Ważne informacje i terminy



18 kwietnia 2014

Uczennica poleca: John Green "Szukając Alaski"

Czytuję powieści dla młodzieży, bo jestem ciekawa, po jakie książki sięgają moi uczniowie. Czytuję, aby czasem zaproponować jakąś konkretną lekturę uczniowi w potrzebie czytelniczej. Kiedy sięgnęłam po Szukając Alaski Greena, okazało się, że jedna z uczennic również jest w trakcie lektury tej książki. Dlatego poprosiłam, aby napisała recenzję, którą przedstawiam poniżej. K.B.




Brak przyjaciół nie zawsze musi nam przeszkadzać w życiu. Czasami potrzebna jest samotność, żeby znaleźć sens egzystencji. W książce Johna Greena Szukając Alaski czytelnik poznaje problemy grupy młodych przyjaciół, którzy próbują odpowiedzieć na nurtujące każdego człowieka pytanie Jak żyć?.

Miles Halter,  który postanowił porzucić swoje dotychczasowe życie i wyruszyć na poszukiwanie "Wielkiego Być Może", nie spodziewa się odnaleźć swojej bratniej duszy. Jednak kiedy poznaje wystrzałową Alaskę, wszystko zaczyna kręcić się wokół niej. Bo kto by się oparł urokowi tajemniczej i pięknej dziewczyny? Razem z nią, Takumim, Pułkownikiem i Larą zgłębia tajemnice szkolnego życia w Culver Creek. Wycina różne numery oraz poznaje, co to znaczy mieć przyjaciół, przeżyć swoją pierwszą miłość. 

Miles, zwany również Kluchą, jest głównym bohaterem książki Johna Greena.  W szkole nie zaliczał się do uczniów popularnych a był raczej typem samotnika. Przez większą część czasu zajmował się swoim dosyć niezwykłym hobby... - zapamiętywaniem przedśmiertnych  słów różnych sławnych osób. Jest to młody chłopak, bez większych ambicji i celu w życiu. Zakompleksiony nastolatek, który postanawia wreszcie wziąć życie w swoje ręce. Alaska Young, szalona, ekscentryczna i bardzo pociągająca dziewczyna, owija sobie wokół palca Milesa i pokazuje mu swój świat. Papierosy, alkohol, potajemne schadzki... 

Akcja książki jest dynamiczna i wywołuje w czytelniku sprzeczne emocje. Tekst dzieli się na wydarzenia "Przed" i "Po". Podczas czytania Szukając Alaski cały czas zastanawiałam się, kiedy nastąpi ten punkt kulminacyjny? I gdy już miałam przewrócić kilka stron, żeby zobaczyć, co będzie dalej, w ostatniej chwili się powstrzymywałam. Po przeczytaniu powieści wiedziałam, że dobrze zrobiłam, ponieważ koniec zaskoczył mnie i lekko zszokował. 

Jest wiele książek o podobnej tematyce, jednak stojąc przed regałem w księgarni, moja ręka odruchowo powędrowała w jej stronę. Może dzięki okładce? Tego pewnie się nigdy nie dowiem, ale nie żałuję ani minuty spędzonej nad tą lekturą. Świat stworzony przez Johna Greena pochłonął mnie dogłębnie. Możemy natknąć się tam na problemy obecne w życiu każdego z nas. Bardzo wczułam się w bohaterów i odczuwałam to samo co oni - momenty euforii i smutku. 

Bardzo gorąco polecam książkę Szukając Alaski oraz wszystkie inne książki tego autora.


John Green, Szukając Alaski, przeł. A. Sak, wyd. Bukowy Las, Wrocław 2013.



Maja Hartung, I A

8 kwietnia 2014

Rozmowy o motywacji i marzeniach

Na kółku dziennikarskim podejmujemy się rozmów na różne tematy. Część z nich później zostaje spisana i powstają ciekawe teksty. Część dojrzewa do tego, by kiedyś zostać spisanymi. Niedawno obejrzeliśmy filmik, który był punktem wyjścia do rozmowy o motywacji i sensie marzeń. Poniższy tekst jest efektem godzinnej rozmowy na pięć par rąk. Ciekawe doświadczenie - pracować w jednym dokumencie w tym samym czasie.
"Fragmencie" Pysiaków, dziękuję. ;) A czytaczy zapraszam do lektury.
K.B.

Pani Ka.: Co to jest motywacja?


Dominik: Moim zdaniem to siła, która zachęca nas do zrobienia czegoś, np.:do wspięcia się na szczyt góry.


Kuba: Moim zdaniem motywacja to moc wiary w siebie.


Agnieszka: Motywacja to siła, ale nie tylko. Źródło motywacji  może być samą motywacją - gdy mowa np. o osobie, która jest naszą siłą. Ta osoba niekoniecznie musi o tym wiedzieć.


Pani Ka.: Skąd ją czerpać?
Dominik: Z filmów, z książek, od taty ( od ludzi ), z internetu, z własnych przeżyć.


Kuba: Motywację można czerpać z filmów i od ludzi, którzy dużo w życiu osiągnęli, np. Steve Jobs.

Agnieszka: Moim zdaniem, z życia codziennego.  Uważam, że najlepszą motywacją może być druga osoba lub cele wyznaczone względem siebie.

Pani Ka.: W jaki sposób pomagają filmy motywacyjne? Czy treść, jaką przekazują nie jest zbyt oczywista?


Kuba: Filmy motywacyjne przekazują oczywistą treść, ale właśnie dlatego bardzo pomagają ludziom, którzy tego potrzebują.


Dominik: Nie jest, a pomagają nam nie tylko filmy,  ale również ludzie, muzyka i przemowy.


Pani Ka: Czy to nie jest tak, że siły i wiary w siebie i w swoje możliwości nie odnajdziemy w drugim człowieku? Bo najpierw trzeba poszukać pewności siebie w sobie samym.


Dominik: Tak jest, najpierw trzeba się przełamać, a dopiero potem można iść do innych po więcej siły i motywacji.


Kuba: Najlepiej jest znaleźć osobę, która osiągnęła w życiu bardzo dużo i słuchać jej rad. To bardzo motywuje.


Julka: Moim zdaniem motywacja to coś, do czego potrzebna jest więcej niż jedna osoba. Potrzebne są osoby, które będą wierzyć, że nam się uda. Potrzebny jest też oczywiście powód. Nie musi być jakoś szczególnie istotny dla otoczenia. Wystarczy, że będzie ważny dla nas. Potrzebna jest wewnętrzna siła, szacunek i akceptacja samego siebie. Od tego trzeba zacząć.


Agnieszka: Tej siły przede wszystkim trzeba szukać w sobie. Zrozumienie, pokochanie i szanowanie siebie - to najtrudniejsze rzeczy, których ludzie często nie potrafią osiągnąć. Ale inni mogą nas wspomóc.


Pani Ka.: A jak jest z wiarą w siebie i z marzeniami? Czy s ą ze sobą ściśle powiązane? Czy istnieje jakaś granica marzeń?


Dominik: Nie ma granic, jeśli chodzi o marzenia, tylko niektórych nie da się spełnić.


Julka: Marzenia to najpiękniejsza rzecz, jaka istnieje w życiu.Tylko je można mieć zawsze i wszędzie.


Pani Ka.: W takim razie, czy należy brnąć w niektóre? W te niemożliwe do spełnienia?


Kuba: Należy starać się spełnić wszystkie marzenia.


Dominik.: Oczywiście, bo dzięki nim można stać się sławnym. ;)


Agnieszka: Jeśli się głęboko wierzy i ma siłę oraz determinację, nie ma rzeczy niemożliwych.


18 marca 2014

Co z tym patriotyzmem?

Jest taki utwór wykonywany przez Peszek, który wzbudza kontrowersje. Wyśpiewuje w nim, że “lepszy żywy obywatel niż martwy bohater”*. I panuje powszechne oburzenie, bo jak to tak. To godzi w pamięć o tych, którzy walczyli za nas, za nasz kraj. A ja, jako wnuczka AK-owca, tak sobie myślę, że ten tekst rozlicza nasze martyrologiczne ciągoty i jest tekstem współczesnej obywatelki, która świadoma jest znaczenia patriotyzmu. W dzisiejszym świecie, gdy nie jesteśmy stawiani przed wyborem: walczyć czy nie, patriotyzm przybiera inną postać (“płacę abonament i za bilet płacę, chodzę na wybory, nie jeżdżę na gapę”). Przywiązanie do tradycji, poznawanie swojego kraju, reklamowanie go na całym świecie - to jedynie garść przykładów postaw, jakie obrazują dzisiejszą definicję patriotyzmu.
Podziwiam tych, którzy walczyli o Polskę. Tych, którzy pokonując ludzki strach, chwytali za broń i występowali przeciwko wrogowi.
We współczesnym świecie można tym ludziom oddać hołd, wysłuchać, gdy chcą opowiedzieć swoją historię. I żyć świadomie jako Polak czy Polka.
Czy jestem patriotką? Tak. Czy walczyłabym? Nie wiem. Ale podziwiam tych, którzy dziś mówią, że walczyliby i w to wierzę.

Kasia Bębenek, polonistka


Patriotyzm to miłość do ojczyzny. Nie tylko - także oddanie i umiejętność poświęcenia czegoś gdy zachodzi potrzeba. Patriotyzm jednoczy ludzi, ogarnia narody. W imię ojczyzny ludzie tracili i tracą życie lub wolność.
Dziś przejawem patriotyzmu jest choćby czynne zainteresowanie losami kraju. Ludzie, którzy za ojczyznę zapłacili najwyższą cenę są nie do opisania. Jakich przymiotników można użyć by opisać taki czyn? Wiedzieli co to honor (pojęcie mało znane w dzisiejszych czasach), poświęcenie, pokora.
Także to sprowadza się do nieco wyświechtanej już tezy, że w życiu można robić wszystko, ale za wszystko przyjdzie nam zapłacić.
Agnieszka Górska, I B


Moim zdaniem patriotyzm jest to szacunek do ojczyzny. Jest to poczucie szczególnej i silnej więzi społecznej z krajem i z jego kulturą oraz z tradycjami.
W dzisiejszych czasach patriotyzm możemy realizować poprzez pielęgnowanie tradycji, propagowanie kultury. Ponadto możemy czynnie wspierać naszą ojczyznę poprzez uczestnictwo w wyborach.
Dzięki ludziom, którzy przeżyli wojnę dowiemy się z pewnością więcej niż z książek. 
Spotkania z tego typu ludźmi jak pan profesor uważam za bardzo potrzebne, bo to w końcu wielcy patrioci.

Paweł Wasilewski, I B

*wszelkie cytaty pochodzą z utworu “Sorry Polsko”

13 marca 2014

"Czarnoksiężnik z Archipelagu" - praca dodatkowa

Pytaliście mnie niedawno o prace dodatkowe. Otóż, poniżej jedna z nich, choć pamiętajcie, że opanowanie gramatyki też jest ważne w ogólnej ocenie z języka polskiego. ;)

Omawiamy "Czarnoksiężnika z Archipelagu" i jest to lektura, o której zgodnie twierdzicie, że najlepsza. Cieszę się, że z czytaniem choć tej nie mieliście kłopotu. Zwłaszcza, że okazuje się, iż fantastyka również może nieść przesłanie, pobudzać do refleksji, wzniecać dyskusje.

Pierwszym tematem pracy dodatkowej jest wykonanie na arkuszu papieru mapy Archipelagu. W internecie możecie oczywiście znaleźć gotowe mapki, ale mnie zależy, by to była Wasza mapa, którą wykonacie z książką w dłoni i przed oczami. Nie oceniam oczywiście artystycznej strony, ale liczyć się będzie estetyka wykonania. Ważne, aby znalazły się na mapie miejsca, w których toczy się akcja pierwszego (omawianego przez nas) tomu powieści. Praca ta znajdzie swoje miejsce w naszej sali, więc powinna zostać starannie wykonana.


Drugą możliwością jest wykonanie komiksu w programie komputerowym (np. Pixton).
Temat: Ged zmaga się z Cieniem we współczesnym nam świecie.
Jest to czasochłonna praca, ponieważ program należy wyszukać, uruchomić, itp. Jednak temat pozostawia Wam niemal całkowitą dowolność. Pomocą/ inspiracją, mam nadzieję, będzie poniedziałkowa lekcja.


Trzecią możliwością jest napisanie baśni o Gedzie i Cieniu. Pamiętacie informację o pieśni, która nie przetrwała? O pieśń Was nie proszę, ale o baśń owszem - w formie elektronicznej. :)


Do zobaczenia jutro na lekcji gramatycznej. ;)



27 lutego 2014

(Nie) idealna dorosłość po (nie)idealnym dzieciństwie

Relacje z rodzicami oraz dzieciństwo mają ogromny wpływ na nasze dorosłe życie. Wydarzenia z dzieciństwa często odciskają na nas swoje piętno, z którego nie do końca zdajemy sobie sprawę, będąc już dorosłymi. I Kamyki w brzuchu Jona Bauera o echu dzieciństwa w życiu dorosłego bohatera traktują. Choć zdaję sobie sprawę, że nieco upraszczam problematykę powieści.

Historia głównego bohatera opowiedziana została z perspektywy dwóch czasów: życia dorosłego i życia dziecka. Niespełna trzydziestoletni mężczyzna jest jedynakiem, choć nie do końca. Miał idealny dom, choć nie do końca. Miał wzorcowych rodziców, choć nie do końca.
Głównego bohatera czytelnik poznaje, gdy ten przyjeżdża po latach nieobecności do domu. Została mu tylko matka, u której wykryto szybko postępujący nowotwór mózgu. Główny bohater powieści nie ma imienia, naznaczony jest nie swoimi – matka nazywa go Robertem, on sam przedstawia się jako Michael. Każde z tych imion należało kiedyś do osób z otoczenia bezimiennego. Ten fakt odarcia z imienia głównego bohatera tylko wzmacnia jego osamotnienie w świecie. Bo mężczyzna od dziecka jest osamotniony.

Historia rodziny jest wypełniona tragediami i niedomówieniami. Rodzice stracili młodsze dziecko – Michaela – tuż po jego narodzinach. Postanowili dać tymczasowy dom dzieciom w potrzebie i w ten sposób zostali rodziną zastępczą dla kilku chłopców. Jednak główny bohater nie widział w tym dobra, które niewątpliwie było. Czuł się opuszczony i niewidzialny dla swoich rodziców, zwłaszcza dla matki. Oddychał z ulgą, gdy kolejni chłopcy opuszczali jego dom. Sytuacja skomplikowała się po przyjęciu do rodziny Roberta. Dwunastolatka, który był na tyle duży, aby siedzieć z przodu podczas jazdy samochodem. Który lgnął do  nie swojej mamy i otrzymywał znaczne porcje czułości. A bezimienny bohater nie potrafił sobie poradzić z samotnością i zazdrością. Aż wydarzyła się tragedia, która jeszcze bardziej skomplikowała relacje ośmiolatka z rodziną, a zwłaszcza z matką. A to z kolei odcisnęło piętno na jego późniejszym życiu.

Trudności w relacji matka – syn są jednym z najważniejszych problemów poruszonych w powieści. Choć obydwoje potrzebują siebie, stają za barykadami budowanymi z niedomówień, nieporozumień, żalu i bólu. Przyjazd głównego bohatera do domu to ostatnia okazja na pojednanie i zrozumienie. I mimo starań okazuje się, że przeszłość jest zbyt bolesna i niezrozumiała dla każdej ze stron, a choroba tylko utrudnia wzajemne porozumienie.

Kamyki w brzuchu to powieść o czymś. Bauer w doskonały sposób oddaje mentalność ośmiolatka. Znakomicie również prowadzi narrację zagubionego i osamotnionego dwudziestoośmiolatka. Opisując relację między matką a synem, pozostawia niedopowiedzenia i przemilczenia. Jednocześnie buduje skomplikowany i pełen sprzecznych uczuć związek. 
Powieść Bauera nie jest lekturą łatwą i przyjemną, ale potrzebną. Opowiada o pozorach, o drugim dnie istniejącym w każdym człowieku, ale i o tym, że czynione przez kogoś dobro niekoniecznie jest dobrem dla jego bliskich. Kamyki w brzuchu to powieść o tym, jak niejednoznaczne mogą być życie i relacje międzyludzkie.


Jon Bauer, Kamyki w brzuchu, tłum. K. Rojek, wyd. Helion, 2013.

11 lutego 2014

(Nie)zwykła Wiera Gran

Ferie były momentem na nieco ambitniejszą lekturę. Bardziej wymagającą. Proszącą o uwagę. I choć z piętrzących się i stojących przy łóżku książek spogląda na mnie błagalnie kilka/ kilkanaście takich lektur,  sięgnęłam po wypożyczoną książkę Oskarżona: Wiera Gran Agaty Tuszyńskiej.

Jest to biografia żydowskiej śpiewaczki Wiery Gran. Choć to coś więcej niż biografia. To niezwykła opowieść o życiu kobiety potarganej przez los i przez ludzi. Opowieść, w której autorka często oddaje głos samej Wierze Gran. Bogata też jest w zeznania świadków z wielu procesów sądowych.

Kim była Wiera Gran? Śpiewaczką. Po wojnie pomówioną o kolaborowanie. Plotka? Prawda? Sąd ją uniewinnił. Ludzie nie. Gdziekolwiek się pojawiała, musiała mierzyć się z oskarżeniami. Pod koniec życia uwikłana w sieć oskarżeń, strachu i choroby zamknęła się w paryskim mieszkaniu. Co było prawdą a co utkane z plotek, niedomówień i zawiści? Lektura Oskarżonej... nie odpowie na te pytania. Autorka jednak z wnikliwością przygląda się sprawie Wiery Gran, opowiadając przy okazji o getcie i życiu artystycznym w tamtych czasach. To opowieść o czasie niepojętym i o tych, którzy przeżyli i poddawali rozrachunkom lub byli nim poddawani.

Oskarżona… to książka, która wymaga od czytelnika uwagi. Fragmenty, w których przemawia sama Gran są często trudne i niezrozumiałe. Ale to nie zniechęca, a bardziej wikła w lekturę. Wyłania się z tej opowieści kobieta niełatwa w relacjach, znająca swoją wartość aż za dobrze i żyjąca z poczuciem doznanej olbrzymiej krzywdy. 
 Warta wzmianki jest obiektywność autorki, która nie ukrywa więzi utworzonej między nią a Gran. Mimo to historia śpiewaczki nie jest peanem na jej cześć. Tuszyńska sama często ma wątpliwości – tam, gdzie brak dokumentów, dowodów. Domysły, które ewentualnie snuje są opatrzone wątpliwością. To wszystko sprawia, że biografia nabiera wiarygodności. Godna polecenia osobom lubiącym biografie, interesującym się czasami II wojny światowej.


Agata Tuszyńska, Oskarżona: Wiera Gran, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.

1 lutego 2014

O wyrastaniu dziewczęcia na kobietę

W jakiejś przeczytanej przeze mnie powieści był bohater, który czytał tylko noblistów.  Mnie szkoda innych książek, więc po noblistów sięgam, ale nie w pierwszej kolejności. I chętniej po noblistki. Stąd też zainteresowanie Munro (jak dobrze, że były rabaty zimowe!).

Dziewczęta i kobiety przenoszą czytelnika na kanadyjską prowincję lat czterdziestych minionego wieku. Główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest Del Jordan. Powieść – nie-powieść zbudowana jest z kilku odrębnych opowiadań tworzących jednocześnie ciągłą historię dorastania Del.

Charakterystyczne w kreowanym przez Munro świecie jest to, że na plan pierwszy wysuwają się kobiety. Mężczyźni, istniejący przecież w Dziewczętach i kobietach,  są tłem, rekwizytami, dopełnieniem. Obecni, w pewnym momencie dorastania Del stają z boku, nie są najważniejsi. Ostatecznie to w kobietę przemienia się na oczach czytelnika bohaterka i to od kobiet powinna czerpać wzór czy choćby inspirację. A ma od kogo, bo Munro stworzyła potężną galerię dziewcząt i kobiet w swojej powieści.

Wzorem, wydawałoby się naturalnym, mogłaby być  matka bohaterki. Kobieta pełna sprzeczności. Wojująca o prawa kobiet  agnostyczka wychowuje swoją córkę, stosując konserwatywne zasady. Relacja matki i córki jest wypełniona szarpnięciami i ciągłym niezrozumieniem. Obok na posterunku trwają również ciotki, w których początkowo Del widzi swojego sprzymierzeńca w walce z matką. Wraz z wiekiem to się zmienia, a ciotki jawią się jako krytykujące wszystko i wszystkich. Przez dłuższy czas wpływ na dorastającą dziewczynę ma również Fern Dogherty, uznana przez miasteczkowe społeczeństwo za rozwiązłą.

Munro porusza również wątek przyjaźni szkolnej, kreując postać Naomi. Najlepsza przyjaciółka początkowo z podobnymi marzeniami, zainteresowaniami staje się w latach dojrzewania coraz bardziej odległa. Okazuje się, że Del jest inna, ma inne marzenia i plany – chce się wykształcić, aby wyrwać się z prowincji. Natomiast celem życiowym Naomi jest znalezienie męża.

Del buduje kobiecą świadomość na podstawie wzorów i antywzorów, drobnych i większych wydarzeń składających się na życie każdego człowieka. Pierwsze doświadczenia seksualne, przeżycie śmierci bliskiej osoby, budowanie relacji z przyjaciółką, przyjacielem, chłopakiem składają się na powstawanie kobiecej świadomości Del. Munro, tworząc swoją bohaterkę, pokazała w sposób pełny i ciekawy wyrastanie dziewczęcia na młodą kobietę. 
Historie zwyczajnych ludzi jakie w prosty sposób opowiada pisarka sprawiają, że czytelnik z łatwością przenosi się do minionego świata, a smaczku dodają feministyczne echa pobrzmiewające w całej powieści.  


Alice Munro, Dziewczęta i kobiety, przeł. P. Łopatka, wyd. W.A.B., Warszawa 2013.