłam po Szukając Alaski Greena, okazało się, że jedna z uczennic również jest w trakcie lektury tej książki. Dlatego poprosiłam, aby napisała recenzję, którą przedstawiam poniżej. K.B.




Brak przyjaciół nie zawsze musi nam przeszkadzać w życiu. Czasami potrzebna jest samotność, żeby znaleźć sens egzystencji. W książce Johna Greena Szukając Alaski czytelnik poznaje problemy grupy młodych przyjaciół, którzy próbują odpowiedzieć na nurtujące każdego człowieka pytanie Jak żyć?.

Miles Halter,  który postanowił porzucić swoje dotychczasowe życie i wyruszyć na poszukiwanie "Wielkiego Być Może", nie spodziewa się odnaleźć swojej bratniej duszy. Jednak kiedy poznaje wystrzałową Alaskę, wszystko zaczyna kręcić się wokół niej. Bo kto by się oparł urokowi tajemniczej i pięknej dziewczyny? Razem z nią, Takumim, Pułkownikiem i Larą zgłębia tajemnice szkolnego życia w Culver Creek. Wycina różne numery oraz poznaje, co to znaczy mieć przyjaciół, przeżyć swoją pierwszą miłość. 

Miles, zwany również Kluchą, jest głównym bohaterem książki Johna Greena.  W szkole nie zaliczał się do uczniów popularnych a był raczej typem samotnika. Przez większą część czasu zajmował się swoim dosyć niezwykłym hobby... - zapamiętywaniem przedśmiertnych  słów różnych sławnych osób. Jest to młody chłopak, bez większych ambicji i celu w życiu. Zakompleksiony nastolatek, który postanawia wreszcie wziąć życie w swoje ręce. Alaska Young, szalona, ekscentryczna i bardzo pociągająca dziewczyna, owija sobie wokół palca Milesa i pokazuje mu swój świat. Papierosy, alkohol, potajemne schadzki... 

Akcja książki jest dynamiczna i wywołuje w czytelniku sprzeczne emocje. Tekst dzieli się na wydarzenia "Przed" i "Po". Podczas czytania Szukając Alaski cały czas zastanawiałam się, kiedy nastąpi ten punkt kulminacyjny? I gdy już miałam przewrócić kilka stron, żeby zobaczyć, co będzie dalej, w ostatniej chwili się powstrzymywałam. Po przeczytaniu powieści wiedziałam, że dobrze zrobiłam, ponieważ koniec zaskoczył mnie i lekko zszokował. 

Jest wiele książek o podobnej tematyce, jednak stojąc przed regałem w księgarni, moja ręka odruchowo powędrowała w jej stronę. Może dzięki okładce? Tego pewnie się nigdy nie dowiem, ale nie żałuję ani minuty spędzonej nad tą lekturą. Świat stworzony przez Johna Greena pochłonął mnie dogłębnie. Możemy natknąć się tam na problemy obecne w życiu każdego z nas. Bardzo wczułam się w bohaterów i odczuwałam to samo co oni - momenty euforii i smutku. 

Bardzo gorąco polecam książkę Szukając Alaski oraz wszystkie inne książki tego autora.


John Green, Szukając Alaski, przeł. A. Sak, wyd. Bukowy Las, Wrocław 2013.



Maja Hartung, I A