Pytaliście mnie niedawno o prace dodatkowe. Otóż, poniżej jedna z nich, choć pamiętajcie, że opanowanie gramatyki też jest ważne w ogólnej ocenie z języka polskiego. ;)
Omawiamy "Czarnoksiężnika z Archipelagu" i jest to lektura, o której zgodnie twierdzicie, że najlepsza. Cieszę się, że z czytaniem choć tej nie mieliście kłopotu. Zwłaszcza, że okazuje się, iż fantastyka również może nieść przesłanie, pobudzać do refleksji, wzniecać dyskusje.
Pierwszym tematem pracy dodatkowej jest wykonanie na arkuszu papieru mapy Archipelagu. W internecie możecie oczywiście znaleźć gotowe mapki, ale mnie zależy, by to była Wasza mapa, którą wykonacie z książką w dłoni i przed oczami. Nie oceniam oczywiście artystycznej strony, ale liczyć się będzie estetyka wykonania. Ważne, aby znalazły się na mapie miejsca, w których toczy się akcja pierwszego (omawianego przez nas) tomu powieści. Praca ta znajdzie swoje miejsce w naszej sali, więc powinna zostać starannie wykonana.
Drugą możliwością jest wykonanie komiksu w programie komputerowym (np. Pixton).
Temat: Ged zmaga się z Cieniem we współczesnym nam świecie.
Jest to czasochłonna praca, ponieważ program należy wyszukać, uruchomić, itp. Jednak temat pozostawia Wam niemal całkowitą dowolność. Pomocą/ inspiracją, mam nadzieję, będzie poniedziałkowa lekcja.
Trzecią możliwością jest napisanie baśni o Gedzie i Cieniu. Pamiętacie informację o pieśni, która nie przetrwała? O pieśń Was nie proszę, ale o baśń owszem - w formie elektronicznej. :)
Do zobaczenia jutro na lekcji gramatycznej. ;)
Ważne informacje i terminy
13 marca 2014
27 lutego 2014
(Nie) idealna dorosłość po (nie)idealnym dzieciństwie
Relacje z
rodzicami oraz dzieciństwo mają ogromny wpływ na nasze dorosłe życie.
Wydarzenia z dzieciństwa często odciskają na nas swoje piętno, z którego nie do
końca zdajemy sobie sprawę, będąc już dorosłymi. I Kamyki w brzuchu Jona Bauera o echu dzieciństwa w życiu dorosłego
bohatera traktują. Choć zdaję sobie sprawę, że nieco upraszczam problematykę powieści.
Historia
głównego bohatera opowiedziana została z perspektywy dwóch czasów: życia dorosłego
i życia dziecka. Niespełna trzydziestoletni mężczyzna jest jedynakiem, choć nie
do końca. Miał idealny dom, choć nie do końca. Miał wzorcowych rodziców, choć
nie do końca.
Głównego bohatera czytelnik poznaje, gdy ten przyjeżdża po latach nieobecności do domu.
Została mu tylko matka, u której wykryto szybko postępujący nowotwór mózgu.
Główny bohater powieści nie ma imienia, naznaczony jest nie swoimi – matka nazywa
go Robertem, on sam przedstawia się jako Michael. Każde z tych imion należało
kiedyś do osób z otoczenia bezimiennego. Ten fakt odarcia z imienia głównego
bohatera tylko wzmacnia jego osamotnienie w świecie. Bo mężczyzna od dziecka
jest osamotniony.
Historia rodziny
jest wypełniona tragediami i niedomówieniami. Rodzice stracili młodsze dziecko –
Michaela – tuż po jego narodzinach. Postanowili dać tymczasowy dom dzieciom w
potrzebie i w ten sposób zostali rodziną zastępczą dla kilku chłopców. Jednak
główny bohater nie widział w tym dobra, które niewątpliwie było. Czuł się
opuszczony i niewidzialny dla swoich rodziców, zwłaszcza dla matki. Oddychał z
ulgą, gdy kolejni chłopcy opuszczali jego dom. Sytuacja skomplikowała się po przyjęciu
do rodziny Roberta. Dwunastolatka, który był na tyle duży, aby siedzieć z
przodu podczas jazdy samochodem. Który lgnął do nie swojej mamy i otrzymywał
znaczne porcje czułości. A bezimienny bohater nie potrafił sobie poradzić z
samotnością i zazdrością. Aż wydarzyła się tragedia, która jeszcze bardziej
skomplikowała relacje ośmiolatka z rodziną, a zwłaszcza z matką. A to z kolei odcisnęło piętno na jego późniejszym życiu.
Trudności w
relacji matka – syn są jednym z najważniejszych problemów poruszonych w
powieści. Choć obydwoje potrzebują siebie, stają za barykadami budowanymi z niedomówień,
nieporozumień, żalu i bólu. Przyjazd głównego bohatera do domu to ostatnia
okazja na pojednanie i zrozumienie. I mimo starań okazuje się, że przeszłość
jest zbyt bolesna i niezrozumiała dla każdej ze stron, a choroba tylko utrudnia
wzajemne porozumienie.
Kamyki w brzuchu to powieść o czymś. Bauer w doskonały sposób oddaje
mentalność ośmiolatka. Znakomicie również prowadzi narrację zagubionego i
osamotnionego dwudziestoośmiolatka. Opisując relację między matką a synem,
pozostawia niedopowiedzenia i przemilczenia. Jednocześnie buduje skomplikowany i
pełen sprzecznych uczuć związek.
Powieść Bauera nie jest lekturą łatwą i
przyjemną, ale potrzebną. Opowiada o pozorach, o drugim dnie istniejącym w
każdym człowieku, ale i o tym, że czynione przez kogoś dobro niekoniecznie jest
dobrem dla jego bliskich. Kamyki w brzuchu
to powieść o tym, jak niejednoznaczne mogą być życie i relacje międzyludzkie.
Jon Bauer, Kamyki w brzuchu, tłum. K. Rojek, wyd.
Helion, 2013.
11 lutego 2014
(Nie)zwykła Wiera Gran
Ferie były momentem na nieco
ambitniejszą lekturę. Bardziej wymagającą. Proszącą o uwagę. I choć z piętrzących się i stojących przy łóżku książek spogląda na mnie błagalnie kilka/ kilkanaście takich lektur, sięgnęłam po wypożyczoną książkę Oskarżona: Wiera Gran Agaty Tuszyńskiej.
Jest to biografia żydowskiej
śpiewaczki Wiery Gran. Choć to coś więcej niż biografia. To niezwykła opowieść
o życiu kobiety potarganej przez los i przez ludzi. Opowieść, w której autorka często oddaje głos samej Wierze Gran. Bogata też jest w
zeznania świadków z wielu procesów sądowych.
Kim była Wiera Gran? Śpiewaczką.
Po wojnie pomówioną o kolaborowanie. Plotka? Prawda? Sąd ją uniewinnił. Ludzie
nie. Gdziekolwiek się pojawiała, musiała mierzyć się z oskarżeniami. Pod koniec
życia uwikłana w sieć oskarżeń, strachu i choroby zamknęła się w paryskim
mieszkaniu. Co było prawdą a co utkane z plotek, niedomówień i zawiści? Lektura
Oskarżonej... nie odpowie na te pytania.
Autorka jednak z wnikliwością przygląda się sprawie Wiery Gran, opowiadając przy
okazji o getcie i życiu artystycznym w tamtych czasach. To opowieść o czasie
niepojętym i o tych, którzy przeżyli i poddawali rozrachunkom lub byli nim
poddawani.
Oskarżona… to książka, która wymaga od czytelnika uwagi. Fragmenty,
w których przemawia sama Gran są często trudne i niezrozumiałe. Ale to nie
zniechęca, a bardziej wikła w lekturę. Wyłania się z tej opowieści kobieta niełatwa w relacjach, znająca swoją wartość aż za dobrze i żyjąca z poczuciem doznanej olbrzymiej krzywdy.
Warta wzmianki jest obiektywność
autorki, która nie ukrywa więzi utworzonej między nią a Gran. Mimo to historia
śpiewaczki nie jest peanem na jej cześć. Tuszyńska sama często ma wątpliwości –
tam, gdzie brak dokumentów, dowodów. Domysły, które ewentualnie snuje są
opatrzone wątpliwością. To wszystko sprawia, że biografia nabiera
wiarygodności. Godna polecenia osobom lubiącym biografie, interesującym się
czasami II wojny światowej.
Agata Tuszyńska, Oskarżona: Wiera Gran, Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2013.
1 lutego 2014
O wyrastaniu dziewczęcia na kobietę
W jakiejś
przeczytanej przeze mnie powieści był bohater, który czytał tylko noblistów. Mnie szkoda innych książek, więc po noblistów
sięgam, ale nie w pierwszej kolejności. I chętniej po noblistki. Stąd też
zainteresowanie Munro (jak dobrze, że były rabaty zimowe!).
Dziewczęta i kobiety przenoszą czytelnika
na kanadyjską prowincję lat czterdziestych minionego wieku. Główną bohaterką i
jednocześnie narratorką jest Del Jordan. Powieść – nie-powieść zbudowana jest z
kilku odrębnych opowiadań tworzących jednocześnie ciągłą historię dorastania
Del.
Charakterystyczne
w kreowanym przez Munro świecie jest to, że na plan pierwszy wysuwają się
kobiety. Mężczyźni, istniejący przecież w Dziewczętach
i kobietach, są tłem, rekwizytami,
dopełnieniem. Obecni, w pewnym momencie dorastania Del stają z boku, nie są
najważniejsi. Ostatecznie to w kobietę przemienia się na oczach czytelnika
bohaterka i to od kobiet powinna czerpać wzór czy choćby inspirację. A ma od
kogo, bo Munro stworzyła potężną galerię dziewcząt i kobiet w swojej powieści.
Wzorem,
wydawałoby się naturalnym, mogłaby być
matka bohaterki. Kobieta pełna sprzeczności. Wojująca o prawa
kobiet agnostyczka wychowuje swoją
córkę, stosując konserwatywne zasady. Relacja matki i córki jest wypełniona
szarpnięciami i ciągłym niezrozumieniem. Obok na posterunku trwają również ciotki, w których początkowo
Del widzi swojego sprzymierzeńca w walce z matką. Wraz z wiekiem to się
zmienia, a ciotki jawią się jako krytykujące wszystko i wszystkich. Przez
dłuższy czas wpływ na dorastającą dziewczynę ma również Fern Dogherty, uznana
przez miasteczkowe społeczeństwo za rozwiązłą.
Munro porusza również
wątek przyjaźni szkolnej, kreując postać Naomi. Najlepsza przyjaciółka
początkowo z podobnymi marzeniami, zainteresowaniami staje się w latach
dojrzewania coraz bardziej odległa. Okazuje się, że Del jest inna, ma inne
marzenia i plany – chce się wykształcić, aby wyrwać się z prowincji. Natomiast
celem życiowym Naomi jest znalezienie męża.
Del buduje kobiecą świadomość na podstawie wzorów i antywzorów, drobnych i
większych wydarzeń składających się na życie każdego człowieka. Pierwsze doświadczenia seksualne, przeżycie śmierci bliskiej osoby, budowanie relacji z przyjaciółką, przyjacielem, chłopakiem składają się na powstawanie kobiecej świadomości Del. Munro, tworząc swoją bohaterkę, pokazała w
sposób pełny i ciekawy wyrastanie dziewczęcia na młodą kobietę.
Historie zwyczajnych ludzi jakie w prosty sposób opowiada pisarka sprawiają, że czytelnik z łatwością przenosi się do
minionego świata, a smaczku dodają feministyczne echa pobrzmiewające w całej
powieści.
Alice Munro, Dziewczęta i kobiety, przeł. P. Łopatka,
wyd. W.A.B., Warszawa 2013.
25 stycznia 2014
Jednorożce w średniowiecznej Polsce?
Wyobraźcie
sobie, że podróż w czasie jest możliwa. Zostajecie takimi podróżnikami i cofają
Was do wieku XIV. Jak żyjecie? Jak sobie radzicie w czasach, o których (jeśli
byliście pilnymi uczniami na lekcjach historii) wiecie nie za wiele? Z takimi
dylematami radzi sobie (wyjątkowo dobrze) bohater Białego drzewa Katarzyny Manikowskiej – profesor Przemek Pakosz alias Przemko z Wilczna.
Powieść pod
względem czasowym można podzielić na dwie części. Pierwsza dzieje się w 1991
roku, w Polsce raczej smutnej i pogrążającej się w beznadziei. Głównym
bohaterem jest wspomniany już profesor matematyki, specjalizujący się w…
podróży w czasie. Otóż, niechcący się podporządkować władzy mężczyzna opracował
matematyczny klucz otwierający drzwi do podróży w czasie. W tę podróż nie
wybierze się sam, zabierze ze sobą wszystkich, którzy chcą wydostać się z
czasów PRL-u, a są uznani za wrogów partii. Do grupy uczestników projektu
dołączy niespodziewanie Lasoń, zatwardziały komunista, który ma nadzieję, że w innym życiu uda mu się spełnić największe marzenie o byciu artystą.
Ta część momentami
może co prawda zmęczyć teoriami matematycznymi, jednak już tu czytelnik zapała sympatią
do głównego bohatera i do sposobu prowadzenia narracji - przenikliwego i serwującego potężną dawkę humoru w dobrym guście.
Druga część
dzieje się już w czasach średniowiecza, do którego profesor wybrał się z
rozmysłem. Ulokował się w ciele Zbytka, zwykłego chłopca, później panoszy. I
pamiętając o obietnicy na nim ciążącej (założyć ród tak, by reszta podróżników
mogła wieść wyliczone życie), zaczął dążyć do obranego celu. A droga usłana
różami nie była.
Manikowska
prowadzi czytelnika przez średniowieczne życie Przemka w sposób barwny. Akcja
jest wartka i łatwo wprowadza w XIV-wieczny prawdopodobny świat. Jednocześnie podczas
lektury można odnieść wrażenie pewnego rodzaju baśniowości opisywanej
rzeczywistości. I muszę przyznać, że to lubię w książkach. Tę baśniowość, która
otula i czasem tłumaczy życie. Bo w historii o Przemku z Wilczna odnaleźć można
nie tylko motyw życia jako wędrówki (tak chętnie podejmowany przecież w
literaturze). To historia o przyjaźni i dawaniu szansy drugiemu człowiekowi –
bez tego profesor (Przemko) nie zaprzyjaźniłby się z Lasoniem (Silvestrisem).
To również powieść o wierze w możliwość niemożliwego oraz o marzeniach, do których spełnienia warto dążyć.
Baśniowo –
fantastyczne są jednorożce pojawiające się w średniowiecznej Polsce oraz
puszcza Wilczno, pośrodku której rośnie biała lipa. Te elementy wzbogacają powieść i nadają jej ton indywidualności.
Kreacja Łokcia
(Łokietka) zwanego w powieści krasnoludem jest fenomenalna. A rozmowy jakie
toczy król z Przemkiem grożą ciągłymi wybuchami śmiechu. Zresztą wszelkie
dialogi i bohaterowie odgrywający większe znaczenie w Białym drzewie niezaprzeczalnie udali się pisarce. Z większością postaci nie sposób nie sympatyzować.
Rzadko (umówmy
się, że to synonim nigdy) sięgam po fantastykę. Właściwie nie mam konkretnych
powodów. Tak mi w życiu czytelniczym wychodzi, że mi z tym gatunkiem nie po
drodze i nie możemy się spotkać. Niemniej, nie żałuję, że dałam się skusić
Manikowskiej. Dobra dawka fantastyki oprawiona w ciekawą, zachęcającą do
lektury okładkę.
Katarzyna
Manikowska, Białe drzewo, wyd. Novae
Res, Gdynia 2013.
24 stycznia 2014
Rozmowy o życiu i jego przyległościach
Są ludzie,
którzy od tematów choroby i śmierci uciekają najdalej jak mogą. Ja jestem po
drugiej stronie i z zainteresowaniem (od czasu pisania pracy magisterskiej)
sięgam po książki traktujące właśnie o śmierci czy życiu z chorobą. Stąd
świadomym wyborem była lektura Szału nie
ma, jest rak - książki, która ma formę rozmów Katarzyny Jabłońskiej z
księdzem Janem Kaczkowskim. Z racji mojego statusu wyznaniowego miałam obawy,
czy lektura tej książki jest dobrym pomysłem. Okazało się, że tak.
Kim jest ksiądz
Jan Kaczkowski? Pierwszy raz opowiadała mi o tym człowieku koleżanka z pracy,
zachwycając się nim. Jawił się jako nieszablonowy duchowny. Później gdzieś w
programie telewizyjnym znowu mi mignął. I niedawno inna koleżanka z pracy
również zaczęła opowieść o księdzu, polecając jednocześnie tę książkę. Z
opowieści i z obejrzanego przeze mnie programu bohater rozmowy z Jabłońską jawi
się jako niezwykle charyzmatyczny i bezpośredni człowiek o kontrowersyjnych
czasem poglądach. Natomiast sama książka jest pożytecznym tworem powstałym w wyniku choroby
nowotworowej ks. Jana (jakkolwiek patrzeć na niesprawiedliwość losu).
Tematyka rozmów
jest różnorodna. Pierwszą grupę tematyczną stanowią rozmowy o śmierci i o
chorobie. To najbardziej obszerny i pojawiający się w niemal całej książce
temat. Rozmówcy próbują odpowiedzieć na pytania o istnieniu granicy leczenia
paliatywnego, o zasadność stosowania uporczywej terapii. Ta część to również
refleksje dotyczące przeżywania śmierci przez umierającego, ale i przez
bliskich, którzy w różny sposób przecież sobie radzą (lub nie) z odchodzeniem
najbliższych. To tu pojawia się motyw cierpienia z perspektywy nauki kościoła
katolickiego, ale i zwykłego człowieka.
Bardzo często przy kwestiach choroby i
śmierci pojawia się w książce temat puckiego hospicjum, którego dyrektorem jest
ksiądz Kaczkowski. Tutaj zainteresowała mnie wypowiedź na temat decyzji, jaką
czasem bliscy chorego muszą podjąć: czy skorzystać z pomocy hospicjum. Mam
nadzieję, że ta książka wyprostuje spaczony obraz hospicjum i rodzin, które
decydują się na umieszczenie bliskiej osoby w takich miejscach. Wciąż w
społeczeństwie pokutuje obraz nieczułych rodzin pozbywających się kłopotu. A to przecież wszystko nie tak.
Innym kręgiem
tematów rozmów są te dotyczące życia, a krążące niedaleko lub bezpośrednio dotykające zagadnień
bioetycznych. Czytelnik zapozna się z poglądami Kaczkowskiego na temat in vitro, seksu, homoseksualizmu,
nauczania młodzieży, powołania.
Fragment, który
mnie zapadł szczególnie w pamięć to ten o potrzebie bliskości, jaką nosi w
sobie każdy człowiek, a której nie zawsze doświadcza. Bo okazuje się, że czegoś
tak banalnego jak przytulenie, trzeba się uczyć (lub być uczonym) od lat najmłodszych…
Ostatnim tekstem
w książce jest artykuł o fizycznych aspektach umierania, który Kaczkowski napisał jakiś
czas temu. Tekst mocny, prawdziwy, porażający. I taka jest w zasadzie cała
książka – porażająco prawdziwa bez niepotrzebnych otoczek. Zaskakuje
bezpośredniość bohatera Szału nie ma, jest rak, z jaką odważnie wypowiada poglądy nie zawsze zbieżne ze zdaniem kościoła katolickiego. Zachwyca brak banału, przenikliwość, a czasem i
specyficzny humor z jakimi rozmówca Jabłońskiej patrzy na życie, w które
należałoby też włączyć chorobę i śmierć. Poraża ilość prawd życiowych opowiedzianych często w sposób niebanalny, jakie znajdzie w tej książeczce każdy czytelnik - bez względu na wyznanie.
Jednym zdaniem, lektura obowiązkowa, bo skłaniająca do
refleksji.
Szału nie ma, jest rak, z ks. Janem
Kaczkowskim rozmawia Katarzyna Jabłońska, wyd. Więzi, Warszawa 2013.
18 stycznia 2014
Współczesna gawęda Kosmowskiej o życiu
Kiedy
przyjaciółka podarowała mi Ukrainkę,
mówiąc, że to najlepsza dotąd powieść Kosmowskiej – uwierzyłam. I nie mogłam
się doczekać, aż sama się w niej zasmakuję. Po przeczytaniu śmiało mogę
stwierdzić, że to rzeczywiście najlepsza powieść Kosmowskiej.
Historia
koncentruje się przede wszystkim wokół Iwanki Matwijenko. Uzdolnionej
wiolonczelistki, która przyjechawszy do Warszawy za ukochanym, rezygnuje z
kariery, zakasuje rękawy i pracuje jako sprzątaczka u bogatych Polaków. By
zarobić na wymarzony dom z pokojem muzycznym. Dom, który będzie dzieliła z
Mykołą. Niestety, okazuje się, że miłość nie wystarcza, by udobruchać
bezlitosną rzeczywistość. Iwanka, wyjęta ze swojego świata, nie potrafi się
umościć wygodnie w polskiej rzeczywistości. A i polska rzeczywistość
niekoniecznie chce przyjąć obcą na swoje łono. Odnajduje tu jednak okruchy
dobroci w postaci profesora, fryzjerki Julii i małego Stasia.
Tłem, jakże
ważnym, dla głównej bohaterki są inni bohaterowie powieści. Przede wszystkim sprawca przyjazdu dziewczyny do Polski - Mykoła. Inny niż tam w ich kraju. Nieczuły na łzy i marzenia Iwanki. Pojawia się również Zofia
Wolska, matka Bronka, która, jak Iwanka nie czuje się dobrze w mieście. Woli
swoją chałupę na wsi, w której panuje porządek świata przez nią rozumiany. Jest
i Agata. Żona Bruna, synowa Zofii. Nieszczęśliwa, niekochana i tracąca
umiejętność kochania. Tkwiąca w relacjach międzyludzkich ciągnących ją do dołu.
Ważną rolę odgrywa Krystian, sąsiad Agaty. Młody mężczyzna tłamszony przez chorą matkę, noszący w sobie mrok, któremu pozwoli ostatecznie dojść do
głosu.
Losy Iwanki i
osób z jej otoczenia Kosmowska opowiada w sposób gawędziarski z melodyjnym
zaśpiewem, który zachwyca od początku do końca. Jest to jednak smutna gawęda. O
bezlitosnym losie, który targa bohaterami powieści na wszystkie możliwe strony
świata emocji. O okruchach współczucia i życzliwości na chwilę rozjaśniających
świat bohaterów. O bezwzględności atakującego losu i bezradności atakowanego. O
potrzebie kochania i bycia kochanym. I o tym, co się dzieje z ludźmi, którym
tej miłości zabrakło. Ukrainka to
opowieść o zwykłych ludziach, których światem często targają złe emocje i
zbiegi okoliczności wobec których są bezradni.
Ukrainka pozostawia w człowieku ciszę.
Ciszę tkaną niemal od pierwszych stron. Tkaną precyzyjnie tak, by czytelnik
nie wyrwał się z niej za szybko. By pozwolił sobie na chwilę zadumy. Nad
życiem. Losem. Światem. Ludźmi, którzy ten świat tworzą.
Barbara Kosmowska, Ukrainka, wyd. W.A.B., Warszawa 2013.
Subskrybuj:
Posty (Atom)