Moi Drodzy Uczniowie.
To mój ostatni wpis na polskowieniu. A przynajmniej ostatni dla Was - moich uczniów. Prawdę mówiąc, zakładając ten blog, nie sądziłam, że zacznie tak istnieć w naszym życiu szkolnym. Cieszę się jednak, że się udało.
Ale nie odciągajmy tego co nieuniknione, a mianowicie pożegnania. W rzeczywistości pożegnamy się w piątek, ale wiem z doświadczenia, że zabraknie słów, że zabraknie czasu na słowa.
Pierwszo i Drugoklasiści, byliście moimi pierwszymi uczniami – i zawsze nimi pozostaniecie. Zawsze też będę przechowywała wspomnienia o Was (tak jak przechowuję te o moich pierwszych kolonistach i tych następnych zresztą też).
Ten rok był wspaniały i trudny zarazem. Mam nadzieję, że Was czegoś nauczyłam. Może ta nauka przyjdzie do Was za kilka lat?
Musicie jednak wiedzieć, że i Wy mnie wielu rzeczy nauczyliście. Umocniliście mnie w pragnieniu bycia nauczycielem i w pragnieniu bycia lepszym pedagogiem. Umocniliście we mnie przekonanie, że nie wolno bać się przyznawać do błędów czy niewiedzy. I pamiętajcie o tym – jeśli czegoś nie wiecie, nie bójcie się do tego przyznać (chyba, że mieliście się tego nauczyć ;)). Pamiętajcie, że podejmując próby, zdobędziecie doświadczenie – wszędzie (w życiu, w szkole, w pracy).
Nauczyliście mnie też dystansu do siebie. Nauczyliście mnie śmiać się z Wami. Nauczyliście mnie, że muszę pokazywać kierunek Waszych dróg, wskazywać co jest dobre, a co niekoniecznie za takie uchodzi.
Język polski to specyficzny przedmiot. Wielu uważa, że jest nudny i wierzę, że i Was nie satysfakcjonuje czytanie utworów dawnych epok. Ale jak już mówiłam wiele razy na naszych zajęciach, to jest Wasza kultura, Wasza tradycja, Wasza historia. To jest Wasza tożsamość. I naturalne jest, że nie wszystko polubicie. Ale może choć niektórym coś z tych zajęć się spodobało. Może o czymś wspomnicie za kilka lat. A może wtedy, gdy Wasze dzieci będą narzekać na nauczyciela j. polskiego, Wy wspomnicie moją osobę i nasze lekcje? ;)
Niezmiernie cieszy mnie fakt, że czytacie. Będę miło wspominała listy Drugoklasistów do mnie, w których zachęcaliście mnie do przeczytania książki, oglądnięcia filmu lub przesłuchania muzyki. Wielu z Was podzieliło się ze mną swoim kawałkiem świata – i za to dziękuję.
Z Wami Drugoklasistami to też inna historia. Chyba Was bałam się najbardziej. W końcu miałam zastąpić znanego przez Was nauczyciela. I początki były trudne. A koniec.. tak trudno się z Wami rozstać. Jesteście fantastyczni – może niektórzy z Was potrzebują pokory, skromności, okrzesania. Ale mimo to jesteście wspaniali. Wszyscy bez wyjątku. Każdy z Was jest inny i to jest w Was piękne i ważne.
I Moje Kochane Pierwszaki… Cóż mam Wam powiedzieć? Że będzie mi Was brakowało? Będzie bardzo. Że będę tęsknić za Waszymi uśmiechami, żartami, rozmowami? Będę okrutnie tęskniła.
Jesteście moją pierwszą klasą jako wychowawcy – niespodziewanie i na chwilę, ale zawsze będziecie tymi pierwszymi. Tymi, którzy w moim sercu nauczyciela (tak, tak, pedagodzy też miewają serca ;)) na zawsze zostaną jako ci pierwsi i najdrożsi. Cieszę się, że mogliśmy być razem (prawie wszyscy) w Chmielnie. To będzie jedno z najpiękniejszych moich wspomnień jako nauczyciela. Cieszę się z naszych wyjść – do kina (ach, to rzucanie się śnieżkami ;)), do teatru, na plażę, na kulig. Walentynkowy spektakl (choć okupiony nerwami i początkowym szarpaniem się) był cudowny – Wy byliście cudowni. I tego też mi będzie brakowało.
A to co przygotowaliście z okazji moich urodzin... nawet nie potrafię opisać tych pozytywnych emocji, które we mnie wzbudziliście, które mi podarowaliście.
Początki wychowawcy były dla mnie trudne. Bywały chwile naprawdę ciężkie. Bywałam sfrustrowana. Zasmucona. Ale to też nauczyło mnie kilku ważnych rzeczy. A w ostatecznym rozrachunku i tak zostaje radość. Że mogłam Was poznać, że mogłam być choć przez ten rok Waszym wychowawcą i nauczycielem języka polskiego.
Moi Drodzy, daliście mi ogromną satysfakcję i radość. I jestem dzięki temu szczęśliwym człowiekiem. Ważne jest robić to, co się lubi i kocha. A ja dostałam w tym roku taką szansę.
Kochani, dziękuję Wam wszystkim. Za szansę, którą mi daliście. Za lekcje (szkolne i życiowe). Za uśmiechy, żarty, poprawianie nastroju, za trudne chwile.
Było mi bardzo miło być Waszym nauczycielem i wychowawcą Pierwszaków.
Mam nadzieję, że powiedzie Wam się w życiu. Że nie zapomnicie o tym, że zawsze ważny jest drugi człowiek, że ważne jest być sobą (co czasem wychodziło nam na lekcjach polskiego).
Dziękuję i do widzenia (może gdzieś na ulicach Trójmiasta?).
A póki co do zobaczenia jeszcze jutro, w czwartek i w piątek.
Ważne informacje i terminy
22 czerwca 2010
16 czerwca 2010
"Opium w rosole"
Witajcie. :)
Dziś z Pierwszakami zaczęliśmy omawiać "Opium w rosole" Małgorzaty Musierowicz i muszę przyznać, że to dla mnie wielka radość. :) Jak już Wam wyznałam, kocham całą "Jeżycjadę" i cieszę się, że mogę o jednej powieści z tego cyklu z Wami rozmawiać. Cieszy mnie też, że niektórzy (a właściwie niektóre i to mnie nie dziwi :)) z Was już sięgają po inne części czy przymierzają się, by sięgnąć. Myślę, że nie będziecie żałować.
Powieści Musierowicz są popularne i czytywane przez pokolenia tak naprawdę. Wśród moich znajomych są osoby, których babcie, mamy i córki czytają (czasem wręcz wyrywają sobie z rąk ;)) "Jeżycjadę".
Zachęcam więc Was do zanurzenia się w świat Borejków i ich przyjaciół. Tak jak powiedziałam - te książki zawsze są dobre do przeczytania, ale najlepiej działają na nas w złe, naprawdę paskudne dni. To powieści pełne ciepła, mądrości, humoru.
O tym, jak wiele emocji wywołują w czytelnikach (zapewne w większości są to czytelniczki) możecie przeczytać w jednym z artykułów, na który trafiłam dosłownie przed chwilą. Znajdziecie tam również informację o wykształceniu pisarki, ale też o prezentach, które robi osobom bliskim (a podarki związane są ściśle z "Jeżycjadą" :)).
Link do artykułu:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,7960875,Jezycjada__czyli_swiat_wedlug_Musierowicz.html?as=1&startsz=x
Do zobaczenia jutro. :)
Dziś z Pierwszakami zaczęliśmy omawiać "Opium w rosole" Małgorzaty Musierowicz i muszę przyznać, że to dla mnie wielka radość. :) Jak już Wam wyznałam, kocham całą "Jeżycjadę" i cieszę się, że mogę o jednej powieści z tego cyklu z Wami rozmawiać. Cieszy mnie też, że niektórzy (a właściwie niektóre i to mnie nie dziwi :)) z Was już sięgają po inne części czy przymierzają się, by sięgnąć. Myślę, że nie będziecie żałować.
Powieści Musierowicz są popularne i czytywane przez pokolenia tak naprawdę. Wśród moich znajomych są osoby, których babcie, mamy i córki czytają (czasem wręcz wyrywają sobie z rąk ;)) "Jeżycjadę".
Zachęcam więc Was do zanurzenia się w świat Borejków i ich przyjaciół. Tak jak powiedziałam - te książki zawsze są dobre do przeczytania, ale najlepiej działają na nas w złe, naprawdę paskudne dni. To powieści pełne ciepła, mądrości, humoru.
O tym, jak wiele emocji wywołują w czytelnikach (zapewne w większości są to czytelniczki) możecie przeczytać w jednym z artykułów, na który trafiłam dosłownie przed chwilą. Znajdziecie tam również informację o wykształceniu pisarki, ale też o prezentach, które robi osobom bliskim (a podarki związane są ściśle z "Jeżycjadą" :)).
Link do artykułu:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,7960875,Jezycjada__czyli_swiat_wedlug_Musierowicz.html?as=1&startsz=x
Do zobaczenia jutro. :)
9 czerwca 2010
Uśmiech, proszę :)
"[...] uśmiech bywa aktem męstwa, smutek to słabość i postawa zbyt wygodna. Być radosnym i dobrym, kiedy świat jest smutny i zły, to mi dopiero odwaga."
Słowa pochodzą z "Opium w rosole" M. Musierowicz i utkwiły mi w pamięci przy niedawnym odświeżaniu lektury. Pomimo że rozpoczęłam w tonie lekcyjnym, to wcale o lekcjach dzisiejszy wpis nie będzie traktował.
Dziś będzie trochę o postrzeganiu świata - piękna otaczającego nas świata. Dostrzegacie je? W niebieskim niebie, słońcu prześwitującym przez liście pobliskich drzew? W uśmiechających się nieznajomych? (Istnieją tacy! :))
Widzicie, lekcje polskiego to nie tylko nauka zawiłości gramatycznych, to nie tylko analiza i interpretacja wierszy. Myślę, że jakkolwiek to trywialnie zabrzmi - lekcje polskiego to też nauka życia, postrzegania świata, ludzi, siebie.
Kiedy omawialiśmy "Małego Księcia" Maks zapytał mnie, czy zachwycam się zachodami słońca. Powiedziałam, że tak. Zachwycam się też wschodami i w tamtych dniach miałam spotkanie z nieznajomym, który przy mnie (a właściwie do mnie) zachwycił się jednym ze wschodów słońca. To, że istnieją ludzie wrażliwi na piękno świata oznacza, że na Waszej, mojej drodze stają ludzie widzący więcej niż czubek własnego nosa. A to jest bardzo ważne. I mam nadzieję, że choć niektórzy z Was za kilkadziesiąt lat uśmiechną się ot tak do nieznajomego na ulicy, spojrzą w niebo, zachwycą się zachodem lub wschodem słońca.
Świat jest piękny - o ile dbamy o to, by taki był. I teraz dopiero zaczynam rozumieć, co miała na myśli pewna osoba, która zawsze mi mówiła (w trudnych chwilach), że mam się mimo wszystko uśmiechać.
Życzę dużo uśmiechu :)
A Pierwszakom jeszcze raz dziękuję za przepiękną chwilę. Sprawiliście, że wracając do domu, całą drogę się uśmiechałam. :) :) :) :)
Słowa pochodzą z "Opium w rosole" M. Musierowicz i utkwiły mi w pamięci przy niedawnym odświeżaniu lektury. Pomimo że rozpoczęłam w tonie lekcyjnym, to wcale o lekcjach dzisiejszy wpis nie będzie traktował.
Dziś będzie trochę o postrzeganiu świata - piękna otaczającego nas świata. Dostrzegacie je? W niebieskim niebie, słońcu prześwitującym przez liście pobliskich drzew? W uśmiechających się nieznajomych? (Istnieją tacy! :))
Widzicie, lekcje polskiego to nie tylko nauka zawiłości gramatycznych, to nie tylko analiza i interpretacja wierszy. Myślę, że jakkolwiek to trywialnie zabrzmi - lekcje polskiego to też nauka życia, postrzegania świata, ludzi, siebie.
Kiedy omawialiśmy "Małego Księcia" Maks zapytał mnie, czy zachwycam się zachodami słońca. Powiedziałam, że tak. Zachwycam się też wschodami i w tamtych dniach miałam spotkanie z nieznajomym, który przy mnie (a właściwie do mnie) zachwycił się jednym ze wschodów słońca. To, że istnieją ludzie wrażliwi na piękno świata oznacza, że na Waszej, mojej drodze stają ludzie widzący więcej niż czubek własnego nosa. A to jest bardzo ważne. I mam nadzieję, że choć niektórzy z Was za kilkadziesiąt lat uśmiechną się ot tak do nieznajomego na ulicy, spojrzą w niebo, zachwycą się zachodem lub wschodem słońca.
Świat jest piękny - o ile dbamy o to, by taki był. I teraz dopiero zaczynam rozumieć, co miała na myśli pewna osoba, która zawsze mi mówiła (w trudnych chwilach), że mam się mimo wszystko uśmiechać.
Życzę dużo uśmiechu :)
A Pierwszakom jeszcze raz dziękuję za przepiękną chwilę. Sprawiliście, że wracając do domu, całą drogę się uśmiechałam. :) :) :) :)
31 maja 2010
inspiracje literaturą w muzyce
Witajcie Moi Drodzy.
Dziś o czymś, co bezpośrednio nie ma związku z lekcjami. Już kiedyś pisałam Wam o muzyce. Ostatnio przesłuchuję nowy album zespołu Lao Che. Jest tu jeden utwór nawiązujący do wydarzenia z "Mistrza i Małgorzaty" Bułhakowa. A: "Życie jest jak tramwaj, trzeba wiedzieć kiedy wysiąść" to słowa Hemingwaya.
Cała płyta zresztą ma w sobie wiele znaczeń, sensów. Poprzednie płyty tego zespołu również zaskakiwały bogactwem treści. Nie wiem, czy ktokolwiek z Was słuchał utworów tej grupy? W każdym razie polecam. Wychodzę z założenia, że warto poznawać nowe. :)
Osobiście lubię tego typu smaczki w muzyce - nawiązania do literatury i nie tylko. A Wy? Czy ważne jest dla Was, by utwór muzyczny był o czymś?
A tu zamieszczam dla Was teledysk wspominanego utworu:
Przypominam Drugoklasistom o sprawdzianie w środę z gramatyki.
Dziś o czymś, co bezpośrednio nie ma związku z lekcjami. Już kiedyś pisałam Wam o muzyce. Ostatnio przesłuchuję nowy album zespołu Lao Che. Jest tu jeden utwór nawiązujący do wydarzenia z "Mistrza i Małgorzaty" Bułhakowa. A: "Życie jest jak tramwaj, trzeba wiedzieć kiedy wysiąść" to słowa Hemingwaya.
Cała płyta zresztą ma w sobie wiele znaczeń, sensów. Poprzednie płyty tego zespołu również zaskakiwały bogactwem treści. Nie wiem, czy ktokolwiek z Was słuchał utworów tej grupy? W każdym razie polecam. Wychodzę z założenia, że warto poznawać nowe. :)
Osobiście lubię tego typu smaczki w muzyce - nawiązania do literatury i nie tylko. A Wy? Czy ważne jest dla Was, by utwór muzyczny był o czymś?
A tu zamieszczam dla Was teledysk wspominanego utworu:
Przypominam Drugoklasistom o sprawdzianie w środę z gramatyki.
18 maja 2010
tatrzańskie wariacje
Witajcie Drugoklasiści.
Moi Pierwszoklasiści dziś wyjeżdżają - jeszcze raz udanej wycieczki! :) I dziękuję Wam za wczoraj. Kolejna przemiła chwila warta zapamiętania. :)
Nie wiem czy wiecie, ale jedną z moich miłości są Tatry. Dlatego cieszę się, że z Wami, Drugoklasiści, mogę omawiać Młodą Polskę. W końcu to w tej epoce wzrosło zainteresowanie Tatrami. Wczoraj omówiliśmy cykl "Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach". Możliwe, że zauważyliście w podręczniku tylko jeden z sonetów. Chciałam, abyście mogli przeczytać i zinterpretować całość. Dzięki temu zobaczyliście więcej. Mam nadzieję, że teraz zrozumiecie na czym polega symbolizm, impresjonizm w młodopolskiej poezji (i dzięki temu w liceum będzie Wam łatwiej interpretować wiersze tej epoki).
A dziś w nawiązaniu do Tatr chciałabym podzielić się z Wami innym utworem. Jakiś czas temu przeczytałam wiersz Juliana Przybosia - poety awangardy krakowskiej (czasowo epokę dalej niż Młoda Polska). Utwór, moim zdaniem, piękny i przybosiowy na wskroś. Roi się w nim od metafor (co charakterystyczne dla tego poety) i oksymoronów. Dodatkowo robi wrażenie fakt, że wiersz został napisany po tragicznej śmierci narzeczonej Przybosia. Oto on:
Z Tatr
Pamięci taterniczki, która zginęła na Zamarłej Turni
Słyszę:
Kamienuje tę przestrzeń niewybuchły huk skał.
To – wrzask wody obdzieranej siklawą z łożyska
i
gromobicie ciszy.
Ten świat, wzburzony przestraszonym spojrzeniem,
uciszę,
lecz –
Nie pomieszczę twojej śmierci w granitowej trumnie Tatr.
To zgrzyt
czekana,
okrzesany z echa,
to tylko cały twój świat
skurczony w mojej garści na obrywie głazu;
to – gwałtownym uderzeniem serca powalony szczyt.
Na rozpacz – jakże go mało!
A groza – wygórowana!
Jak lekko
turnię zawisłą na rękach
utrzymać,
i nie paść,
gdy
w oczach przewraca się obnażona ziemia
do góry dnem krajobrazu, niebo strącając w przepaść!
Jak cicho
w zatrzaśniętej pięści pochować Zamarłą.
Równanie serca, 1938
Mam świadomość, że niewielu z Was zobaczy w tym utworze coś fascynującego. Dla mnie - polonisty - gra słów w powiązaniu z wydarzeniami na Zamarłej Turni działa na wyobraźnię, przenika do duszy. Ponadto na mnie - miłośniku Tatr - wiersz wywołuje jeszcze większe wrażenie. Będąc w górach często odczuwam swoją małość - małość człowieka - wobec takiej potęgi jak natura, góry. Ten wiersz również to obrazuje poprzez opis sytuacji. Początkowe słowa - opis krajobrazu wprowadza czytelnika przecież w dramat ("gromobicie ciszy") Taterniczka wspinając się na Zamarłą popełniła prawdopodobnie błąd. Zwróćcie uwagę na te słowa: "to tylko twój świat skurczony w mojej garści na obrywie głazu". Groza sytuacji - "tylko" czy "aż" jej świat? Myślę, że w odniesieniu do potęgi gór - tylko; w odniesieniu do życia - aż. Śmierć kobiety nie zostanie jednak pomieszczona przez Tatry, mówi podmiot liryczny - potęga gór nie umniejsza śmierci człowieka. Myślę, że jeszcze bardziej ją wyostrza, zaznacza kruchość życia.
Moment spadania taterniczki został spisany, według mnie, po mistrzowsku. Chociażby "gwałtownym uderzeniem serca powalony szczyt". Przyspieszony rytm serca, kiedy kobieta zrozumiała, że spada: "na rozpacz - jakże go mało!" Jednocześnie podmiot liryczny i taterniczka wiedzą, że nie da się przytrzymać rękami turni.
Piękną dwuznaczność zawarł poeta również w ostatnich dwóch wersach: "Jak cicho/w zatrzaśniętej pięści pochować Zamarłą". Zobaczcie, Moi Drodzy, jak Przyboś mistrzowsko przekazuje maksimum w minimum (to też dla jego twórczości jest charakterystyczne). Zatrzaśnięta pięść to nic innego jak wyraz bezsilności, złości, żalu po stracie bliskiej osoby. To znów ukazanie niemożności pogodzenia się ze śmiercią - nie da się przejść nad takim wydarzeniem do porządku dziennego.
Celowo wybrałam ten wiersz. Nie tylko ze względu na to, że go uwielbiam. ;) Po tetmajerowskich i kasprowiczowych opisach krajobrazu górskiego, możecie zobaczyć całkiem inną stronę Tatr. Poeci młodopolscy szukali w górach schronienia, spokoju. Przyboś pokazuje inne oblicze Tatr: są niebezpieczne, groźne, mogą wywołać dramat w życiu ludzi.
Napisałam Wam, że wiersz oparty jest na wydarzeniach rzeczywistych. Zadanie na 4 punkty: Proszę napisać o kim jest ten wiersz? O jakim konkretnie wydarzeniu Przyboś napisał? Kto towarzyszył tej taterniczce? Kim były te osoby? Co chciały osiągnąć?
Na odpowiedzi czekam do 25.05.2010r., czyli do poniedziałku. Elektronicznie lub tradycyjnie.
Prace dłuższe dla chętnych związane z przybosiowym utworem:
1) Na podstawie wiersza "Z Tatr" opis przeżyć wewnętrznych taterniczki.
2) Jakie uczucia wywołuje we mnie utwór "Z Tatr"? - refleksje o potędze gór
Uwaga: Prace te to nie 5 zdań. Poniżej 20 zdań nie sprawdzam.
Termin: 04.06.2010r. - piątek
Moi Pierwszoklasiści dziś wyjeżdżają - jeszcze raz udanej wycieczki! :) I dziękuję Wam za wczoraj. Kolejna przemiła chwila warta zapamiętania. :)
Nie wiem czy wiecie, ale jedną z moich miłości są Tatry. Dlatego cieszę się, że z Wami, Drugoklasiści, mogę omawiać Młodą Polskę. W końcu to w tej epoce wzrosło zainteresowanie Tatrami. Wczoraj omówiliśmy cykl "Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach". Możliwe, że zauważyliście w podręczniku tylko jeden z sonetów. Chciałam, abyście mogli przeczytać i zinterpretować całość. Dzięki temu zobaczyliście więcej. Mam nadzieję, że teraz zrozumiecie na czym polega symbolizm, impresjonizm w młodopolskiej poezji (i dzięki temu w liceum będzie Wam łatwiej interpretować wiersze tej epoki).
A dziś w nawiązaniu do Tatr chciałabym podzielić się z Wami innym utworem. Jakiś czas temu przeczytałam wiersz Juliana Przybosia - poety awangardy krakowskiej (czasowo epokę dalej niż Młoda Polska). Utwór, moim zdaniem, piękny i przybosiowy na wskroś. Roi się w nim od metafor (co charakterystyczne dla tego poety) i oksymoronów. Dodatkowo robi wrażenie fakt, że wiersz został napisany po tragicznej śmierci narzeczonej Przybosia. Oto on:
Z Tatr
Pamięci taterniczki, która zginęła na Zamarłej Turni
Słyszę:
Kamienuje tę przestrzeń niewybuchły huk skał.
To – wrzask wody obdzieranej siklawą z łożyska
i
gromobicie ciszy.
Ten świat, wzburzony przestraszonym spojrzeniem,
uciszę,
lecz –
Nie pomieszczę twojej śmierci w granitowej trumnie Tatr.
To zgrzyt
czekana,
okrzesany z echa,
to tylko cały twój świat
skurczony w mojej garści na obrywie głazu;
to – gwałtownym uderzeniem serca powalony szczyt.
Na rozpacz – jakże go mało!
A groza – wygórowana!
Jak lekko
turnię zawisłą na rękach
utrzymać,
i nie paść,
gdy
w oczach przewraca się obnażona ziemia
do góry dnem krajobrazu, niebo strącając w przepaść!
Jak cicho
w zatrzaśniętej pięści pochować Zamarłą.
Równanie serca, 1938
Mam świadomość, że niewielu z Was zobaczy w tym utworze coś fascynującego. Dla mnie - polonisty - gra słów w powiązaniu z wydarzeniami na Zamarłej Turni działa na wyobraźnię, przenika do duszy. Ponadto na mnie - miłośniku Tatr - wiersz wywołuje jeszcze większe wrażenie. Będąc w górach często odczuwam swoją małość - małość człowieka - wobec takiej potęgi jak natura, góry. Ten wiersz również to obrazuje poprzez opis sytuacji. Początkowe słowa - opis krajobrazu wprowadza czytelnika przecież w dramat ("gromobicie ciszy") Taterniczka wspinając się na Zamarłą popełniła prawdopodobnie błąd. Zwróćcie uwagę na te słowa: "to tylko twój świat skurczony w mojej garści na obrywie głazu". Groza sytuacji - "tylko" czy "aż" jej świat? Myślę, że w odniesieniu do potęgi gór - tylko; w odniesieniu do życia - aż. Śmierć kobiety nie zostanie jednak pomieszczona przez Tatry, mówi podmiot liryczny - potęga gór nie umniejsza śmierci człowieka. Myślę, że jeszcze bardziej ją wyostrza, zaznacza kruchość życia.
Moment spadania taterniczki został spisany, według mnie, po mistrzowsku. Chociażby "gwałtownym uderzeniem serca powalony szczyt". Przyspieszony rytm serca, kiedy kobieta zrozumiała, że spada: "na rozpacz - jakże go mało!" Jednocześnie podmiot liryczny i taterniczka wiedzą, że nie da się przytrzymać rękami turni.
Piękną dwuznaczność zawarł poeta również w ostatnich dwóch wersach: "Jak cicho/w zatrzaśniętej pięści pochować Zamarłą". Zobaczcie, Moi Drodzy, jak Przyboś mistrzowsko przekazuje maksimum w minimum (to też dla jego twórczości jest charakterystyczne). Zatrzaśnięta pięść to nic innego jak wyraz bezsilności, złości, żalu po stracie bliskiej osoby. To znów ukazanie niemożności pogodzenia się ze śmiercią - nie da się przejść nad takim wydarzeniem do porządku dziennego.
Celowo wybrałam ten wiersz. Nie tylko ze względu na to, że go uwielbiam. ;) Po tetmajerowskich i kasprowiczowych opisach krajobrazu górskiego, możecie zobaczyć całkiem inną stronę Tatr. Poeci młodopolscy szukali w górach schronienia, spokoju. Przyboś pokazuje inne oblicze Tatr: są niebezpieczne, groźne, mogą wywołać dramat w życiu ludzi.
Napisałam Wam, że wiersz oparty jest na wydarzeniach rzeczywistych. Zadanie na 4 punkty: Proszę napisać o kim jest ten wiersz? O jakim konkretnie wydarzeniu Przyboś napisał? Kto towarzyszył tej taterniczce? Kim były te osoby? Co chciały osiągnąć?
Na odpowiedzi czekam do 25.05.2010r., czyli do poniedziałku. Elektronicznie lub tradycyjnie.
Prace dłuższe dla chętnych związane z przybosiowym utworem:
1) Na podstawie wiersza "Z Tatr" opis przeżyć wewnętrznych taterniczki.
2) Jakie uczucia wywołuje we mnie utwór "Z Tatr"? - refleksje o potędze gór
Uwaga: Prace te to nie 5 zdań. Poniżej 20 zdań nie sprawdzam.
Termin: 04.06.2010r. - piątek
12 maja 2010
"Skąpiec" - podsumowanie
Dobry wieczór Pierwszoklasiści.
Prawdę mówiąc coraz trudniej mi tutaj pisać - bo każdy post zbliża nas do pożegnania. Ale taki już nasz człowieczy los, że zawsze coś lub kogoś trzeba żegnać (parafrazując Musierowicz).
Dziś skończyliśmy omawiać "Skąpca" Moliera. Sztukę znaną - nawet jeśli ktoś nie pamięta szczegółów, to na pewno coś kojarzy. Myślę, że Wy będziecie bardziej świadomi. ;)
Ten francuski komediopisarz użył bowiem dość prostej intrygi, wątków do ukazania i ośmieszenia jednej wady - skąpstwa. Sam Harpagon jest o tyle ważny, o ile mamy na myśli jego cechę. Wszystko co dotyczy tego bohatera jest powiązane ze skąpstwem. Pozostali bohaterowie są po to, by zilustrować wadę Harpagona. "Skąpiec" należy do komedii charakterów - a więc takich, w których pewien typ osobowości zostaje ukazany w sposób przejaskrawiony, wyolbrzymiony.
Powiedzieliśmy sobie, że Molier moralizuje. Moralizm jego opiera się na komizmie, a ten z kolei wynika z kreacji Harpagona. To właśnie skąpstwo bohatera (i jego skutki) wywołuje (lub wywoływać powinno) śmiech. (Przeczytajcie chociażby jeszcze raz rozmowę Harpagona z Walerym - gdy jeden mówi o szkatułce, a drugi o Elizie.) Jednak jest to śmiech specyficzny, gorzki - bo zmuszający do przemyślenia tego, z czego się śmiejemy. Jak napisał Boy-Żeleński: "Śmiech ten płynie z podłoża rozumu i służy celom rozumu, jest jego najużyteczniejszą i najsprawniejszą bronią. Komizm Moliera, jak inne jego właściwości, cechuje prawda i głębia." (Tadeusz Boy-Żeleński, Szkice o literaturze francuskiej, t. 1, s. 220-221).
Jutro ćwiczymy się w tworzeniu wykresów zdań pojedynczych. Proszę przypomnieć sobie części zdania!
Do zobaczenia i spokojnego wieczoru.
Prawdę mówiąc coraz trudniej mi tutaj pisać - bo każdy post zbliża nas do pożegnania. Ale taki już nasz człowieczy los, że zawsze coś lub kogoś trzeba żegnać (parafrazując Musierowicz).
Dziś skończyliśmy omawiać "Skąpca" Moliera. Sztukę znaną - nawet jeśli ktoś nie pamięta szczegółów, to na pewno coś kojarzy. Myślę, że Wy będziecie bardziej świadomi. ;)
Ten francuski komediopisarz użył bowiem dość prostej intrygi, wątków do ukazania i ośmieszenia jednej wady - skąpstwa. Sam Harpagon jest o tyle ważny, o ile mamy na myśli jego cechę. Wszystko co dotyczy tego bohatera jest powiązane ze skąpstwem. Pozostali bohaterowie są po to, by zilustrować wadę Harpagona. "Skąpiec" należy do komedii charakterów - a więc takich, w których pewien typ osobowości zostaje ukazany w sposób przejaskrawiony, wyolbrzymiony.
Powiedzieliśmy sobie, że Molier moralizuje. Moralizm jego opiera się na komizmie, a ten z kolei wynika z kreacji Harpagona. To właśnie skąpstwo bohatera (i jego skutki) wywołuje (lub wywoływać powinno) śmiech. (Przeczytajcie chociażby jeszcze raz rozmowę Harpagona z Walerym - gdy jeden mówi o szkatułce, a drugi o Elizie.) Jednak jest to śmiech specyficzny, gorzki - bo zmuszający do przemyślenia tego, z czego się śmiejemy. Jak napisał Boy-Żeleński: "Śmiech ten płynie z podłoża rozumu i służy celom rozumu, jest jego najużyteczniejszą i najsprawniejszą bronią. Komizm Moliera, jak inne jego właściwości, cechuje prawda i głębia." (Tadeusz Boy-Żeleński, Szkice o literaturze francuskiej, t. 1, s. 220-221).
Jutro ćwiczymy się w tworzeniu wykresów zdań pojedynczych. Proszę przypomnieć sobie części zdania!
Do zobaczenia i spokojnego wieczoru.
29 kwietnia 2010
"Syzyfowe prace" - podsumowanie
Drodzy Drugoklasiści.
Dziś właściwie skończyliśmy omawianie powieści Żeromskiego. Jutro do końca obejrzymy film. Już może się zorientowaliście, że ekranizacja kładzie nacisk na rusyfikację. Na lekcji dużo o tym sobie powiedzieliśmy. Mam nadzieję, że choć część tego zostanie w Waszych głowach. A może skłoni do pewnych refleksji?
Dla chętnych praca dodatkowa: Ekranizacja "Syzyfowych prac" pomogła mi w zrozumieniu problemów przedstawionych w powieści - rozprawka. Termin oddania: 19.05.2010r.
Ale "Syzyfowe prace" to również opowieść o doświadczeniu pierwszej miłości, młodzieńczego zauroczenia, młodzieńczej fascynacji. Uczucia tego doświadcza Marcin Borowicz. Dostrzega Birutę i od tej pory świat zaczyna kręcić się wokół tej dziewczyny. A raczej wokół zabiegów zmierzających do spotkania Anny Stogowskiej. I zauważcie, że nie jest to łatwe - nasz bohater nie zamienia z dziewczyną ani słowa. Wyznanie uczuć następuje wzrokowo. Biruta wówczas odchodzi, ale po kilku dniach wraca do parku. I odwzajemnia tę pierwszą miłość również spojrzeniem: "Oczy Biruty zwyciężone i bezwładne przywitały miłosne wejrzenie. Na ustach jej błąkał się uśmiech niewypowiedziany: ni to strach, ni wstyd, ni rozpacz...". Pamiętajmy obietnicę daną samej sobie przez Birutę - żadnej miłości, żadnego męża, by nie dzielić losu matki.
Miłość Borowicza jest niespełniona. Nie ma wspólnych spacerów, rozmów. Anna Stogowska wyjeżdża, a o jej wyjeździe Borowicz dowiaduje się kilka tygodni później - nie ma więc nawet pożegnania.
Czy gdyby Biruta została w Klerykowie, to miłość ta byłaby spełniona? Odpowiedź dla chętnych z uzasadnieniem Waszej opinii. (Najlepsze rozważania mogą zostać ocenione nawet na 5 punktów) Czas: do 12.05.2010r. Droga elektroniczna lub tradycyjna (kartka).
Do zobaczenia jutro.
Dziś właściwie skończyliśmy omawianie powieści Żeromskiego. Jutro do końca obejrzymy film. Już może się zorientowaliście, że ekranizacja kładzie nacisk na rusyfikację. Na lekcji dużo o tym sobie powiedzieliśmy. Mam nadzieję, że choć część tego zostanie w Waszych głowach. A może skłoni do pewnych refleksji?
Dla chętnych praca dodatkowa: Ekranizacja "Syzyfowych prac" pomogła mi w zrozumieniu problemów przedstawionych w powieści - rozprawka. Termin oddania: 19.05.2010r.
Ale "Syzyfowe prace" to również opowieść o doświadczeniu pierwszej miłości, młodzieńczego zauroczenia, młodzieńczej fascynacji. Uczucia tego doświadcza Marcin Borowicz. Dostrzega Birutę i od tej pory świat zaczyna kręcić się wokół tej dziewczyny. A raczej wokół zabiegów zmierzających do spotkania Anny Stogowskiej. I zauważcie, że nie jest to łatwe - nasz bohater nie zamienia z dziewczyną ani słowa. Wyznanie uczuć następuje wzrokowo. Biruta wówczas odchodzi, ale po kilku dniach wraca do parku. I odwzajemnia tę pierwszą miłość również spojrzeniem: "Oczy Biruty zwyciężone i bezwładne przywitały miłosne wejrzenie. Na ustach jej błąkał się uśmiech niewypowiedziany: ni to strach, ni wstyd, ni rozpacz...". Pamiętajmy obietnicę daną samej sobie przez Birutę - żadnej miłości, żadnego męża, by nie dzielić losu matki.
Miłość Borowicza jest niespełniona. Nie ma wspólnych spacerów, rozmów. Anna Stogowska wyjeżdża, a o jej wyjeździe Borowicz dowiaduje się kilka tygodni później - nie ma więc nawet pożegnania.
Czy gdyby Biruta została w Klerykowie, to miłość ta byłaby spełniona? Odpowiedź dla chętnych z uzasadnieniem Waszej opinii. (Najlepsze rozważania mogą zostać ocenione nawet na 5 punktów) Czas: do 12.05.2010r. Droga elektroniczna lub tradycyjna (kartka).
Do zobaczenia jutro.
Subskrybuj:
Posty (Atom)